Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 grudnia 2021

Procida - czyli pastelowa wyspa z okładek włoskich przewodników

Pandemia nieco przystopowała moje zwykle liczne, bliższe i dalsze podróże. W zeszłym roku linie lotnicze odwołały nam zaplanowane loty, a co za tym idzie - m.in. bardzo wyczekiwany rejs wokół Sardynii. Ale co się odwlecze... W tym roku udało mi się żeglować dwa razy po włoskich wodach. Była Sardynia, była Wenecja, był Neapol i wyspy Zatoki Neapolitańskiej, było Wybrzeże Amalfijskie. Były upały, były burze, był sztormowy, lodowaty wiatr. Były piękne widoki, wspaniałe włoskie lody, kawa, pizza i owoce morza. Były kąpiele w lazurowej wodzie, noce pod rozgwieżdżonym niebem i obłędna architektura. Było dużo i intensywnie, ale dzięki temu uzbierało mi się sporo wspaniałych wspomnień i zdjęć, którymi chciałabym się z wami podzielić i zachęcić do odwiedzenia niektórych miejsc. 

Na początek, pewnie ku zaskoczeniu niektórych, wybrałam miejscówkę najmniej znaną. Malutka wyspa Procida, której zdjęcia zdobią okładki wielu przewodników po południowych Włoszech, wcale nie jest tłumnie oblegana przez turystów (mimo że można na nią dopłynąć promem lub wodolotem z Neapolu w zaledwie 40 minut). I to jest jej wielka zaleta, ponieważ dzięki temu czas trochę się tu zatrzymał. Jeśli lubicie leniwe włoskie miasteczka, kolorowe rybackie porty, wąskie uliczki i pachnące pranie suszące się nad głowami - to miejsce jest dla was. A jeśli lubicie filmy "Utalentowany Pan Ripley", "Listonosz" (Il Postino) lub podobał wam się serial na Netflix "Generazione 56K" albo książka Penelope Green "Na północ od Capri", to tym bardziej zachęcam, bo to właśnie tu rozgrywa się większość akcji :)

czwartek, 27 lutego 2020

Spacerem po Londynie - cz. 2

W poprzednim wpisie zabrałam was na spacer po Londynie, wzdłuż brzegów Tamizy. Dzisiaj chciałabym pokazać kilka charakterystycznych punktów, które warto odwiedzić będąc w tym mieście. 
Umówmy się, Londyn nie byłby nawet w połowie tak ciekawy, gdyby nie wieczne perypetie rodziny królewskiej, historia związana z podbojem połowy świata, wielkimi wyprawami podróżniczymi i archeologicznymi oraz gdyby nie pozycja, jaką miasto zajmuje obecnie w świecie biznesu i handlu.
I o tym będzie w dzisiejszym wpisie. Na początek obowiązkowa wizyta u królowej. 


Jeśli oglądaliście serial The Crown (całkiem dobry, polecam), to wiecie, że Elżbieta jeśli nie dogląda akurat swoich ukochanych koni w jednej z wiejskich posiadłości i nie spaceruje po szkockich odludziach, urzęduje zapewne w Pałacu Buckingham. W środku nie byłam więc za wiele wam na ten temat nie opowiem, ale jeśli jesteście zainteresowani, to część pałacu jest udostępniona dla zwiedzających. Ja miałam za mało czasu, postanowiłam więc obejrzeć uroczystą zmianę warty i facetów w słynnych niedźwiedzich czapach na głowie. 

wtorek, 4 lutego 2020

Spacerem po Londynie - cz. 1

Od opublikowania ostatniego wpisu minęło kilka miesięcy i pewnie niektórzy już myśleli, że to oznacza koniec mojego blogowania. Ja jednak jestem przekorną babą więc porzućcie nadzieję wszyscy wy, którzy na to liczyliście ;) Po prostu okazuje się, że prawdziwe życie potrafi być bardziej wciągające niż to wyświetlane na ekranie komputera, że zmiany w mieszkaniu zachodzą szybciej niż człowiek zdąży je sfotografować, a podróże są o wiele ciekawsze i bardziej angażujące, gdy się je przeżywa, a nie opisuje.

Spróbuję w najbliższym czasie wrzucić tu trochę więcej wpisów z podróży. Na pierwszy ogień idzie Londyn. Zrobiłam w tym mieście tak dużo zdjęć, które chciałabym sobie tu zachować że na pewno na jednym wpisie z tego miasta się nie skończy ;)


Jeśli jeszcze nie byliście nigdy w Londynie, to jedźcie czym prędzej. Po brexicie wiele się zmieni i zapewne wkrótce trzeba będzie nie tylko pamiętać o paszporcie, ale też wzrosną koszty lotów. Do Londynu najłatwiej dostać się samolotem na jedno z kilku lotnisk. Z każdego z nich jeżdżą specjalne linie autobusów, którymi dojedziecie bliżej centrum. 

czwartek, 22 sierpnia 2019

Z wizytą u Julii - czyli zwiedzamy Weronę

Podobno historia nieszczęśliwiej miłości Romea i Julii opisana w dramacie Szekspira wydarzyła się naprawdę. Podobno miała miejsce w Weronie - pięknym włoskim miasteczku na północy Włoch. Podobno młodzi kochankowie mieszkali w domach, które zachowały się do dziś. I nawet jeśli to wszystko niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, a przydomek miasta zakochanych został nadany Weronie na wyrost, to i tak warto je odwiedzić. 

Historia Werony sięga tysiąca lat. Pomimo zniszczeń spowodowanych na przestrzeni dziejów przez trzęsienia ziemi i wojny, w tutejszej architekturze widać ślady przeszłych epok: od starożytnego Rzymu, poprzez średniowiecze, czasy panowania wielkiego rodu Della Scala, epokę wenecką i rządy austriackie. I kiedy już uda wam się oderwać od rzeki turystów zmierzających pod balkon Julii, to na pewno dostrzeżecie tę różnorodność.


A skoro o słynnym balkonie mowa, to miejmy to już za sobą. Ciach, poniżej tradycyjna foteczka strzelona ponad głowami tłumu i zabieram was na spacer kolorowymi uliczkami miasta.

środa, 17 lipca 2019

Wiedeń na weekend - czyli dla każdego coś miłego

Foldery ze zdjęciami z podróży rozrastają się w moim komputerze szybciej niż  parawany na polskich plażach. Lubię zatrzymywać kadry z miejsc, które odwiedzam. Lubię do nich wracać i przypominać sobie miłe chwile z tych wyjazdów. Lubię was zachęcać, żebyście też odwiedzili te okolice. Dlatego dziś znowu będzie wpis podróżniczy. Tym razem zabieram was na spacer po Wiedniu.

Viena

To idealny kierunek wypadowy na weekend. Można tam sprawnie dojechać z Polski samochodem. Jest też dużo tanich lotów. Jeśli więc nie macie czasu na dłuższy urlop, to rozważcie odwiedziny stolicy Austrii. Wiedeń to piękne miasto tętniące życiem w dzień i w nocy. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. 

A zatem na początek mała lista dedykowanych porad:

niedziela, 16 czerwca 2019

Barcelona na długi weekend - czyli co trzeba zobaczyć w stolicy Katalonii

Większość z nas ma takich przyjaciół, których zna długie lata, z którymi przeżyło masę przygód, dzieliło wspólne pasje, radości, ale też smuteczki. Takich, z którymi teraz nie widujemy się za często, ale wiadomo, że są dla nas ważni. A gdy już się spotkamy, to nie możemy się nagadać i w ogóle wydaje się, jakbyśmy ostatnio widzieli się jakoś... wczoraj. Znacie to? 


Jedną z takich osób jest Agnieszka - moja przyjaciółka od najmłodszych lat, z którą przesiedziałam osiem lat w jednej ławce. Aga od dłuższego czasu nie mieszka w Polsce i zwykle spotykałyśmy się przy okazji jej wizyt w ojczystej ziemi. Podczas jednego z takich spotkań Aga zaproponowała, żebyśmy następnym razem porzuciły na chwilę mężów, dzieci i szarą codzienność i zobaczyły się w jakimś miejscu, gdzie żadna z nas jeszcze nie była. No, czy to nie brzmi wspaniale? I tym sposobem przywitałyśmy się pewnego wiosennego dnia na lotnisku w Barcelonie. Czekały nas 4 dni ploteczek, zwiedzania i poznawania katalońskich smakołyków. Z wrażenia zabrałam na wyjazd aparat bez akumulatorków więc wybaczcie, ale tym razem post będzie ilustrowany zdjęciami z telefonu. Zapraszam was na wspólne zwiedzanie stolicy Katalonii.

środa, 10 kwietnia 2019

Tatrzańskie krokusy - czyli wiosna w natarciu

Prognozy pogody zapowiadają chwilowy powrót śniegu, ale prawda jest taka, że wiosny nie da się już powstrzymać. Po drodze na przystanek odurza mnie zapach kwitnących mirabelek. W pracy, gdy wyglądam przez okno widzę kwitnące magnolie i rajskie jabłuszka. A w Tatrach... o tam to się dopiero dzieje. Bo w Tatrach zrobiło się fioletowo od krokusów.

dolina Chochołowska

Wszyscy znajomi myśleli, że oszalałam, gdy na przełomie marca i kwietnia wybrałam się na weekendowy wypad do Zakopanego. W sobotę późnym wieczorem, po 6 godzinach podróży zameldowaliśmy się na Cyrhli tylko po to, żeby następnego dnia od rana wyruszyć na kilkugodzinny spacer do Doliny Chochołowskiej i tego samego dnia wrócić do Warszawy. Czy było warto jechać taki kawał, żeby spędzić niecały dzień w górach? Oczywiście!

środa, 20 lutego 2019

Katowice - Nikiszowiec

Był taki czas, kiedy moje skojarzenia dotyczące górniczego Śląska ograniczały się do trzech haseł.

Po pierwsze Barbórka. Jako dziecko myślałam, że to ten jeden dzień w roku, kiedy górnicy wyłażą spod ziemi i wreszcie się myją. Oczywiście robią to tylko po to, żeby założyć idiotyczną czapkę z pióropuszem. A przedszkolaki na tę okoliczność bezrozumnie recytują wierszyki o dzielnych górnikach fedrujących w ciemnych chodnikach i o tym, że ważny ich trud, bo węgiel idzie do hut. Jako nastolatka odkryłam, że Barbórkę świętuje się nie tylko na Śląsku, ale również na zabytkowej, brukowanej ulicy Karowej w centrum Warszawy, gdzie kierowcy rajdowi ścigają się i palą gumę kręcąc się jak smród po gaciach i wywołując zachwyt zgromadzonego tłumu.

Po drugie Górnik Zabrze. Właściwie wiem tylko tyle, że to klub piłkarski. W podstawówce moi koledzy prowadzili klasowy hazard, zbierając zakłady, czy tym razem warszawska Legia rozbije ich w pył, czy raczej zmiecie z powierzchni ziemi. No i jakoś niechcący ta zbitka słów utkwiła mi w głowie na dłużej. Gdy słyszę słowo: górnik, podświadomość zawsze dopowiada: Zabrze.

Po trzecie strajki. Niby też tłum, ale zachwytu bynajmniej u mnie nie budził. Zwłaszcza od czasu, gdy nie mogłam kiedyś wyjść z pracy z powodu fruwających nad głowami przechodniów płyt chodnikowych. Wyrywali je i rzucali krzepcy goście, którzy chwilę wcześniej wytoczyli się z autokarów licznie acz chwiejnie. Myślę, że większość mieszkańców stolicy nie mogła wtedy zrozumieć, czym zawiniła strajkującym górnikom warszawska infrastruktura miejska.

katowice

Ale to wszystko było dawno. A ja w swoich podróżach po województwie Śląskim przestałam się ograniczać do skałek w okolicy Częstochowy i beskidzkich szczytów. Dotarłam w końcu do samego serca, czyli do Katowic. A w Katowicach odwiedziłam miasto w mieście, czyli Nikiszowiec, dzięki czemu do mojej listy mogę dorzucić kolejne skojarzenie.
I po tym przydługim, żenująco osobistym wstępie zapraszam was na wycieczkę właśnie po Nikiszu.

piątek, 8 lutego 2019

Katowice - Strefa Kultury

Kiedy ostatni raz byliście w Katowicach? Ja muszę szczerze przyznać, że chyba ponad 20 lat temu, w dzieciństwie. I choć regularnie jeździmy w góry trasą Katowicką, to nigdy nie zdarzyło nam się zboczyć z drogi żeby odwiedzić to miasto. I dziś wiem, że to był ogromny błąd! Bo choć Katowice to stosunkowo młode, przemysłowe miasto, w którym nie ma co szukać zabytków na miarę wawelskiego zamku czy Łazienek, to i tak jest warte uwagi. Porzućcie skojarzenia o smogu, węglu i górnikach w śmiesznych czapkach z pióropuszem, czyhających za każdym rogiem. To miasto stanowi przedziwny architektoniczny miks stylów i naprawdę warto je zobaczyć na własne oczy.

spodek

Ja miałam okazję poznać lepiej Katowice podczas wizyty służbowej. Przyjechałam na kilkudniową konferencję, która poza merytorycznymi tematami miała w programie zwiedzanie Muzeum Śląskiego i koncert w NOSPR, co było super. Mniej super był niesmaczny catering nie przewidujący na dodatek opcji wege, co zmusiło mnie do spacerów po mieście w poszukiwaniu czegoś do jedzenia*. Ale nie żałuję ani trochę, bo dzięki temu mogłam się uważniej rozejrzeć po okolicy. I dziś zabieram was na spacer po centrum miasta.

niedziela, 28 października 2018

Jesienna Łemkowyna

Jakiś czas temu mój mąż odkrył instagram i mam wrażenie, że obserwuje stanowczo zbyt dużo profili podróżniczych. Ich właściciele co jakiś czas dzielą się fotkami w stylu: na pierwszym planie wnętrze otwartego namiotu, widać śpiwór lub stopy w ciepłych skarpetkach, czasem kuchenkę turystyczną, na której gotuje się kawa; na drugim planie obłędny widok na dziki krajobraz, jakieś góry, doliny, nadmorskie urwiska itp. Adam obserwuje też zapaleńców przerabiających swoje stare busy na bajeranckie campery. Budują w nich wysuwane łóżka, szafeczki, mini kuchnie... Możecie pomyśleć, że takie oglądanie zdjęć jest całkiem nieszkodliwe. O, jakże się mylicie!


Nie, nie mamy campera, ani żadnego zabytkowego VW ogórasa, discovery, ani innego busa, którego dałoby się przerobić na podróżniczy wehikuł. Mamy za to starą skodę kombi, w której po złożeniu tylnej kanapy mieści się dwuosobowy materac.
Tak, dobrze się domyślacie kierunku w jakim zmierza ta opowieść.

środa, 10 października 2018

Panorama Tatr - czyli moja recepta na szczęście

Jesień jest w tym roku dla nas bardzo łaskawa. Mam nadzieję, że piękna pogoda utrzyma się jeszcze przez jakiś czas, bo zamierzam wyskoczyć w góry i tak jak w zeszłym roku o tej porze podziwiać niesamowite kolory, jakimi raczy nas przyroda.

Postaram się przywieźć ładne fotki, ale póki co dzielę się z wami kilkoma kadrami z Tatr.

Tatry

Do Zakopanego pojechaliśmy w drugiej połowie sierpnia. Nie mieliśmy dużo czasu na wędrówki - raptem przedłużony weekend. Chciałoby się nawiązać do słów cezara Julka i powiedzieć "przybyłam, zobaczyłam, zwyciężyłam", ale muszę przyznać sama przed sobą, że moja ogólna kondycja  pozostawiała wiele do życzenia i z tym zwycięstwem (zwłaszcza nad własnymi słabościami) to tak nie najlepiej mi poszło. Najbardziej we znaki dały mi się problemy z kolanem, które wykluczyły mnie z porządnej wysokogórskiej wspinaczki.  Kiedyś zostanę cyborgiem i zafunduję sobie porządny tytanowy staw, ale póki co, żeby zobaczyć najwyższe szczyty musiałam zadowolić się półśrodkami i wykorzystać dobrodziejstwo istnienia innych maszyn. W końcu od czego jest kolejka na Kasprowy Wierch!

piątek, 21 września 2018

Jeden dzień w Helsinkach

Od naszej wizyty w Helsinkach minął już rok. Chyba najwyższa pora, żeby wreszcie pokazać co nieco na blogu, opisać nasze subiektywne wrażenia i podpowiedzieć, co warto w tym mieście zobaczyć. Przygotujcie się więc na sporą porcję zdjęć i wrażeń.

Helsinki odwiedziliśmy dość spontanicznie. Wystarczył telefon od przyjaciół mieszkających w fińskiej miejscowości Rauma (pisałam o niej TU i TU) akurat, gdy siedzieliśmy w jednej z kawiarni w Talinie i już następnego dnia płynęliśmy promem do Finlandii. Postanowiliśmy, że poza wizytą u przyjaciół, przeznaczymy jeden dzień na to, żeby zwiedzić stolicę. I choć pewien niedosyt pozostał, to wydaje się, że udało nam się zobaczyć prawie wszystkie najważniejsze miejsca na turystycznej mapie miasta.


Najfajniejsze w wyprawie promem jest to, że port znajduje się praktycznie w samym centrum miasta. Dopływając do przystani mija się niezliczoną ilość skalistych wysepek. Można podziwiać typowo skandynawskie czerwone domki, a także jedną z atrakcji turystycznych - zbudowany na wyspach fort Suomenlinna.

czwartek, 30 sierpnia 2018

Kołatki jakich nie widzieliście - czyli nietypowa pamiątka z wakacji

Niektórzy przywożą z wakacji pamiątki w postaci muszelek, ciupag, breloczków z Wieżą Eiffla, dodatkowych kilogramów (ups, to o mnie), itp. Ja przywożę specjały kulinarne z regionu, który odwiedziłam i hurtowe ilości zdjęć. Wśród nich zawsze znajdą się jakieś ujęcia drzwi i dekoracyjnych detali. Takie zboczenie ;)

Być może pamiętacie serię postów zatytułowaną PIĘKNE DRZWI. Przez dwa lata pokazałam tutaj ponad setkę zdjęć drzwi, klamek, kołatek i różnych snycerskich detali, które z jakiegoś powodu mnie zaciekawiły i zauroczyły. Ponieważ cykl zaczął za mocno dominować na blogu, postanowiłam ograniczyć publikację tego typu zdjęć, ale to nie oznacza, że przestałam je robić ;) 


Dzisiejszym wpisem chciałabym nawiązać do cyklu i pokazać wam zdjęcia, na których uwieczniłam pomysłowe kołatki i kilka pięknych klamek. Wszystkie sfotografowałam podczas tegorocznych wakacji na południu Europy. Zauważyłam, że zwłaszcza w Grecji kołatki na drzwiach są wciąż bardzo popularne. Sądząc po stanie ich zużycia, do dziś pełnią rolę użytkową, a nie tylko ozdobną. Wyobrażam sobie, że listonosz zawsze jak przychodzi to stuka dwa razy, kochanek cztery, a wścibska sąsiadka wali, aż jej ktoś w końcu otworzy :)))

czwartek, 26 lipca 2018

Rejs po greckich wyspach cz. 2 - Hydra, Poros, Egina

Z pierwszej części relacji z naszego rejsu po greckich wyspach mogliście dowiedzieć się trochę  na temat wielu zalet i kilku wad, jakie ma dla mnie pływanie żaglówką. Starałam się dorzucić kilka informacji praktycznych, o tym co warto ze sobą zabrać na łódkę, no i przede wszystkim - pokazałam dużo "typowo greckich" zdjęć. Skąd ten cudzysłów? Otóż okazuje się, że białe domki z niebieskimi oknami i tarasami na dachach to tylko jedno z obliczy greckich wysepek.

port

W dzisiejszym wpisie mniej będzie o samym żeglowaniu. Chcę wam raczej pokazać wysepki, na które łatwo można się dostać  promami z Aten (port w Pireusie). Jeśli wybieracie się do greckiej stolicy, to poza zwiedzaniem Akropolu zaplanujcie sobie jednodniowe wycieczki do tych uroczych miejsc. Prom płynie 1-2 godziny, a przeniesiecie się do zupełnie innego świata niż głośne, niezbyt czyste i bardzo zatłoczone Ateny. 

wtorek, 3 lipca 2018

Rejs po greckich wyspach cz. 1 - Milos, Kythnos i Serifos

Ahoj załogo! Gotowi na rejs? Chciałoby się napisać, że jako kapitan zabieram was na łódkę i płyniemy razem na Cyklady, ale prawda jest taka, że ja to nawet na majtka się średnio nadaję. Tak się jakoś składa, że na dźwięk słów: morze, fale i bujanie robię się lekko zielona. Możecie więc sobie wyobrazić jaki był ze mnie  pożytek na łódce, gdy na początku naszego kwietniowego rejsu po greckich wyspach wiało w porywach do 40 węzłów, a fale pięły się w górę ;) 

Ale przecież co nas nie zabije, to nas wzmocni. Lekka dieta też jeszcze nikomu nie zaszkodziła. I jaka to fajna przygoda! Zakładasz kamizelkę, przypinasz się stalowymi linkami i możesz poczuć się jak na zawodach Volvo Ocean Race. No i na szczęście (prawdziwi żeglarze łapią się teraz za głowy) przez większą część wyjazdu mieliśmy jedynie lekki wiaterek, gładkie morze i gorące słoneczko. Czyli coś w sam raz dla zmęczonych długa zimą i spragnionych relaksu szczurów lądowych.

 Grecja

Przez 10 dni naszym domem była żaglówka HappyHours – ta sama, którą kilka lat temu pływaliśmy po Kanarach. Sprawdzona łódka, sprawdzona załoga i tylko okolica była dla nas zupełnie nowa. W Grecji nas jeszcze nie było więc chłonęłam jak gąbka wszystkie widoki, lokalne smaki, itp. 

piątek, 15 czerwca 2018

Lublana - miasto smoków

W poprzednim wpisie obiecałam, że podzielę się z wami wrażeniami z moich nie za długich, ale dość licznych podróży. Myślę, że nie jesteście stereotypową Grażyną i Januszem wykupującymi wycieczkę co roku do tego samego hotelu w Egipcie i może moje posty będą dla was inspiracją przy wyborze kierunku wakacyjnych wypadów. A jeśli jednak Grażka i Janusz to wy, to może dzięki tym wirtualnym podróżom zachęcę was do zmiany nawyków i wyruszenia w miejsca, których jeszcze nie znacie? Albo sobie po prostu pozwiedzajcie ze mną wirtualnie i trochę "pocztówek" pooglądajcie ;)


Dziś zapraszam was na szybką wizytę w słoweńskiej stolicy - Lublanie. Kraj mały więc stolica też kameralna, ale za to charakterna. Byłam tam już dwa razy i mogłabym spokojnie wracać przynajmniej raz do roku. A oto  lista 10-ciu powodów, dlaczego to miasto mi się podoba:

sobota, 3 lutego 2018

Zima w Bieszczadach

W liceum i na studiach kilkukrotnie zdarzało mi się spędzać sylwestra w Bieszczadach. Ładowaliśmy się z przyjaciółmi w "strzałę południa", czyli pociąg relacji Warszawa - Zagórz, który pokonywał tę trasę nocą w zawrotnym tempie 12-13 godzin. Następnie przesiadaliśmy się w kolejny pociąg lub pks i po kolejnych kilku godzinach lądowaliśmy pod samą granicą. Gdzieś na końcu świata, odcięci od rzeczywistości, zasypani śniegiem co najmniej po pas, urządzaliśmy zimowe wędrówki, budowaliśmy iglo, graliśmy w planszówki (zanim to było modne) i tropiliśmy dzikie zwierzęta. 

połoniny

W Bieszczadach zima zawsze była na całego. Czasem jak dobrze sypnęło, to Cisna bywała odcięta od świata przez kilka dni, zanim pługi się przedarły przez zaspy. I to nie było wcale tak dawno. I kiedy Adam na jesieni oznajmił, że zamierza startować w zimowym ultramaratonie bieszczadzkim, to ani chwili nie wahałam się jechać z nim, oczekując właśnie takiej zimowej przygody.

niedziela, 3 grudnia 2017

Jesienne Bieszczady

Zima za pasem. Na moim instagramie pojawił się już świecznik adwentowy i zaraz zasypię was świątecznymi dekoracjami. Ale przypomniało mi się, że prawie dwa miesiące temu przygotowałam dla was fotki z jesiennego wyjazdu w Bieszczady i zapomniałam ich pokazać. Wybaczcie, dawno nie miałam tak szalonego czasu w życiu, jak tej jesieni i zdaje się, że przestałam ogarniać ;)


Bez zbędnego gadania, szybkim rzutem na taśmę, zapraszam na spacer po bieszczadzkich połoninach. W ciągu trzech dni wędrowania zaliczyłam pierwszą w tym roku śnieżycę, błoto po kolana, odmrożenie rąk i takie tam. Ale było też trochę słońca, kolorowych jesiennych liści i obłędnych widoków.

czwartek, 2 listopada 2017

Stara Rauma - fińska odyseja, część 2

Sformułowanie "odyseja" zobowiązuje, dlatego dziś zapraszam na kolejny wpis na temat fińskiej architektury mieszkaniowej. Tę współczesną mieliście okazję poznać w poprzednim odcinku, a dziś chciałam wam pokazać skąd to wszystko się wzięło. O tak, tradycja to w fińskim budownictwie zdecydowanie coś więcej niż „ładne imię dla dziewczynki”.


Drewniane domy, różnokolorowe elewacje, białe obramowania okien – tak tu się budowało, buduje i zapewne będzie budować. Nudno? O nie!

wtorek, 10 października 2017

Jak oni mieszkają? - fińska odyseja, część 1

Tak dawno nic tu nie pisałam, że gdy przed chwilą próbowałam zalogować się na blogu, wujek Google postanowił się trzy razy upewnić, że ja to ja, a nie jakiś pryszczaty nastolatek, próbujący zhakować to jakże znane w blogosferze miejsce ;)
Na szczęście przeszłam pomyślnie weryfikację i oto jestem.

Mam dla was w zanadrzu kilka zaległych wpisów związanych z naszą wakacyjną wyprawą przez Litwę, Łotwę, Estonię, aż do Finlandii. O samej wyprawie innym razem, bo wpis musiałby to być długi, a ja trochę wyszłam z wprawy. Dziś, w ramach rozgrzewki i przypominania sobie jak to jest pisać bloga, chciałabym pokazać wam jak mieszkają Finowie. A właściwie jak się obecnie buduje w Finlandii.


Finlandia to taki ciekawy kraj, w którym ludzie szanują przyrodę i siebie nawzajem. Cenią sobie swoją prywatność, ale jednocześnie wspólnie ustalają jak ma wyglądać przestrzeń, która ich otacza. Żyją w zgodzie z naturą i starają się, żeby ich domy nie naruszały ładu przestrzennego. Nie znajdziecie tu grodzonych osiedli, elewacji we wszystkich kolorach tęczy, betonowych płotów, kolumienek, pistacjowej blachy falistej, łabędzi z opon, ani lwów siedzących na bramie. Jeśli lubicie takie klimaty to sorry, ale musicie poszukać innego kierunku wakacyjnych wojaży, bo Finlandia nie dostarczy wam tego rodzaju wrażeń estetycznych. Nie ma tu również krzykliwych szyldów, a podczas podróży przez kilkaset kilometrów udało nam się zobaczyć dwa bilbordy. Tak DWA, dobrze przeczytaliście.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...