piątek, 26 lipca 2013

Pędzle w dłoń!

Jak mówi powiedzenie "co się odwlecze..." itd. I w taki oto sposób po dwóch latach odkąd napisałam TEN POST udało mi się zrealizować jedno z wnętrzarskich marzeń. A wszystko oczywiście dzięki przypadkowemu zakupowi w ulubionej klamociarni. Ostatnio znowu miałam udane łowy. Kupiłam moją wymarzoną, wielką, rzeźbioną ramę (w którą oprawiony był wątpliwej urody obrazek naklejony na dykcie), okrągłe kryształowe lustro (o nim rozpiszę się innym razem) i piękną drewnianą podstawę lampy.
I tak sobie owe łupy cierpliwie czekały i nabierały mocy. Aż w końcu miałam trochę wolnego czasu i zabrałam się za przeróbki.
Zaczęłam oczywiście od wizyty w markecie budowlanym. Jak się okazało w godzinach przedpołudniowych jedynymi klientami takich miejsc są Zdziśki, Ryśki i Zbychy, czyli budowlańcy i złote rączki wszelkiej maści. Obowiązujący image owych panów to poplamione, kilka rozmiarów za duże, wiekowe jeansy, koszula w kratę i jakiś kapelutek na głowę. Do tego kilka brakujących zębów, co stanowi raczej zaletę niż wadę, bo można w tej dziurze wygodnie trzymać papierosa. No więc krążyli sobie po sklepie Ci panowie i ja - jedyna kobieta. Ich miny kiedy wybierałam pędzle i odpowiedni papier ścierny - bezcenne ;) Na dodatek przy wyborze farb okazało się, że "ta blondynka" to chyba jednak nie została wysłana przez męża, tylko dobrze wie czego chce. A mianowicie chciała farbę matową, której nie było i nie dała się przekonać do żadnej z wielu farb z połyskiem. W końcu zrezygnowana wzięłam półmat, wypytując wcześniej dokładnie na jaką ilość powierzchni starcza każda puszka. Normalnie same problemy z tymi babami ;)
A potem warsztat malarski na balkonie zaczął działać pełną parą i po dwóch dniach nakładania kolejnych i kolejnych warstw farby jestem jako tako zadowolona z efektu.



Rama była w stylu "złoty ząb". Nawet nie wyglądała źle, ale zupełnie nie pasowała do naszego wnętrza. No a poza tym już od dwóch lat było wiadomo, że jest skazana na biel. Póki co jeszcze bez lustra, ale mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła wam ją pokazać w miejscu docelowym, czyli w łazience.




A w przerwie pomiędzy nakładaniem kolejnych warstw farby umilałam sobie życie objadając się pysznymi babeczkami. Specjalną blachę do ich pieczenia również kupiłam za grosze w klamociarni ;)


A teraz ogłoszenie parafialne. Ponieważ zbliżają się moje imieniny, kolejny post będzie o prezentach. A właściwie to ja będę rozdawać prezenty, czyli już dziś zapraszam na smakowite candy.

Miłego dnia!
Marta

8 komentarzy:

  1. Marta! Ależ dlaczego nie zawiesiłaś tego wiekopomnego dzieła w złotej oprawie gdzieś w centralnym miejscu swojego salonu ;)? A tak na serio pięknie to wygląda w bieli!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Marta, bardzo podoba mi się ta podstawa lampy, sama rozglądam się za podobną na starociach ;) W bieli jej pięknie! Lustro na pewno będzie świetną ozdobą łazienki. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie cudeńka muszą nabierać mocy aby potem cieszyły oko przepiękne zdobycze i pyszniutkie babeczki

    OdpowiedzUsuń
  4. No to trochę się napracowałaś!A efekty są fantastyczne.No i te babeczki...mniam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się ciekawie :) a co będzie z tej podstawy lampy?

    OdpowiedzUsuń
  6. Warte czekania te zmiany:-) Efekt świetny

    OdpowiedzUsuń
  7. Naprawdę obie rzeczy wyszły świetnie!!
    Jestem pod wrażeniem!
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak tak, obie rzeczy pięknie prezentują się metamorfozie ale ta rama - cudeńko!!! Taką bielutką widzę w swojej przyszłej łazience! :)
    Pozdrawiam, Katarynka

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...