wtorek, 3 lipca 2018

Rejs po greckich wyspach cz. 1 - Milos, Kythnos i Serifos

Ahoj załogo! Gotowi na rejs? Chciałoby się napisać, że jako kapitan zabieram was na łódkę i płyniemy razem na Cyklady, ale prawda jest taka, że ja to nawet na majtka się średnio nadaję. Tak się jakoś składa, że na dźwięk słów: morze, fale i bujanie robię się lekko zielona. Możecie więc sobie wyobrazić jaki był ze mnie  pożytek na łódce, gdy na początku naszego kwietniowego rejsu po greckich wyspach wiało w porywach do 40 węzłów, a fale pięły się w górę ;) 

Ale przecież co nas nie zabije, to nas wzmocni. Lekka dieta też jeszcze nikomu nie zaszkodziła. I jaka to fajna przygoda! Zakładasz kamizelkę, przypinasz się stalowymi linkami i możesz poczuć się jak na zawodach Volvo Ocean Race. No i na szczęście (prawdziwi żeglarze łapią się teraz za głowy) przez większą część wyjazdu mieliśmy jedynie lekki wiaterek, gładkie morze i gorące słoneczko. Czyli coś w sam raz dla zmęczonych długa zimą i spragnionych relaksu szczurów lądowych.

 Grecja

Przez 10 dni naszym domem była żaglówka HappyHours – ta sama, którą kilka lat temu pływaliśmy po Kanarach. Sprawdzona łódka, sprawdzona załoga i tylko okolica była dla nas zupełnie nowa. W Grecji nas jeszcze nie było więc chłonęłam jak gąbka wszystkie widoki, lokalne smaki, itp. 

czwartek, 21 czerwca 2018

Wędrówki rzeczy

Podobno kobieta zmienną jest. Nie wiem, nie umiem tego obiektywnie ocenić. Jedno wiem za to na pewno. Najbardziej zmienne na świecie są dekoracje w moim mieszkaniu ;) Ale ponieważ jeszcze nie udało mi się dotrzeć na koniec tęczy, żeby zgarnąć gar złotych monet (no i duch zero waste jest mi dość bliski), to staram się nie kupować co chwilę nowych bibelotów. Dlatego dzisiejszy wpis będzie o tym, jak tworzę dekoracje w kółko z tego samego.


Każda nowość w naszym domu powoduje lawinę zmian. Wystarczy, że wrócę z kolejna doniczką, świecznikiem, sezonowym bukietem lub garścią kasztanów i zaczyna się przestawianie, przenoszenie między pokojami, rearanżowanie. Lubię ten ruch. Przedmioty wędrują po mieszkaniu. Czasem dostają nowe funkcje, a czasem po prostu pasują mi do kompozycji.

piątek, 15 czerwca 2018

Lublana - miasto smoków

W poprzednim wpisie obiecałam, że podzielę się z wami wrażeniami z moich nie za długich, ale dość licznych podróży. Myślę, że nie jesteście stereotypową Grażyną i Januszem wykupującymi wycieczkę co roku do tego samego hotelu w Egipcie i może moje posty będą dla was inspiracją przy wyborze kierunku wakacyjnych wypadów. A jeśli jednak Grażka i Janusz to wy, to może dzięki tym wirtualnym podróżom zachęcę was do zmiany nawyków i wyruszenia w miejsca, których jeszcze nie znacie? Albo sobie po prostu pozwiedzajcie ze mną wirtualnie i trochę "pocztówek" pooglądajcie ;)


Dziś zapraszam was na szybką wizytę w słoweńskiej stolicy - Lublanie. Kraj mały więc stolica też kameralna, ale za to charakterna. Byłam tam już dwa razy i mogłabym spokojnie wracać przynajmniej raz do roku. A oto  lista 10-ciu powodów, dlaczego to miasto mi się podoba:

niedziela, 10 czerwca 2018

O zmianach w życiu i w salonie

Tak dawno tu nie pisałam, że chyba należy wam się kilka słów wyjaśnienia. Od czego by tu zacząć? Najpierw była apokalipsa zombie, potem porwało mnie ufo, następnie musiałam w pojedynkę uratować świat przed zagładą... Na pewno rozumiecie, że każdy ma w życiu takie chwile, kiedy świat wali mu się na głowę, przytłaczając milionem spraw. A każda z nich priorytetowa, każda na wczoraj i od każdej zależą losy ludzkości. 

Ostatnie miesiące (a może nawet lata?) były dla mnie mocno wymagające. A może to tylko mi - nieuleczalnej perfekcjonistce - tak się wydawało? No bo przecież mądre, silne i wrażliwe kobiety z wszystkim dają sobie radę. Żadne wyzwanie im niestraszne. Żadne zombie, czy ufo nie są w stanie ich powstrzymać. Zapierdalają żeby uratować ten cholerny świat i choć pod nosem klną jak szewc, to jeszcze posyłają uśmiechy na prawo i lewo i do wszystkich wokół wyciągają pomocną dłoń. Wyciągają, bo jak tego nie zrobią, to wyrzuty sumienia nie dają im spać. Biorą na siebie za dużo, ale i tak chcą wszystko zrobić na 120%. Nie mają czasu, żeby wyleżeć chorobę. Nie  mają kiedy zaplanować urlopu.  Na spotkania z przyjaciółmi też nie mają czasu, bo każdy wolny weekend starają się spędzić za miastem (albo nie wychodząc z łóżka), żeby choć trochę podładować baterie i mieć siłę dalej zapierdalać. Ale wydaje im się, że tak trzeba. Że to normalne. Że na tym polega dorosłość i odpowiedzialność. Że nikt za nie tego nie zrobi. Że gdy przyjaciele proszą o pomoc, to się nie odmawia. Znacie to?


Jakoś pod koniec lutego przyznałam sama przed sobą, że bycie superbohaterką jest fajne tylko kiedy masz świetne ciało i obłędnie wyglądasz w seksownej masce i obcisłych ciuchach (wiecie, majtki zakładane na getry i te sprawy). Cała reszta jest do dupy. No a że lata świetności mojego ciała przeminęły wraz z liceum, uznałam, że koniec tej zabawy. 

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Wesołych Świąt!

Święta jak zwykle u nas bardzo rodzinne i raczej jesteśmy offline, ale wpadam tu na moment, żeby życzyć Wam wszystkiego dobrego. Mam nadzieję, że ten czas mija Wam w radosnej atmosferze. Znajdźcie czas dla najbliższych, znajdźcie czas na odpoczynek, znajdźcie czas na drobne przyjemności. I nie przejadajcie się za bardzo ;) Od jutra podobno ma wrócić dobra pogoda więc, życzę Wam również, żebyście znaleźli czas na wiosenny spacer. Wesołych Świąt!


Takie kosmiczne pisanki mi wyszły przypadkiem w tym roku. Farbowałam jajka w czerwonej kapuście i gdy zobaczyłam to ciekawe cieniowanie, to od razu skojarzył mi się motyw galaktyczny. Wystarczyło spryskać odrobiną błyszczącej farby i kosmiczny efekt gotowy ;)
A wy jak ozdabiacie pisanki? Farbujecie, malujecie, obklejacie? Jak zawsze szukam inspiracji więc podzielcie się w komentarzach swoimi pomysłami.

Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...