piątek, 21 września 2018

Jeden dzień w Helsinkach

Od naszej wizyty w Helsinkach minął już rok. Chyba najwyższa pora, żeby wreszcie pokazać co nieco na blogu, opisać nasze subiektywne wrażenia i podpowiedzieć, co warto w tym mieście zobaczyć. Przygotujcie się więc na sporą porcję zdjęć i wrażeń.

Helsinki odwiedziliśmy dość spontanicznie. Wystarczył telefon od przyjaciół mieszkających w fińskiej miejscowości Rauma (pisałam o niej TU i TU) akurat, gdy siedzieliśmy w jednej z kawiarni w Talinie i już następnego dnia płynęliśmy promem do Finlandii. Postanowiliśmy, że poza wizytą u przyjaciół, przeznaczymy jeden dzień na to, żeby zwiedzić stolicę. I choć pewien niedosyt pozostał, to wydaje się, że udało nam się zobaczyć prawie wszystkie najważniejsze miejsca na turystycznej mapie miasta.


Najfajniejsze w wyprawie promem jest to, że port znajduje się praktycznie w samym centrum miasta. Dopływając do przystani mija się niezliczoną ilość skalistych wysepek. Można podziwiać typowo skandynawskie czerwone domki, a także jedną z atrakcji turystycznych - zbudowany na wyspach fort Suomenlinna.

niedziela, 9 września 2018

Tarta z gruszką i kozim serem - czyli przepis w sam raz na koniec lata

Troszkę mi smutno, że to już koniec lata. Po wspaniałym sierpniu pełnym słońca i czasu spędzonego z przyjaciółmi zostały mi wspomnienia ciepłych wieczorów i próbowania nowych potraw na warszawskim Nocnym Markecie, wspólnych posiłków przy wielkim stole u Izy w Starachowicach i kilkadziesiąt słoików własnoręcznie zrobionych przetworów. Sierpień to mój ulubiony miesiąc (na równi z majem) i warstwa kulinarna na pewno ma ogromny wpływ na jego miejsce w tym osobistym rankingu. Pachnące pomidory, słodkie maliny, soczyste gruszki, kwaśne jabłka, chrupiące młode papryki i cukinie... to moje ukochane smaki końcówki lata. Jeśli tak jak ja zajadacie się teraz na okrągło sezonowymi owocami i warzywami, to mam nadzieję, że przyda wam się przepis na pyszną, wegetariańską tartę.


Wytrawną tartę z gruszkami, którą widzicie na powyższym zdjęciu, zrobiłam ostatnio podczas pobytu w Starachowicach i tak bardzo wszystkim smakowała, że zainspirowana przez Izę, postanowiłam podzielić się tym prostym przepisem. 

czwartek, 30 sierpnia 2018

Kołatki jakich nie widzieliście - czyli nietypowa pamiątka z wakacji

Niektórzy przywożą z wakacji pamiątki w postaci muszelek, ciupag, breloczków z Wieżą Eiffla, dodatkowych kilogramów (ups, to o mnie), itp. Ja przywożę specjały kulinarne z regionu, który odwiedziłam i hurtowe ilości zdjęć. Wśród nich zawsze znajdą się jakieś ujęcia drzwi i dekoracyjnych detali. Takie zboczenie ;)

Być może pamiętacie serię postów zatytułowaną PIĘKNE DRZWI. Przez dwa lata pokazałam tutaj ponad setkę zdjęć drzwi, klamek, kołatek i różnych snycerskich detali, które z jakiegoś powodu mnie zaciekawiły i zauroczyły. Ponieważ cykl zaczął za mocno dominować na blogu, postanowiłam ograniczyć publikację tego typu zdjęć, ale to nie oznacza, że przestałam je robić ;) 


Dzisiejszym wpisem chciałabym nawiązać do cyklu i pokazać wam zdjęcia, na których uwieczniłam pomysłowe kołatki i kilka pięknych klamek. Wszystkie sfotografowałam podczas tegorocznych wakacji na południu Europy. Zauważyłam, że zwłaszcza w Grecji kołatki na drzwiach są wciąż bardzo popularne. Sądząc po stanie ich zużycia, do dziś pełnią rolę użytkową, a nie tylko ozdobną. Wyobrażam sobie, że listonosz zawsze jak przychodzi to stuka dwa razy, kochanek cztery, a wścibska sąsiadka wali, aż jej ktoś w końcu otworzy :)))

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Kolacja na tarasie - stylizacja w stylu pustynnego boho

Co jakiś czas (w sumie to zadziwiająco często) różne osoby pytają mnie co ja właściwie mam z tego całego blogowania. Zwykle w podtekście wisi pytanie o jakieś korzyści materialne. I zawsze jest tak samo. Ja jestem zdziwiona tym pytaniem, a ludzie moją odpowiedzią. Bo dla mnie prowadzenie bloga, to przede wszystkim realizowanie swojego hobby. Interesuję się urządzaniem wnętrz, lubię poznawać nowe trendy w projektowaniu, ciekawi mnie design użytkowy. Lubię remontować stylizować i wciąż coś zmieniać w swoim mieszkaniu. Lubię dzielić się pomysłami, podróżować i robić zdjęcia. Prowadzenie bloga pozwala mi nadać tym wszystkim pasjom jakieś ramy i trochę je okiełznać ;)  

Najcenniejszą rzeczą, którą dało mi ostatnich kilka lat blogowania są ludzie. Tak - właśnie to jest moja odpowiedź na pytanie postawione w pierwszym zdaniu. Są wierni czytelnicy bloga, są liczni obserwatorzy na instagramie i fb - społeczność, która skomentuje, doradzi, czasem skrytykuje a czasem da kopa do działania. Są wreszcie inne blogerki - dziewczyny które podzielają moje zainteresowania, rozumieją "dziwactwa", podpowiadają, gdy potrzebuję rady, inspirują, itp.

I jest taka szczególna grupa dziewczyn, z którymi nie poznałabym się, gdyby nie blogowanie, a z którymi od kilku lat przyjaźnię się nie tylko w wirtualnym, ale również w tym realnym świecie. Spotykamy się regularnie, a jedną z naszych tradycji (chyba można już tak powiedzieć) jest coroczne letnie spotkanie w rodzinnym domu Izy w Starachowicach.


W tym roku, podobnie jak w poprzednim, zabrałyśmy mężów i dzieci i przez kilka dni cieszyłyśmy się własnym towarzystwem. Były wspólne posiłki, spacery, ogniska, obserwowanie spadających gwiazd, zabawy w ogrodzie, leniuchowanie na nowym tarasie i rozmowy do późnych godzin nocnych. Było też to, co lubimy najbardziej, czyli stylizowanie stołu do uroczystej kolacji. I właśnie tę stylizację chciałabym wam dzisiaj pokazać.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Jak urządzić małą sypialnię... i o tym co chemia ma wspólnego z wystrojem wnętrz

Siedzę sobie na kanapie. Pije kawę. Patrzę na to nasze mieszkanie, które lubię i w którym dobrze się czuję, i myślę: "ciasne, ale własne". I wtedy mój wzrok pada na stertę listów z banku z informacją o kolejnych ratach kredytu, które dostajemy co miesiąc. Szukam więc w głowie innego powiedzenia i dochodzę do wniosku, że stwierdzenie, że "czuję miętę" do naszego mieszkania byłoby całkiem na miejscu, gdyby nie fakt, że w domu nie ma nic miętowego, a ja nie jestem fanką ziołowych herbatek. Jest za to ściana w kolorze butelkowej zieleni. Przypadek? Nie sądzę ;) Ale nie znam chyba żadnego powiedzenia wyrażającego sympatię za pomocą porównania do mocniejszych trunków.

Pozostaje mi więc jedynie stwierdzić, że "jest między nami chemia". Dziwna to myśl, jak na kogoś, kto miał kiepskie stopnie z tego przedmiotu, ale nauczyłam się na nim co to jest reakcja łańcuchowa. I z całą stanowczością mogę stwierdzić, że podczas urządzania mieszkania zostałam takim ekspertem w tym temacie, że mogliby mnie zatrudnić w jakimś centrum badań jądrowych. U nas jedna mała zmiana inicjuje całą serię kolejnych. A wszystko dlatego, że nieustannie próbuję w jakiś sensowny sposób pomieścić nasz dobytek.


Już jakiś czas temu doszliśmy do tego, że to mieszkanie jest dla nas za małe. Wszystko przez nasze różne pasje. Nie umiemy żyć bez książek i choć część oddajemy, to i tak jest ich coraz więcej. Przyrasta ilość sprzętu turystycznego, fotograficznego i niezbędnego do uprawiania różnych sportów. Rozwój osobisty i zawodowy jest przyczyną gromadzenia kolejnych papierów, a zamiłowanie do majsterkowania skutkuje kolekcjonowaniem niezbędnych narzędzi. Zdecydowane przydałby się jeszcze jeden pokój. A jakby się tak mocniej rozmarzyć to i garaż, w którym oprócz samochodu dałoby się upchnąć kilka rowerów i kajak górski. 
Póki co marzenia pozostają marzeniami, a ja postanowiłam po prostu kupić nowe szafki i wcisnąć je do najmniejszego pokoju, czyli 12-sto metrowej sypialni, na dotychczasowe miejsce regału. A regał powędrował do salonu w miejsce lampy. A lampa do jadalni... teraz już rozumiecie o co chodzi z tą reakcją łańcuchową?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...