Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lampa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lampa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Bezkonkurencyjna beza - o nowej lampie słów kilka

Jakiś czas temu pisałam o tym, że lampa robi wnętrze. Dziś siedzę sobie w fotelu, w swoim własnym salonie, zadzieram głowę do góry, patrzę na lampę i wiem, że się nie myliłam! Wreszcie, po czterech latach życia z "tymczasową" białą kulą za 5 zł, mam lampę, która idealnie pasuje do naszego mieszkania. Jest zwiewna i delikatna, ale jednocześnie ma pazur. Jedna z moich koleżanek powiedziała, że wygląda jak wielka beza :) Cały czas się nią zachwycam. Ma genialną w swojej prostocie konstrukcję i równie fajną cenę, a wygląda efektowniej niż niejedno dzieło znanych projektantów. A na dodatek nieźle się komponuje z lampkami w kąciku biurowym. Dzięki niej trochę bardziej polubiłam nasz salon. Ta dam, oto ona:





Lampę kupiłam w Ikea. Są dwa rozmiary - ja wybrałam ten większy. Na zdjęciach tego nie widać, ale lampa ma naprawdę spore gabaryty. Żałuję, że nie mam mieszkania z wysokimi sufitami, bo wydaje mi się, że gdy lampa zwisa na kablu, to wygląda jeszcze fajniej, jak chmurka ;)

Teraz pozostaje mi znaleźć równie fajną lampę podłogową, która mogłaby stanąć obok kanapy. Macie jakieś sugestie?

Miłego dnia!
Marta

wtorek, 3 marca 2015

Urodzinowe before and after - kuchnia z jadalnią

Właśnie minęły cztery lata odkąd zaczęłam pisać bloga. Początkowo był to dziennik remontowo-budowlano-marzycielski, ale jakoś tak się rozpisałam, że choć remont dawno się skończył, to ja ciągle się tu wywnętrzam.
Pomyślałam, że urodziny są dobrą okazją, żeby pokazać w szerszych kadrach, jak nasze mieszkanie wygląda aktualnie. Niewątpliwie przeszło ono ogromną metamorfozę. Gdy je kupowaliśmy miało żółte i łososiowe ściany, ciemne meble z gównowióru, okropne (naprawdę obrzydliwe!), przedpotopowe kafelki i lakierowane na wysoki połysk podłogi. Zmieniliśmy wszystko - od przestawiania ścian i wymiany instalacji zaczynając, na nadaniu pomieszczeniom innych funkcji niż poprzedni właściciele kończąc.

W dzisiejszym wpisie zapraszam Was do naszej jadalni i kuchni. Co tu się zmieniło? Połączyliśmy do końca oba pomieszczenia (poprzedni właściciele pozostawili część ściany) tworząc jedno wejście. Zbudowaliśmy spiżarnię. Wymieniliśmy okno w części kuchennej i parapet w jadalni. Przerobiliśmy wszystkie instalacje. Wymieniliśmy kafle. Zlikwidowaliśmy jeden kaloryfer i wymieniliśmy drugi. Rozbieliliśmy ługiem podłogi. Potem już tylko malowanie, meblowanie i teraz jest tak.









Wynalazłam zdjęcia z ogłoszeń o sprzedaży mieszkania, żebyście mieli świadomość od czego zaczynaliśmy. 
Jak widać poprzedni właściciele mieli tu oprócz jadalni jeszcze salon. Na ścianie, gdzie obecnie stoi szaro-niebieska szafa mieli meble w okleinie udającej buk i telewizor. Było ciasno, a niepasujące do siebie elementy wyposażenia trochę przytłaczały.


Chociaż generalny remont był dopiero cztery lata temu, to ja już mam ochotę coś pozmieniać. Najchętniej kafle w kuchni. Z babami nie nadążysz :)))

Obiecuję w następnych wpisach pokazać kolejne części mieszkania.

Miłego dnia!
Marta

czwartek, 26 lutego 2015

Ale to już było - Lampa robi wnętrze

Mam nadzieję, że po pierwszym odgrzewanym kotlecie Wasze żołądki nie mają dość. Dlatego dziś zapraszam na kolejne danie z menu serwowanego przeze mnie wieki temu w portalu Zwierciadło.pl.
Dziś post inspirowany Waszymi zachwytami nad lampami, które pojawiły się w aranżacji wnętrza stylizowanego przez nas do sesji zdjęciowej kafli Tigua.


---
Malujemy, meblujemy, ustawiamy, dekorujemy i często nie doceniamy znaczenia, jakie dla klimatu naszego mieszkania ma oświetlenie. Lampy tworzą styl. Nie da się temu zaprzeczyć. Odpowiednio dobranym żyrandolem, czy kinkietem możemy podkreślić charakter wnętrza. Możemy też przełamać monotonię, montując oświetlenie w zupełnie innym stylu.
Kiedyś idąc wieczorem ulicą i zaglądając w okna mieszkań, można było pomyśleć, że wszyscy kupili żyrandole w jednym sklepie – trzy szklane klosze zwisające na jednej nóżce z sufitu. I straszne i śmieszne zarazem. Na szczęście te czasy już minęły. Dzisiaj ilość worów, kolorów i materiałów jest trudna do ogarnięcia. Dla każdego znajdzie się coś miłego.

Miłośnikom ekologii polecam lampy, które powstały z naturalnych materiałów. To niesamowite co można zrobić np. z drewna lub papieru. Dziś lampy mają nie tylko drewniane podstawy. Litewscy projektanci z firmy Mammalampa stworzyli także klosze wydrążone z pieńków oraz zaplecione z papieru na kształt warkoczy.
Coraz ciekawsze są również lampy ze szkła. Możemy odnaleźć wśród nich żyrandole udające wielkie krople wody, delikatne mydlane bańki lub lodowe sople. Zresztą trend „udawania” jest coraz popularniejszy. Są lampy udające rośliny, kielichy kwiatów, muchomory, a nawet podwodne koralowce, takie jak np. Sparks zaprojektowana przez Daniel Becker Design Studio.
A jak jest flora, to musi być też fauna – ptaki, motyle, psy, ryby. Właściwie uzbierałoby się całe zoo. Najciekawsze są chyba lampki stołowe, takie jak stworzona przez Aleksandra Mukomelova Shark Lamp lub te z Atelier Abigail Ahern, przedstawiające buldogi i pelikany z muślinowymi abażurkami na głowach. Właściwie trudno powiedzieć, czy to jeszcze kicz, czy już glamour. W trend naśladownictwa wpisują się też kultowe już projekty Book Lamp autorstwa izraelskiej firmy Groupa Studio i Teelicht projektu Jana Bernsteina.
Jeśli wolisz coś prostszego powinieneś zwrócić uwagę na styl industrialny, który ostatnio przebojem wkroczył na salony. Charakterystyczne są dla niego wielkie metalowe klosze, przemysłowe lampki na wysięgnikach, żarówki dyndające samotnie na kablach i kinkiety wyglądające niczym dopiero co wymontowane z jakiejś fabryki. Takie lampy oferują m.in. firmy Eichholtz i Kare Design.

Pamiętaj, że lampa ma nie tylko znaczenie użytkowe, ale także estetyczne. Ciekawy żyrandol lub kinkiet może stanowić mocny akcent w wystroju mieszkania. A światłem w zależności od jego miejsca i koloru możesz budować różne nastroje i wyeksponować walory elementów architektury. Więc korzystaj z ogromu możliwości i eksperymentuj.
---









Artykuł znajdziecie również tutaj.

Miłego dnia!
Marta

środa, 3 grudnia 2014

Wnętrzarskie safari, czyli z aparatem wśród mebli

Ten wpis miał się tu pojawić ze dwie godziny temu, ale niestety od komputera oderwała mnie pralka, która postanowiła wybrać wolność. Wydawało nam się, że jesteśmy bardzo sprytni, bo skróciliśmy jej kabel, żeby w razie czego najpierw wyrwała wtyczkę, a dopiero potem wąż z wodą. Niestety dzisiaj nas przechytrzyła i podczas wirowania nie dość, że jakoś wylazła z ciasnej wnęki, to jeszcze zrobiła to w taki sposób, że mieliśmy powódź w połowie mieszkania. No cóż...

Ale do sedna. Być może pamiętacie jak pisałam TUTAJ, że razem z Lu i Agutkiem wygrałyśmy stylizowanie wnętrza do katalogu i udział w sesji zdjęciowej nowej kolekcji kafli Paradyż. Sesja już jutro (hura!!!), ale przygotowania do niej zaczęłyśmy jakiś czas temu. Odwiedziłyśmy kilka pięknych sklepów, w których obmacałyśmy i obfotografowałyśmy wszystko co się dało. Jak się domyślacie była to dla nas baaaardzo ciężka praca :))) A wszystko po to, żeby wybrać i wypożyczyć meble i dodatki, które wykorzystamy podczas sesji. 
Naoglądałyśmy się wspaniałych przedmiotów i aranżacji i postanowiłam podzielić się z wami  choć częścią tych wrażeń. Poniższe zdjęcia i aranżacje pochodzą z warszawskich sklepów NAP, BoConcept, Comforty oraz House&More. Jest tu niezła mieszanka stylów. Ciekawa jestem, który jest wam najbliższy i co byście wybrali do swoich domów?









Jutro zapowiada się wspaniała zabawa. Trzymajcie za nas kciuki, żebyśmy nie dały plamy. Zamierzam podpatrywać profesjonalistów i nauczyć się jak najwięcej od fotografa. Mam nadzieję, że to będzie dzień, który zaowocuje pięknymi efektami. Jak się uda, to pokażę wam co nieco zza kulis na instagramie.

Miłego dnia!
Marta

piątek, 21 marca 2014

BoCo na bis

To był ciężki tydzień. Siedziałam w pracy po kilkanaście godzin, ale opłaciło się, bo dziś odniosłam mały zawodowy sukcesik. Fajna sprawa, ale zwykle takie sukcesy mają jakieś ukryte skutki uboczne. Mój jest nierozerwalnie związany z jeszcze większą ilością pracy przynajmniej do końca sierpnia. Przykro mi, ale może się to troszkę odbić na mojej aktywności na blogu. Mam jednak nadzieję, że nie uciekniecie i będziecie mnie tu regularnie odwiedzać, bo coś tam jednak zamierzam w wolnych chwilach skrobnąć i pokazać.
Dziś pokażę obiecane fotki z salonu BoConcept. Od razu wyjaśniam, że nie jest to post sponsorowany (a szkoda;) ). Zawsze podobał mi się prosty design tej duńskiej firmy, ale niestety ich meble są poza moim zasięgiem. Niemniej jednak zawsze przecież można pooddawać się marzeniom. Mnie najbardziej marzą się ich fotele - piękne, wygodne, obite fantastycznymi tkaninami i wykonane z dbałością o każdy detal. Mają też piękne kanapy, ciekawe lampy, oryginalne dodatki w różnych stylach więc każdy może znaleźć coś dla siebie. Sami zobaczcie.
 












Ładne, prawda? Ja oprócz mebli i dodatków chętnie przygarnęłabym ten piękny rower. A co Wy byście wybrali? Ciekawa jestem, czy coś z tych zdjęć wpadło Wam w oko.

Miłego dnia!
Marta

niedziela, 25 listopada 2012

O światełkowych girlandach słów kilka

Listopad w tym roku wyjątkowo nas oszczędza. Właściwie nie pada, jest całkiem ciepło, wichury nie próbują urwać głowy. I tylko te ciemne popołudnia i wieczory trochę mi przeszkadzają. Co prawda można sobie podśpiewywać: "Światło - nosisz je w sobie...", niemniej jednak mój wewnętrzny blask niestety nie jest tak jasny, żeby oświetlić pokój. Nie wiem jak Wy, ale ja muszę szukać zastępczych rozwiązań.
Zwykle świeci się u nas masa różnych lampek i lamp podłogowych. Górnego światła unikam, bo jakoś nie lubię. Nie czuję się dobrze w pomieszczeniu, w którym lampa dyndająca z sufitu, to jedyne źródło światła. No cóż, każdy ma jakieś swoje dziwactwa ;)
Za to bardzo lubię światełkowe girlandy. Swoją przywiozłam 10 lat temu z Francji, kiedy jeszcze u nas nikt o czymś takim nie słyszał, nie mówiąc już o możliwości znalezienia ich w sklepie. Natomiast tam były bardzo popularne. W co drugim francuskim domu widziałam takie światełka z klosikami w różnych kolorach i wzorach. Ja mam ciemnofioletowe, które dają piękne, ciepłe światło, gdy się je włączy.



To już trzecie mieszkanie, w którym wiszą te światełka. Kiedyś miały swoje miejsce w sypialni, potem w przedpokoju, a teraz zdobią salon. Tak wyglądają, jak nie świecą:


Od jakiegoś czasu podobają mi się coraz bardziej popularne cotton ball lights. Myślę, że doskonale pasowałyby do naszej sypialni. Ale jak zaczęłam zgłębiać temat, to znalazłam jeszcze kilka innych fajnych pomysłów i zastanawiam się, czy nie spróbować samodzielnie czegoś zmajstrować.Oto moje inspiracje (w większości pochodzą z bloga mokkasin:





Ten ostatni pomysł jest szczególnie uroczy, taki delikatny i prosty do zrobienia. Dobrze, że akurat mamy taki okres w roku, że łatwo kupić choinkowe lampki, żeby je przerobić. A pomysłów może być jeszcze więcej. Niestety zaginęło mi gdzieś w czeluściach komputera zdjęcie całej girlandy, ale pokażę Wam jeszcze sam pomysł na klosik zrobiony z... wytłoczki na jajka! I co Wy na to?


Miłego dnia!
Marta

niedziela, 15 lipca 2012

Jak sobie pościelesz...itd.

Nasza sypialnia wciąż jest dość pusta. O ile można tak powiedzieć o pokoju, którego połowę zajmuje łóżko;) No właśnie, mamy łóżko!
Sama konstrukcja pod materac była gotowa już jakiś czas temu, ale brakowało zagłówka. Okazało się, że kupienie kilku dech i przymocowanie ich do ściany tak, żeby było równo, to nie lada wyzwanie. Badaliśmy temat, oglądaliśmy różne dechy i zastanawialiśmy się, jak to zrobić, żeby nie obijać się o wystające krawędzie i żeby nie właziły drzazgi. Kiedy już doszliśmy do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będą deski tarasowe (bo da się je równo i łatwo połączyć), okazało się, że sprzedawane są w ilościach zupełnie nieprzystających do naszych potrzeb. Jedna paczka, to za mało, dwie - za dużo. W końcu Adam znalazł dechy, które dało się dobrze przyciąć na długość i dopasować. Wymusiło to jednak zmianę koncepcji zagłówka, który początkowo miał wystawać poza obręb łóżka (być szerszy) i schodzić aż do podłogi. No i jest tak:




Docelowo obie lampki mają być zamocowane na zagłówku, ale nie możemy znaleźć zaczepu do drugiej lampki. Jak pewnie niektórzy wiedzą te lampy są sprzedawane z dwoma rodzajami mocowań. Ponieważ do tej pory używaliśmy tych zaciskowych, to gdzieś głęboko schowałam te drugie. Bardzo głęboko w jakieś bezpieczne miejsce, żeby nie zginęły. Miejsce okazało się tak bezpieczne, że niedostępne nawet dla nas;)
Nie wykluczam, że w czasie przeprowadzki, kierowana jakimś niezrozumiałym impulsem, postanowiłam rzeczone zaczepy wyrzucić, ale niczego takiego nie pamiętam.




Naszą zmorą w tym pomieszczeniu (zresztą nie tylko w tym) są okropne rury. Ciągle kombinujemy jak by tu je zamaskować. Ale ponieważ żadne ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, to póki co zadomowiły się na nich szklane ptaszki, które niespodziewanie całkiem nieźle dopasowały się kolorystycznie. 
Ciekawa jestem jak wy sobie radzicie z takimi rurami. Mam parę pomysłów, ale chętnie dowiem się jakie są wasze :)




Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...