Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedpokój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedpokój. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 listopada 2021

Mała zmiana, duży efekt - czyli o nowych plakatach w mieszkaniu

Jak ten czas leci! Dopiero co pokazywałam wam w jakich warunkach spędzamy lock down, a to już minęło 1,5 roku od tamtej pory. Trzeba przyznać, że pandemia dała nam w kość i co najgorsze - uziemiła, co nie sprzyjało wenie twórczej i pisaniu nowych postów. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek w życiu spędzała tyle czasu w domu, ile przez ostatnie 1,5 roku. Całe szczęście, że lubię nasze mieszkanie ;)

Prawda jest jednak taka, że wszystko może się człowiekowi opatrzyć. Ja lubię zmiany, dlatego przez ten czas kilka z nich wprowadziliśmy w życie. Niektóre wymagały od nas ciężkiej pracy i połamanych paznokci (np. zmiana tapety w przedpokoju, szlifowanie i ługowanie stołu z palet oraz zmiana szafy w jadalni). Ale na szczęście dzięki współpracy z Gallerix mogłam wprowadzić też zmiany lekkie i przyjemne. 

niedziela, 22 stycznia 2017

Zima? Nie, dziękuję.

Ale się porobiło. Sześć lat blogowania, a tak długiej przerwy w pisaniu jeszcze chyba nie było. Mogliście sobie ode mnie odpocząć przez trzy tygodnie i wykorzystać ten czas na realizację noworocznych postanowień. To jak? Kto zamiast siedzieć godzinami przed ekranem wyciskał siódme poty na siłowni, czytał książki lub spędzał więcej czasu z rodziną? A może macie jakieś bardziej nietypowe postanowienia?


piątek, 30 października 2015

Jesień kulkami się toczy

Każdemu zdarza się dostać nietrafiony prezent, z którym nie wiadomo co zrobić. Znacie to? Jeśli tak, to szybko o tej sytuacji zapomnijcie, bo dziś chcę napisać o prezencie, który dostałam od przyjaciół dwa lata temu i który był spełnieniem jednego z moich licznych, małych marzeń. Od dwóch lat mój prezent jest w codziennym użyciu. Trudno mi wyobrazić sobie wieczór bez niego. Jesteście ciekawi co to takiego?

Mowa o łańcuchu świecących kul, czyli cotton ball lights, który wisi sobie na lustrze i wita wszystkich już od progu. Stało się rytuałem w naszym domu, że odpalamy lampki codziennie wieczorem, żeby oświetlały nam przedpokój. Ale, ale... przez te dwa lata kulki się u nas rozmnożyły (niestety nie przez pączkowanie, bo już bym miała hodowlę) i w przedpokoju świecą dzisiaj dwa łańcuchy. Ich światło jest idealne na umilanie jesiennych wieczorów i pochmurnych dni. Zresztą sami zobaczcie.




Co jakiś czas podpytujecie mnie, gdzie można kupić takie świecące kule. Śpieszę donieść, że na stronie cottonballlights.pl znajdziecie wszystko czego potrzebujecie. Możecie wybrać sobie różne długości łańcuchów i samodzielnie skomponować swój zestaw kolorystyczny. A na dokładkę, mimo że do gwiazdki jest jeszcze trochę czasu, czeka na Was rabat!
 
Jeśli więc marzycie o łańcuchu do swojego domu, albo chcielibyście komuś sprawić wymarzony prezent, jaki ja dostałam od przyjaciół, to wystarczy, że skorzystacie z magicznego zaklęcia:
 
"blogiwnętrzarskieCBL" i dostaniecie 10% zniżki na zakupy.

Zaklęcie działa do końca listopada więc korzystajcie, bo po tym czasie czar pryska ;)

Miłego dnia!
Marta

czwartek, 10 września 2015

Biżuteria dla komody

W ostatnim wpisie zaserwowałam niezłą lekturę więc dla odmiany będę się streszczać i oszczędzę wam swojego gadulstwa ;)
Dziś główną bohaterką jest komoda z naszego przedpokoju, która zyskała nowe szaty w postaci kolorowych gałek. Miało to miejsce jakieś sto lat temu, ale moje tempo robienia zdjęć i dodawania postów jest równie zawrotne jak tempo wcielania w życie wnętrzarskich pomysłów. Na szczęście gałki się nie starzeją i co ważne, ciągle tkwią na swoim miejscu więc z czystym sumieniem mogę napisać, że dziś nasz przedpokój wygląda właśnie tak:







Poluję na jeszcze jakieś dwie ładne gałki, żeby zminimalizować ilość tych szarych.

Dowodem na to, co napisałam w pierwszych linijkach tego wpisu niech będzie fakt, że mniej więcej rok temu kupiłam nowe wieszaki do przedpokoju, żeby wymienić ten prowizoryczny, tymczasowy i zamontowany "na chwilę", który obecnie wisi nad szafką na buty. No cóż, nowe wieszaki leżą sobie i czekają aż nadejdzie ich czas, a mi chodzi po głowie, żeby najpierw wymienić tapetę w tym kącie... To może jeszcze trochę potrwać ;)

Miłego dnia!
Marta

poniedziałek, 9 marca 2015

Urodzinowe before and after - przedpokój

Nie ma to jak obchodzenie urodzin przez dwa tygodnie :) Na szczęście to nie moje urodziny, tylko blogowe więc czuję się rozgrzeszona. Kontynuując urodzinową wycieczkę po mieszkaniu i podsumowując zmiany jakie w nim zaszły należałoby pokazać, co właściwie widać po przekroczeniu progu.  A widać, że jest biało, z dodatkiem szarości i jasnego drewna. 

Ta wszechobecna w przedpokoju biel wzięła się z dwóch powodów. Po pierwsze to wynik traumy jaką wywołały w nas ogromne, ciemnobrązowe szafki, pozostawione przez poprzednich właścicieli. Szafki były zamontowane pod sufitem dookoła pomieszczenia, a dodatkowo przy drzwiach wejściowych stała spora szafa wybudowana z tego samego materiału. Było ciemno, przytłaczająco i w ogóle miało się wrażenie, że cała ta konstrukcja za chwilę runie komuś na głowę. Przedpokój obudowany był boazerią, pomalowaną na kolor wściekle żółty, który miał rozjaśniać i przełamywać grobową atmosferę. Było koszmarnie.

Powód drugi jest taki, że nie mamy w tu zbyt wiele naturalnego, dziennego światła. Ważne więc było, żeby ściany jak najwięcej go odbijały. Poza tym nasz przedpokój jest dość duży, ale trudny do zagospodarowania, bo na każdej ścianie ma drzwi. Straszne marnotrawstwo miejsca.  Istniała więc potrzeba zrobienia tu jakiś podwieszanych szafek, ale chciałam, żeby wtapiały się w otoczenie. I tak oto powstała zabudowa z karton gipsu, ale tylko na dwóch z czterech ścian. 

Dodatkowo wymieniliśmy wewnętrzne drzwi wejściowe do mieszkania, drzwi do łazienek i salonu (te przesunęliśmy). Zlikwidowaliśmy drzwi do jadalni i kuchni robiąc w tym miejscu spiżarkę i wspólne, szersze wejście. Pozbyliśmy się też framugi drzwi do sypialni i zamiast nich zamontowaliśmy drzwi rozsuwane.

Wieszak na kurtki i szafkę na buty zrobiliśmy po przeciwnej stronie wejścia niż poprzedni właściciele. Ten kąt jest ciągle niedokończony, ale już mamy w planie jego lifting. Chcemy wymienić tapetę, zmienić wieszak na kurtki i zamontować nad nim półkę. Moim marzeniem jest też położenie przy samych drzwiach wejściowych kilku kafli, bo jednak drewniana podłoga (a zwłaszcza bielona) bardzo się niszczy. Pisałam o tym niedawno tutaj.
Na chwilę obecną jest tak:




Dla porównania znalazłam zdjęcie z ogłoszenia o sprzedaży mieszkania i dwie fotki z remontu, żebyście zyskali wyobrażenie skąd nam się wzięła szafowa trauma ;)



Pewnie za jakiś czas napisze coś więcej o kierunku zmian jakie chcemy obrać przy odmianie kąta z wieszakiem na kurtki. 

A następny post będzie o pomieszczeniach, które w trakcie remontu i urządzania przeszły największa metamorfozę, a których właściwie prawie tu nie pokazuję - o łazienkach.

Miłego dnia!
Marta

sobota, 28 grudnia 2013

W ostatniej chwili

Dzięki pięknej, słonecznej pogodzie udało mi się sfotografować świąteczny wystrój komody w przedpokoju. Zwykle o tej porze roku jest tam za ciemno na robienie zdjęć, ale coś tam widać ;) Dodałam tutaj - trochę nietypowo - dekoracje w kolorze granatowym. Potrzebowałam mocniejszego akcentu kolorystycznego, żeby nie było mdło i blado.



Można by powiedzieć, że to ostatni moment na pokazywanie takich zdjęć. Za chwilę klimat świąteczny będzie już pase i trzeba będzie zwijać bożonarodzeniowe dekoracje. Zwłaszcza, że wyglądają one nieco dziwnie w zestawieniu z prawdziwą wiosną, jaką poczuły moje rośliny. Oto przykład:


Jeśli śledzicie mój profil na fejsbuku, to już wiecie, że w końcu się zmobilizowałam i bardziej uaktywniłam na Pintereście. Możecie podejrzeć moją tablicę TUTAJ. 
Miłośników Instagramu muszę rozczarować - póki co mnie tam nie ma i w najbliższym czasie nie będzie.

Miłego dnia!
Marta

niedziela, 17 listopada 2013

Lecę w kulki

Kiedy przyjaciele zapytali mnie, co chciałabym dostać na urodziny, nie zastanawiałam się zbyt długo. Wyciągnęłam kilka pomysłów z mojej listy marzeń, a oni niezawodnie przyczynili się do spełnienia jednego z nich:) I tak oto zamieszkała u nas kolejna, światełkowa girlanda.



Łańcuch cotton balls zawisł póki co na lustrze w przedpokoju. Doskonale doświetla to dość ciemne pomieszczenie i pewnie powisi tu przez zimowe miesiące. Ale jego docelowe miejsce to sypialnia. Mam nadzieję, że uda mi się z jego pomocą zasłonić okropne rury koło łóżka. 
Muszę jednak przyznać, że będzie mi go brakowało w przedpokoju, bo kolorystycznie świetnie współgra z otoczeniem. Kule mają kolory dopasowane do ścian, drzwi i mebli. Tak naprawdę nic sama nie komponowałam, tylko zaufałam Agnieszce i wybrałam zaprojektowany przez nią łańcuch foggy day. I nie żałuję :) 
A tak mniej więcej wyglądają kule, gdy lampki są wyłączone. W rzeczywistości łańcuch jest trochę jaśniejszy i delikatniejszy, a rama lustra jest szara (to chyba kwestia zdjęć robionych w ciemnym kącie).







I jeszcze rzut oka na świecące kule. Dają przyjemne, miękkie światło. Tak naprawdę nie świecą tak żółto, jak mi to wyszło na zdjęciach. Jeśli ktoś z was waha się, czy kupić podobny łańcuch, czy nie - stanowczo polecam kupić:)


A jak jeszcze nie widzieliście mojej drugiej (a właściwie pierwszej) światełkowej girlandy, albo nie pamiętacie jak wyglądała, albo po prostu macie ochotę na wspominki, to zapraszam do lektury starych postów. Pisałam o niej trochę TU i trochę więcej TU.

Edit: chyba mi się zły link wstawił. Już naprawione ;)

Miłego dnia!
Marta

sobota, 12 października 2013

Komoda zmienną jest...

...szczególnie ta w moim przedpokoju. Wiem, wiem - namieszałam, ale komoda, jak kobieta, też zaczyna się na K więc czuję się usprawiedliwiona.
Jakoś tak mam, że lubię widzieć ładne dekoracje już od wejścia, dlatego moja komoda poza oczywistą funkcją przechowywania, pełni jeszcze inną - wystawienniczą ;) Dość często zmieniam jej aranżację, co niestety zupełnie nie ma przełożenia na posty na blogu. A wszystko z prozaicznej przyczyny jaką jest niedobór dziennego światła w przedpokoju. Brak światła, to brak zdjęć. Brak zdjęć, to brak wpisów. I tak to się napędza. Ale tę zmianę musiałam uwiecznić więc postanowiłam się zmobilizować i coś tam pstryknąć.


Już od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem wymienienia gałek w szufladach. Chciałam, żeby były trochę jaśniejsze, bardziej kontrastujące z kolorem drewna. Myślałam o wymienieniu wszystkich 12 sztuk na pudrowo-różowe, takie jak TU. Ale ciągle nie mogłam się zdecydować. Potem zaczęłam planować wymienienie tylko 4 uchwytów w górnych szufladkach, ale też ciągle coś stawało na przeszkodzie. A to do sklepu miałam nie po drodze. A to, jak już udawało mi się do niego dotrzeć, okazywało się, że akurat tych gałek właśnie chwilowo brak, itd, itp. Aż w końcu przypadkiem trafiłam na gałki z cyferkami, które pokazywałam w poprzednim poście. I to było to! Podoba mi się efekt, bo od razu mam wrażenie, że chociaż zmiana jest niewielka, to jednak ta dość powszechna komoda zyskała bardziej indywidualny, spersonalizowany wygląd.




Jak widać również na komodzie zapanowały jesienne klimaty. Nieoczywiste, bo nie ma bukietu kolorowych liści i garści kasztanów, ale tak właśnie mi się podoba.

Niestety nadal nie znalazłam odpowiedniego abażuru do przemalowanej przeze mnie lampy, którą już dawno Wam pokazywałam i ciągle nie może ona trafić w docelowe miejsce, czyli na komodę. Chciałabym zwykły, biały, średniej wielkości, który nie kosztowałby jakiejś kosmicznej kwoty. Nie mogę nigdzie na taki trafić :( Macie jakieś podpowiedzi, gdzie szukać?

Miłego dnia!
Marta

sobota, 25 maja 2013

Majowy przedpokój

Za oknem kłębią się szaro-granatowe chmurzyska. Można by pomyśleć, że to Mordor, a nie centrum Polski. Ja na prochach, bo dopadła mnie jakaś gigantyczna migrena. Mieszkanie znacznie odbiegające od stanu, który można opisać słowem uporządkowane. Okoliczności nie sprzyjają jakimkolwiek działaniom, ale postanowiłam zrobić w końcu zdjęcia na bloga i nawet ciemnica panująca w naszym przedpokoju mnie od tego nie odwiodła. Trochę wygibasów ze statywem i proszę, oto są... cztery zdjęcia z kilkudziesięciu jako tako nadające się do publikacji ;)





Strasznie lubię te moje gąsiory. Wydaje się, że są niewyczerpanym źródłem różnego rodzaju aranżacji. A drewniany słonik kiedyś był mocno eksploatowaną broszką. Kupiony sto lat temu na jarmarku dominikańskim w Gdańsku nadal mi się nie znudził. Wykopałam go ostatnio przy okazji porządków i od razu zajął honorowe miejsce ;) Ciekawa jestem, czy też macie tego typu drobiazgi, z którymi trudno Wam się rozstać?

Miłego dnia!
Marta

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Gdzie jest słonko, kiedy śpi...

Słonko zakamuflowało się za chmurami i od ponad tygodnia się nie wychyla. Pozostaje pozazdrościć takiej długiej drzemki. Przy takiej aurze tylko czekać, aż wilki zaczną hasać po ulicach, a ja do pracy będę jeździć psim zaprzęgiem. Śnieg pada i pada, a ja coraz bardziej nie mogę doczekać się końca zimy. Dobrze, że chociaż w domu zrobiło się wiosennie. Wyciągnęłam pastelowe dekoracje, zakwitły kwiatki, przeglądam zdjęcia z zeszłego weekendu, kiedy na moment pojawiło się słońce. Ktoś zna sposób, żeby wypłoszyć te okropne chmury?





Trzymajcie się ciepło i uważajcie na białe niedźwiedzie ;)

Miłego dnia!
Marta

niedziela, 29 stycznia 2012

Salon już nie taki tajemniczy

Liczni krewni i znajomi królika kierują w naszą stronę coraz intensywniejsze wezwania do ujawnienia zmian, jakie zachodzą w mieszkanku. W związku z tym nie pozostając na nie obojętną, zmieniłam plany dotyczące kolejnych blogowych wpisów. Dzisiaj teleportujemy się więc na chwilę z górskiej głuszy do naszego "mieszkania pokazowego" (jak to określił ostatnio mój kolega).



Regały w salonie to z pewnością największa gabarytowo zmiana. Zgodnie z moimi wcześniejszymi przewidywaniami padło póki co na zwykłe ikeowskie BILLY. Planujemy jeszcze dokupić do nich drzwiczki, co przede wszystkim uchroni książki przed kurzem, ale również zmieni nieco charakter mebli. A może kiedyś w przyszłości uda się wymienić regały na jakieś bardziej wymarzone. I bardziej pojemne:) Bo na dzień dzisiejszy, żeby zmieściła się gdzieś reszta naszych książek, musimy wygospodarować miejsce na jeszcze co najmniej jeden regał. Albo półki. Na przykład pod parapetem, obok kaloryfera. Widać to miejsce na pierwszym zdjęciu i na tym poniżej.



Zdjęcie powyżej dedykuję mojej mamie, która ma w domu mnóstwo kwiatów i której wydaje się, że ja nie mam ani jednego:)
Kaloryfer planujemy jakoś zgrabnie zabudować, ale musi poczekać na swoją kolej. No i nasze wizje muszą nabrać mocy urzędowej zanim zostaną wprowadzone w życie;)

A teraz druga strona pokoju. A tam druga z naszych przedwojennych szaf. Pierwszą już dobrze znacie m.in. z tego posta. Ta, która stoi w salonie będzie miała dzisiaj swoją premierę na blogu. Tadam!


Kiedyś myślałam o tym, żeby pobielić ją leciutko, tak żeby było widać fakturę drewna. Ale się rozmyśliłam. Podoba mi się taka, jaka jest. Jedyna rzecz, która wymaga ingerencji, to uchwyty. Obecna, plastikowa "kość słoniowa" zdecydowanie nie zdobi. Problem jest tylko taki, że muszą to być uchwyty podwójne, a nie zwykłe gałki, no i nigdzie nie mogę znaleźć nic ładnego.
Jak już jesteśmy przy gałkach ...



W salonie stoją jeszcze inne skarby, ale o tym napiszę przy innej okazji. Teraz tylko mała zajawka.


Kolejny nowy mebel w domu to szafko-ławka w przedpokoju. Doskonale wpasowała się rozmiarem. Zastanawiam się tylko nad tym, czy i jak dorobić jej drzwiczki, żeby buciory nie były tak na widoku. Jakieś sugestie?


Zmiany zachodzą również w innych pomieszczeniach. W sypialni rozgościła się nowa komoda i stary wiklinowy kufer, ale o tym będzie już kiedy indziej. Wystarczy tych nowości jak na jeden raz:)

I jeszcze chwila na autoreklamę, czyli zapraszam do lektury na zwierciadło.pl

Miłego dnia!
Marta

niedziela, 27 listopada 2011

Co ciekawego dziś w gazecie?

Może się tak zdarzyć, że aż do wiosny nie będzie odpowiedniego światła, żeby w niektórych kątach naszego mieszkania zrobić jako takie zdjęcia. A przecież miałam pokazać tapetę w przedpokoju. Trudno, jest jak jest. W świetle żarówki kąt wieszakowy prezentuje się obecnie tak:


Trochę problemów sprawiło nam oklejenie drzwiczek do rozdzielni. Tak się składa, że klej do tapet niespecjalnie trzyma się gładkich, metalowych powierzchni. Na szczęście klej do decoupage'u dał radę. Ciekawe na jak długo;)
"Gazeta" nadaje się raczej do oglądania niż do czytania. Tekst to urywki jakiś artykułów bez sensu, za to pisanych ładną czcionką. Ale obrazki są super.


Nie mogę znaleźć ładnego wieszaka. Marzy mi się taki z ceramicznymi gałkami, ale jeszcze chyba nie wyprodukowali tego idealnego:) Póki co powiesiliśmy stary wieszak i tym samym zamieniliśmy jeden problem na drugi. Teraz jest już gdzie powiesić kurtki, ale za to zaczęliśmy się martwić, że ta prowizorka zostanie z nami na długie lata.
Rozmyślamy też nad ławeczką. Chciałabym, żeby miała pod spodem zamykane szafki na buty, a wszystkie ławeczki jakie widzieliśmy w sklepach mają otwarte półki. Chyba nie pozostanie nam nic innego, jak zbudowanie jej samodzielnie, tzn. rękami Adama.


Gdzieś, kiedyś, ktoś anonimowy napisał w komentarzach, że nasze mieszkanie jest strasznie blade i nie ma w nim kolorów. Robiąc remont uznaliśmy, że styl skandynawski najbardziej odpowiada naszym obecnym gustom i faktycznie jako baza króluje u nas biel i pastele. Nie oznacza to jednak, że nie lubimy i nie mamy w domu kolorów. Prawda jest taka, że wciąż się urządzamy i dużej części mieszkania jeszcze nie widzieliście, bo nie wrzuciłam tu zdjęć. Na fotkach przedpokoju możecie zobaczyć dywan w kolorze bakłażana. W jadalni mamy malinowe zasłony. W salonie stoi bordowa kanapa i stara drewniana szafa. Dzięki jasnemu tłu akcenty kolorystyczne są bardziej wyeksponowane, a jednocześnie nie przytłaczają wnętrza.
Kolor przewija się także w sezonowych dekoracjach. Tak już mam, że znoszę w tym celu do domu różne przydasie. Dzięki temu, chociaż na dworze dziś strasznie ponuro, w naszym mieszkanku wciąż jest złota jesień.








Trzymajcie się ciepło. Nie dajcie się ponurym, listopadowym nastrojom i choróbskom.

Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...