Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starocie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starocie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 sierpnia 2018

Kołatki jakich nie widzieliście - czyli nietypowa pamiątka z wakacji

Niektórzy przywożą z wakacji pamiątki w postaci muszelek, ciupag, breloczków z Wieżą Eiffla, dodatkowych kilogramów (ups, to o mnie), itp. Ja przywożę specjały kulinarne z regionu, który odwiedziłam i hurtowe ilości zdjęć. Wśród nich zawsze znajdą się jakieś ujęcia drzwi i dekoracyjnych detali. Takie zboczenie ;)

Być może pamiętacie serię postów zatytułowaną PIĘKNE DRZWI. Przez dwa lata pokazałam tutaj ponad setkę zdjęć drzwi, klamek, kołatek i różnych snycerskich detali, które z jakiegoś powodu mnie zaciekawiły i zauroczyły. Ponieważ cykl zaczął za mocno dominować na blogu, postanowiłam ograniczyć publikację tego typu zdjęć, ale to nie oznacza, że przestałam je robić ;) 


Dzisiejszym wpisem chciałabym nawiązać do cyklu i pokazać wam zdjęcia, na których uwieczniłam pomysłowe kołatki i kilka pięknych klamek. Wszystkie sfotografowałam podczas tegorocznych wakacji na południu Europy. Zauważyłam, że zwłaszcza w Grecji kołatki na drzwiach są wciąż bardzo popularne. Sądząc po stanie ich zużycia, do dziś pełnią rolę użytkową, a nie tylko ozdobną. Wyobrażam sobie, że listonosz zawsze jak przychodzi to stuka dwa razy, kochanek cztery, a wścibska sąsiadka wali, aż jej ktoś w końcu otworzy :)))

wtorek, 6 września 2016

O medycynie estetycznej słów kilka, czyli metamorfoza fotela

W pewnym wieku niektóre kobiety zaczynają się zastanawiać, czy nie należałoby jakoś pomóc matce naturze i cofnąć nieco upływający czas. Zwłaszcza, że chirurdzy-celebryci kuszą z ekranu liftingami, botoxami i innymi cudami. Na szczęście ja od wielu już lat nie mam telewizora więc nie bardzo to do mnie dociera. Moje cycki póki co dzielnie wygrywają z grawitacją, a zmarszczka pomiędzy brwiami po prostu świadczy o tym, że intensywnie myślę nad istotą wszechświata ;) Nie muszę też inwestować w implanty pośladków - Jenifer Lopez na pewno zazdrościłaby mi ich rozmiaru. Mogłam więc ze spokojnym sercem zaoszczędzoną kasę zainwestować w odmłodzenie starego fotela. Jemu lifting był zdecydowanie bardziej potrzebny niż mi.

Fotel był w rodzinie Adama od lat. Nikt właściwie nie pamięta z jakiego pochodzi okresu, ale kształty art-deco i bebechy, które miał w środku sugerują okres raczej przedwojenny. Odkopaliśmy go spod sterty gratów w piwnicy naszej poprzedniej kawalerki i postanowiliśmy odratować. Ale od postanowienia do  metamorfozy upłynęło prawie tyle czasu, co od debiutu Dody na gorących krzesłach do jej burzliwego rozstania z Nergalem. W kwestii wyglądu Dodzie znacznie się przez te lata polepszyło i czułam, że nasz fotel nie może być gorszy. Myślałam więc długo i intensywnie nad kolorami, wzorami i splotami tkanin. Zastanawiałam się, czy dam radę sama rozprawić się z zardzewiałymi sprężynami. Oczami wyobraźni widziałam sterty pyłu ze szlifowania, itp. I co? I skończyło się jak zwykle pełnym spontanem. 


wtorek, 4 sierpnia 2015

Szklana pułapka?

Gdy słyszę, że ktoś coś kolekcjonuje, od razu oczami wyobraźni widzę całą ścianę pokoju zastawioną porcelanowymi figurkami, puszkami po piwie, klaserami ze znaczkami, różnokolorowymi modelami resoraków, słoników z uniesioną trąbą... itp. Raczej nie są to pozytywne skojarzenia ;) 

Ale ostatnio uświadomiłam sobie, że ja też mam skłonności do zbieractwa. Tyle, że moje małe kolekcje tworzą się raczej przypadkowo. Przedmioty same wpadają mi w ręce. Nie szukam ich, nie poluję na rzadkie modele. Nie ustawiam zbiorów w reprezentacyjnym miejscu. Po prostu, gdyby się dokładniej rozejrzeć po naszym mieszkaniu, to można zauważyć, że mam słabość np. do starych butli. No nic nie poradzę, że nie umiem przejść obok nich obojętnie i jestem w stanie wyciągać je nawet ze śmietnika. Butle wędrują sobie po mieszkaniu i pełnią różne funkcje. Aktualnie stoją w salonie, sypialni i jadalni, choć nie wszystkie załapały się na zdjęcia.





Mam też spory zbiór starych kluczy, które ciągle czekają na jakieś kreatywne zagospodarowanie i kilka wiekowych aparatów fotograficznych. A jak by się głębiej zastanowić, to pewnie jeszcze jakaś mini kolekcja by się znalazła.

A jak to u was wygląda? Wpadacie w pułapkę zbieractwa? A może po prostu macie nieszkodliwą słabość do jakiś przedmiotów?

Miłego dnia!
Marta

piątek, 31 lipca 2015

Ale to już było - Jak oswoić antyki

Gdy ostatnio pokazywałam tu zdjęcia naszej jadalni, spora część z Was zwróciła uwagę na to, że mamy w domu dużo staroci. Faktycznie tak jest. Jakoś nie umiem przejść obojętnie obok takich przedmiotów z duszą. Jednak staram się zachować zdrowy balans i nie zamieniać mieszkania w muzeum. Przypomniało mi się, że o oswajaniu antyków napisałam kiedyś artykuł dla portalu Zwierciadlo.pl i postanowiłam dzisiaj do niego wrócić.


---

Wkoło różni specjaliści trąbią o tym, że mamy kryzys. Może zatem, w ramach oszczędzania, zamiast kupować drogie meble, powinniśmy przychylniejszym okiem spojrzeć na antyki. Na prawdziwe perełki można trafić w komisach i na serwisach aukcyjnych, ale zanim niczym rasowy łowca zaczniesz polowanie i licytację, przepytaj rodzinę i znajomych. Może akurat ktoś z nich chce się pozbyć takiego „rupiecia”. Przeszukaj piwnice, strychy i stodoły. Pewnie w wielu z nich kryją się ukryte, zapomniane, zakurzone skarby.

Dla tych, którzy na hasło: antyki reagują alergicznie, i kojarzą je jedynie z ciężkim, przytłaczającym wnętrzem domu pradziadków, mam dobrą wiadomość. Łączenie stylów i traktowanie staroci z przymrużeniem oka jest jak najbardziej pożądane. Jeśli więc jesteś szczęśliwym posiadaczem przedmiotów z duszą, spróbuj wkomponować je, łącząc we wnętrzu z nowoczesnymi elementami wystroju. Stary, drewniany stół będzie świetnie wyglądał zestawiony z nowoczesnymi krzesłami, a w minimalistycznie urządzonej kuchni mocnym akcentem będzie stara serwantka lub rzeźbiony kredens.

Jeśli jesteś zwolennikiem mocniejszych wrażeń, możesz zaszaleć bawiąc się formą i kolorem. Zawsze marzyłeś o szafie w nietypowym odcieniu? Wystarczy przemalować tę po dziadku. A gdyby ktoś się dziwił, powiedz, że oprócz mebli odziedziczyłeś po nim fantazję. Żartobliwie możesz potraktować również fotel lub kanapę obijając je tkaniną przedstawiającą nowoczesny wzór. Wężowa skóra, widok na Nowy York, kolorowe bohomazy – jedyne co Cię ogranicza, to Twoja wyobraźnia.

Ciekawym pomysłem na udomowienie staroci jest nadanie im nowej funkcji. Możesz więc, dziękując w duchu wynalazcy pralki automatycznej, przerobić metalową tarę np. na tablicę magnetyczną. Maszyna do szycia znakomicie sprawdzi się w roli stolika pod telewizor lub laptopa, a w łazience na komodzie dumnie będzie prezentowała się umywalka nablatowa.

Pamiętaj tylko, aby oswajając starocie nie przesadzić z przepychem. Epoki, w których złoto kapało ze ścian mamy już za sobą. Postaw raczej na antyczne akcenty, dodające wnętrzu charakteru i smaku, niczym wisienka na torcie urodzinowym.

---










Artykuł znajdziecie również tutaj.

Miłego dnia!
Marta

sobota, 6 czerwca 2015

Balkon 2 w 1, czyli ogród i garaż na 3 metrach

Cztery lata czekałam, żeby na balkonie zamiast betonu mieć piękną, drewnianą podłogę. I wreszcie się doczekałam! Rożnica jest kolosalna. I nie chodzi tu tylko o względy estetyczne, ale również o utrzymanie czystości i łażenie na bosaka ;) Bo ja tak już mam, że gdy jest ciepło, lubię chodzić po mieszkaniu na bosaka. A że balkon to naturalne przedłużenie mieszkania, no to sami rozumiecie skąd ta radość.
Skoro podłoga drewniana, to i reszta wystroju jakaś taka trochę eko-rustykalna mi wyszła.Wystarczył regał piwniczny, który służy nam już od kilku sezonów, bardzo stare skrzynki wykopane z piwnicy dziadków, zioła w glinianych i cynowych doniczkach, wiklinowe kosze, trochę kwiatów... i gotowe. W odróżnieniu od inspiracji z poprzedniego posta, nie ma u mnie żadnych dywaników. Póki co cieszę się piękną podłogą i nie zamierzam jej niczym zakrywać.

Nasz balkon jest dość długi, ale niestety wąski więc nie bardzo da się tu ustawić jakiś leżak czy stolik. Na szczęście mamy wyjątkowo szeroki parapet, który doskonale sprawdza się w roli podstawki pod tacę. A ponieważ lubię podglądać z balkonu mecze tenisa, które rozgrywane są na kortach pod naszymi oknami, to i krzesło musiało być wyższe, żeby dało się głowę za barierkę wystawić.

Niestety mieszkanie nie jest z gumy, a garażu brak i dlatego balkon musi spełniać również funkcje graciarni. Obecnie mieszkają na nim dwa rowery (dwa kolejne stoją na klatce schodowej obok drzwi do mieszkania - tak, jesteśmy lekko szurnięci). Pod rowerami planujemy wstawić jakąś fajną, drewnianą skrzynię do przechowywania bardzo-potrzebnych-rupieci-które-na-pewno-się-przydadzą. Niestety ciągle nie możemy trafić na nic odpowiedniego i jak znam życie pewnie skończy się na tym, że Adam sam coś zmajstruje. A może Wy macie jakiś fajny pomysł?









Ponieważ mamy balkon wychodzący na południe, właściwie cały dzień jest na nim bardzo słonecznie (żeby zrobić jako takie zdjęcia musiałam czekać do wieczora). Czasem aż za bardzo. Zastanawiam się nad powieszeniem od zewnętrznej strony okien bambusowych rolet, które nie zasłaniają całkowicie światła, ale jednocześnie chronią od nadmiaru promieni słonecznych. Macie jakieś doświadczenia z podobnymi rozwiązaniami? Myślicie, że się sprawdzi?

Miłego dnia!
Marta

piątek, 6 marca 2015

Urodzinowe before and after - sypialnia

Zgodnie z obietnicą kontynuujemy wycieczkę po mieszkaniu. Dziś zapraszam Was do sypialni, czyli do pomieszczenia, gdzie goście zazwyczaj się nie zapuszczają. No może mały wyjątek stanowią wszystkie znajome dzieciaki, które uwielbiają skakać po naszym wielkim łóżku i nie mają skrupułów, żeby się tu ładować :)
To najmniejszy pokój w mieszkaniu. Poprzednim właścicielom służył jako miejsce do pracy i pokój gościnny. Na pierwszy rzut oka nasza sypialnia jest bardzo ascetyczna. Adam co chwila męczy mnie, żeby powiesić coś na ścianach, ale mi jest obce horror vacui i póki co dobrze jest, tak jak jest. A jest biało ;)

Pomieszczenie jest długą, wąską kiszką. W teorii ma 210 cm szerokości, ale w praktyce (po równaniu ścian) odrobinę mniej. Nasze łóżko sięga zatem od ściany do ściany. Musieliśmy zbudować je sami, ponieważ nie dało się kupić nic, co by się tu zmieściło. Znaleźliśmy nawet jedno łóżko, które mogłoby się wpasować, ale nie było go jak skręcić (zabrakło miejsca na przyłożenie śrubokręta). Zdecydowaliśmy się na takie ustawienie łóżka, ponieważ dzięki temu zyskaliśmy jeszcze trochę miejsca, na przechowywanie gratów pod nim i na to żeby móc się ruszyć w pokoju. 

Tuż przy drzwiach, po obu stronach wejścia zastaliśmy wymurowane, wąskie szafy wnękowe. Postanowiliśmy je zostawić (żeby nie trzeba było uzupełniać podłogi) i tylko wymienić ciężkie ciemne drzwi na coś lżejszego i jaśniejszego. Potem przeklinaliśmy tę decyzję, ponieważ oczywiście nie ma tam żadnego kąta prostego i Adam strasznie się namęczył przy robieniu zabudowy. Zwłaszcza, że do szafy chowają się zamontowane przez nas rozsuwane, dwuskrzydłowe drzwi do pokoju.
Poza tym w pokoju zmieściły się jeszcze tylko komoda hemnes i wąski regał billy z Ikea. W roli stolika nocnego występuje stary, wiklinowy kufer, a w roli miejsca do rzucania ciuchów (znacie to?) krzesło eames. Są też dwie "półki wystawowe", na których w zależności od nastroju zmieniam dekoracje. To one przełamują surowy charakter sypialni i dodają jej przytulności. Nad drzwiami wejściowymi jest "kącik wspinaczkowy" Adama. Ma tu drążek i jakieś listewki na których ćwiczy podciąganie się na czekanach. No cóż, dla każdego coś miłego. 






A tak to wyglądało wcześniej, zanim zabraliśmy się za rewolucję. Zdjęcie z prawej strony zostało zrobione z sypialni w stronę przedpokoju. Widać na nim jak wcześniej wyglądały drzwi do szafy.


W sypialni na pewno wymiany wymaga narzuta, ale ciągle nie mogę znaleźć takiej, która byłaby ładna, pasująca do pomieszczenia, w odpowiednim rozmiarze (min. 200x220) i w rozsądnej cenie. Co jakiś czas nachodzi mnie też myśl, żeby przemalować, albo wytapetować ścianę koło okna - tę na wprost wejścia. Miałam już ze 150 koncepcji, jak by to mogło wyglądać, ale ciągle nie mogę się zdecydować na tę jedyną - u mnie normalka.

Miłego dnia!
Marta

wtorek, 3 marca 2015

Urodzinowe before and after - kuchnia z jadalnią

Właśnie minęły cztery lata odkąd zaczęłam pisać bloga. Początkowo był to dziennik remontowo-budowlano-marzycielski, ale jakoś tak się rozpisałam, że choć remont dawno się skończył, to ja ciągle się tu wywnętrzam.
Pomyślałam, że urodziny są dobrą okazją, żeby pokazać w szerszych kadrach, jak nasze mieszkanie wygląda aktualnie. Niewątpliwie przeszło ono ogromną metamorfozę. Gdy je kupowaliśmy miało żółte i łososiowe ściany, ciemne meble z gównowióru, okropne (naprawdę obrzydliwe!), przedpotopowe kafelki i lakierowane na wysoki połysk podłogi. Zmieniliśmy wszystko - od przestawiania ścian i wymiany instalacji zaczynając, na nadaniu pomieszczeniom innych funkcji niż poprzedni właściciele kończąc.

W dzisiejszym wpisie zapraszam Was do naszej jadalni i kuchni. Co tu się zmieniło? Połączyliśmy do końca oba pomieszczenia (poprzedni właściciele pozostawili część ściany) tworząc jedno wejście. Zbudowaliśmy spiżarnię. Wymieniliśmy okno w części kuchennej i parapet w jadalni. Przerobiliśmy wszystkie instalacje. Wymieniliśmy kafle. Zlikwidowaliśmy jeden kaloryfer i wymieniliśmy drugi. Rozbieliliśmy ługiem podłogi. Potem już tylko malowanie, meblowanie i teraz jest tak.









Wynalazłam zdjęcia z ogłoszeń o sprzedaży mieszkania, żebyście mieli świadomość od czego zaczynaliśmy. 
Jak widać poprzedni właściciele mieli tu oprócz jadalni jeszcze salon. Na ścianie, gdzie obecnie stoi szaro-niebieska szafa mieli meble w okleinie udającej buk i telewizor. Było ciasno, a niepasujące do siebie elementy wyposażenia trochę przytłaczały.


Chociaż generalny remont był dopiero cztery lata temu, to ja już mam ochotę coś pozmieniać. Najchętniej kafle w kuchni. Z babami nie nadążysz :)))

Obiecuję w następnych wpisach pokazać kolejne części mieszkania.

Miłego dnia!
Marta

niedziela, 30 listopada 2014

Słów kilka o TRŁ i zadatkach na włamywacza ;)

W tym roku w grudniu wszelkiego rodzaju jarmarki, targi i inne imprezy w tym stylu mnożą się jak króliki. Połowę odpuszczam, bo przecież nie da się wszystkiego zobaczyć, ale tradycyjnie już odwiedziłam Targi Rzeczy Ładnych, na których promowany jest polski design i rękodzieło. Tym razem targi zagościły w nowej miejscówce. Teoretycznie było bardzo ekskluzif, ale praktycznie było strasznie tłoczno, głośno, no i światło tragiczne (dlatego zrobiłam tylko kilka zdjęć). 

Ale od początku. Chyba nie byłabym sobą, gdybym nie wykręciła jakiegoś numeru. Gdy przyszłam, zobaczyłam wieeeeelką kolejkę do wind, którymi wjeżdżało się na targi. Myślę sobie: "Świetnie, minimum pół godziny czekania, a ja jestem już 10 min. spóźniona na spotkanie blogerów. Nie ma głupich, nie czekam". No i postanowiłam jakoś inaczej dostać się na 2 piętro, na które jedyna droga (teoretycznie) prowadziła przez owe windy. Dostrzegłam, że z niepozornych drzwi pomiędzy dwoma sklepami centrum handlowego wylazł facet. No skoro wylazł, to znaczy, że te drzwi muszą gdzieś prowadzić, ale pewnie trzeba mieć jakaś kartę, bo na pewno są zabezpieczone. Otóż - nie były. I tym sposobem znalazłam się w wąskim, krętym korytarzyku prowadzącym na jakąś niewykończoną jeszcze klatkę schodową. Są schody, jest git. Wlazłam na górę, pokręciłam się po jakimś labiryncie i wyszłam prosto na pana ochroniarza pilnującego wejścia na targi ;) Pan był chyba przekonany, że skoro tu jestem to znaczy, że mogę. Zwłaszcza, że jak się później okazało, ominęłam kasę, która znajdowała się na dole przy wejściu do wind, o czym nie miałam pojęcia. Tak więc nielegalnie (ale tylko trochę, bo blogerzy mieli darmowe wejście) znalazłam się w końcu na miejscu.

Wystawców było jak zawsze dużo. Większość niestety ciągle tych samych. I choć bardzo miło jest spotkać starych znajomych i porozmawiać o nowych projektach, to jednak odczuwałam niedosyt nowości. Trochę mnie to rozczarowało. Postanowiłam, że skupię się w tym poście na stoiskach, które chyba pierwszy raz były na TRŁ.

Od razu na początku zachwyciły mnie nietypowe nóżki meblowe od DAJ MI NOGĘ. Taki szary fotel uszak z pasiastymi nóżkami idealnie pasowałby do mojego salonu. Kto wie, może kiedyś?



Kolejny wspaniały projekt to zagłówki modułowe od MADE FOR BED. Pisałam o nich już kiedyś tutaj. Koniecznie zajrzyjcie na ich stronę. Znajdziecie tam galerię fantastycznych inspiracji.



Wpadło mi w oko również stoisko SZTUKA MEBLA z pięknie odrestaurowanymi fotelami. Mam fotel art deco, który czeka na odnowienie więc ich prace były dla mnie dobrą inspiracją.


Jak wiecie mam słabość do drewna, dlatego trochę czasu spędziłam na rozmowie z chłopakami z ROBIMY STOŁY. Mają w swojej ofercie piękne meble z wypalanego drewna, a także takie, w których miejsca po sękach są wypełniane aluminium. Świetnie to wygląda. A na zdjęciu widać, że nie tylko stoły mają w swojej ofercie ;)


I na koniec DEKOEKO, które prezentowało dużo dekoracji i dodatków do wnętrz. Zachwyciły mnie jak zawsze drewniane domki i stoliki z pieńków.


Już wkrótce w Warszawie kolejne wydarzenie tego typu, czyli WZORY. Na pewno będę i może coś w końcu kupię, bo tym razem nie umiałam się na nic zdecydować.

P.S. Zgadnijcie którędy wyszłam z tagów, gdy zobaczyłam tłok przy windzie, żeby zjechać na dół ;)

Miłego dnia!
Marta

sobota, 8 listopada 2014

Zdrowy dystans i elementy wywrotowe

Lubię starocie, przedmioty z duszą, uratowane, odnowione, piękne choć często niedoskonałe. Mam tego w domu trochę: maszyna singer, dwie przedwojenne szafy, rzeźbiona rama, kufel do piwa, kilkudziesięcioletnie, drewniane skrzynki, stare walizki i gąsiory, itd. Największe nagromadzenie staroci na metr kwadratowy występuje w naszej toalecie. Zadomowił się tu ręczny magiel, tara, liczydło i kryształowe lustro. I o ile w pozostałych pomieszczeniach starocie skutecznie zostały zrównoważone bardziej nowoczesnymi elementami wystroju, o tyle w wc było jak dla mnie zbyt muzealnie i rustykalnie. Konieczne było przełamanie konwencji i wprowadzenie jakiegoś wywrotowego, nieoczywistego elementu.
I tu z pomocą przyszedł plakat Sabiny Samulskiej, który już dawno temu wpadł mi w oko. Jakiś czas zastanawiałam się gdzie go powiesić, aż w końcu dziś, pod wpływem impulsu, przykleiłam go w toalecie. Genialny tekst w tym pomieszczeniu brzmi jeszcze zabawniej ;) Jestem bardzo zadowolona z efektu i niecierpliwie czekam, aż zobaczę miny moich gości. Czuję, że będą bezcenne :)))





Może ktoś stwierdzi, że to nie wypada, że słownictwo niekulturalne, że coś tam, coś tam.  A ja uważam, że trzeba mieć zdrowy dystans i poczucie humoru. Zwłaszcza jak się w kółko dopieszcza swój dom i pokazuje go wszem i wobec. Bo tak naprawdę snu z powiek nie spędza mi kolor ścian i dobór dodatków. W życiu są wiele ważniejsze sprawy niż polowanie na dobry design.

P.S. Choć pomieszczenie wygląda na beżowe, to tak naprawdę jest białe.

Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...