środa, 3 listopada 2021

Mała zmiana, duży efekt - czyli o nowych plakatach w mieszkaniu

Jak ten czas leci! Dopiero co pokazywałam wam w jakich warunkach spędzamy lock down, a to już minęło 1,5 roku od tamtej pory. Trzeba przyznać, że pandemia dała nam w kość i co najgorsze - uziemiła, co nie sprzyjało wenie twórczej i pisaniu nowych postów. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek w życiu spędzała tyle czasu w domu, ile przez ostatnie 1,5 roku. Całe szczęście, że lubię nasze mieszkanie ;)

Prawda jest jednak taka, że wszystko może się człowiekowi opatrzyć. Ja lubię zmiany, dlatego przez ten czas kilka z nich wprowadziliśmy w życie. Niektóre wymagały od nas ciężkiej pracy i połamanych paznokci (np. zmiana tapety w przedpokoju, szlifowanie i ługowanie stołu z palet oraz zmiana szafy w jadalni). Ale na szczęście dzięki współpracy z Gallerix mogłam wprowadzić też zmiany lekkie i przyjemne. 

Postanowiłam, że wymienię prawie wszystkie plakaty w naszej galerii ściennej w przedpokoju. Od kilku lat łudzę się, że wywołam kiedyś własne zdjęcia w dużym formacie. Teraz, gdy zobaczyłam plakaty Gallerix, już wiem, że przez kolejnych kilka lat to się nie wydarzy. Wytłumaczenie jest bardzo proste. Na ich stronie odnalazłam plakaty, które są prawie identyczne jak moje zdjęcia z wakacji. Byłam naprawdę w szoku, gdy zobaczyłam kadry z włoskich miasteczek, które odwiedziłam dosłownie tydzień wcześniej! Jeśli śledzicie mój profil na instagramie (do czego zachęcam, bo regularnie się tam udzielam), to na pewno nie zdziwi was, czemu ten plakat z Amalfii musiał zawisnąć w samym centrum naszej galerii :)



Większość plakatów włożyłam do ramek, które już miałam, ale postanowiłam, że nowe printy ozdobią również salon. Dokupiłam więc od razu dwie ramki. Wybrałam białą, drewnianą i czarną, metalową w różnych rozmiarach. Ramki podobnie jak plakaty zaskoczyły mnie pozytywnie jakością wykonania. Wiecie, trochę tego u mnie wisi, więc mam porównanie ;) Plakaty są wydrukowane w pięknym macie na grubym papierze. Nie trzeba się martwić, że zostaną ślady paluchów.





Największa rama ozdobiła ścianę nad białymi szafkami w salonie. Brakowało mi tam od dawna jakiegoś mocniejszego akcentu, który wypełni przestrzeń pomiędzy roślinami. Dodatkowo grafika w miodowym kolorze fajnie współgra z poduszkami na kanapie w tym samym odcieniu. A nad kanapą ustawiłam kolejna grafikę i dopasowany do niej kolorystycznie plakat z górskim jeziorem. 

Nowe plakaty oczywiście zaowocowały "przemeblowaniem" wśród innych dekoracji. U was też to działa jak lawina? Najpierw jakaś ramka ląduje w drugim pokoju. Potem okazuje się, że inny kwiatek lepiej do niej pasuje. Jak przestawisz jeden kwiatek, to automatycznie zmienia się kompozycja kolejnych. Za tym idzie przestawianie świeczników, itd. Część dekoracji zmieniła miejsce, część schowałam, a część pewnie niedługo wystawię na sprzedaż. Ale to jest właśnie fajne. Niby ciągle żonglujemy tymi samymi przedmiotami, ale przestrzeń się zmienia.No i zdecydowanie łatwiej wędrować po mieszkaniu ramkami, niż meblami ;)





Skoro wiadomo, że własnych zdjęć z podróży raczej nie wydrukuję, to może chociaż pokaże je wam wirtualnie? Bo choć ilość moich wyjazdów drastycznie zmalała o jednak udało mi się odwiedzić Sardynię, wysepki na Zatoce Neapolitańskiej, wybrzeże amalfijskie, Belgię, Berlin... Chcecie wpis podróżniczy? A może wolicie zobaczyć naszą nową tapetę w przedpokoju?

Miłego dnia!
Marta

2 komentarze:

  1. Fajnie, że reaktywowałaś bloga, tu naprawdę można więcej.
    Świetne te plakaty, ale ileż nowego wiercenia w ścianach. Chyba, że masz inne patenty na wieszanie ramek.
    Podobają mi się takie megaurozmaicone galerie ścienne. Super efekt.

    Pozdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Reniu :) Na szczęście nie musiałam wiercić ani jednej nowej dziury. Skorzystałam z poprzednich wkrętów i jakoś udało się na nowo ułożyć ten plakatowy tetris :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...