Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podłoga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podłoga. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2016

Czy warto bielić drewno ługiem i jak je pielęgnować?

Od kogo najłatwiej nauczyć się brzydkich wyrazów? Od budowlańców oczywiście;) Pan Zdzisław, który wspomagał nas w generalnym remoncie mieszkania miał ich niezły zasób, ale prawdziwe wyżyny słowotwórczych wiązanek osiągnął, gdy męczył się z podłogą. Bo wymyśliła se taka jedna, że nie chce mieć pożółkłego lakieru na PRL-owskiej mozaice i kazała bielić. 
Ale najpierw cyklinowanie, szpachlowanie szpar, uzupełnianie deseczek w miejscach, gdzie wcześniej były ściany, itp. 
A potem trzeba się było dokształcić, co to ten cały ług i jak tym bielić. 
A potem jeszcze olejowanie białym olejem, żeby zabezpieczyć drewno i nadać mu gładkości. 
A potem marudzenie, że "szefowo tak biało to nawet w szpitalu nie mają". 

Czy warto było się tak męczyć? Zdecydowanie tak! Nie tylko nauczyłam się kilku wiązanek, od których uszy więdną (nigdy nie wiadomo, kiedy się przydadzą więc lepiej być przygotowanym), ale mam wymarzoną, jasną, drewnianą podłogę. Dzięki ługowaniu zyskała biały odcień, a jednocześnie widać słoje i strukturę drewna. Ma też tę przewagę nad podłogą malowaną farbą, że nie rysuje się i nie zdziera w trakcie codziennego użytkowania. Dziś podłoga w naszym mieszkaniu wygląda tak:

salon, stara szafa, stolik z palet, fotel, biała podłoga

sobota, 6 czerwca 2015

Balkon 2 w 1, czyli ogród i garaż na 3 metrach

Cztery lata czekałam, żeby na balkonie zamiast betonu mieć piękną, drewnianą podłogę. I wreszcie się doczekałam! Rożnica jest kolosalna. I nie chodzi tu tylko o względy estetyczne, ale również o utrzymanie czystości i łażenie na bosaka ;) Bo ja tak już mam, że gdy jest ciepło, lubię chodzić po mieszkaniu na bosaka. A że balkon to naturalne przedłużenie mieszkania, no to sami rozumiecie skąd ta radość.
Skoro podłoga drewniana, to i reszta wystroju jakaś taka trochę eko-rustykalna mi wyszła.Wystarczył regał piwniczny, który służy nam już od kilku sezonów, bardzo stare skrzynki wykopane z piwnicy dziadków, zioła w glinianych i cynowych doniczkach, wiklinowe kosze, trochę kwiatów... i gotowe. W odróżnieniu od inspiracji z poprzedniego posta, nie ma u mnie żadnych dywaników. Póki co cieszę się piękną podłogą i nie zamierzam jej niczym zakrywać.

Nasz balkon jest dość długi, ale niestety wąski więc nie bardzo da się tu ustawić jakiś leżak czy stolik. Na szczęście mamy wyjątkowo szeroki parapet, który doskonale sprawdza się w roli podstawki pod tacę. A ponieważ lubię podglądać z balkonu mecze tenisa, które rozgrywane są na kortach pod naszymi oknami, to i krzesło musiało być wyższe, żeby dało się głowę za barierkę wystawić.

Niestety mieszkanie nie jest z gumy, a garażu brak i dlatego balkon musi spełniać również funkcje graciarni. Obecnie mieszkają na nim dwa rowery (dwa kolejne stoją na klatce schodowej obok drzwi do mieszkania - tak, jesteśmy lekko szurnięci). Pod rowerami planujemy wstawić jakąś fajną, drewnianą skrzynię do przechowywania bardzo-potrzebnych-rupieci-które-na-pewno-się-przydadzą. Niestety ciągle nie możemy trafić na nic odpowiedniego i jak znam życie pewnie skończy się na tym, że Adam sam coś zmajstruje. A może Wy macie jakiś fajny pomysł?









Ponieważ mamy balkon wychodzący na południe, właściwie cały dzień jest na nim bardzo słonecznie (żeby zrobić jako takie zdjęcia musiałam czekać do wieczora). Czasem aż za bardzo. Zastanawiam się nad powieszeniem od zewnętrznej strony okien bambusowych rolet, które nie zasłaniają całkowicie światła, ale jednocześnie chronią od nadmiaru promieni słonecznych. Macie jakieś doświadczenia z podobnymi rozwiązaniami? Myślicie, że się sprawdzi?

Miłego dnia!
Marta

wtorek, 3 marca 2015

Urodzinowe before and after - kuchnia z jadalnią

Właśnie minęły cztery lata odkąd zaczęłam pisać bloga. Początkowo był to dziennik remontowo-budowlano-marzycielski, ale jakoś tak się rozpisałam, że choć remont dawno się skończył, to ja ciągle się tu wywnętrzam.
Pomyślałam, że urodziny są dobrą okazją, żeby pokazać w szerszych kadrach, jak nasze mieszkanie wygląda aktualnie. Niewątpliwie przeszło ono ogromną metamorfozę. Gdy je kupowaliśmy miało żółte i łososiowe ściany, ciemne meble z gównowióru, okropne (naprawdę obrzydliwe!), przedpotopowe kafelki i lakierowane na wysoki połysk podłogi. Zmieniliśmy wszystko - od przestawiania ścian i wymiany instalacji zaczynając, na nadaniu pomieszczeniom innych funkcji niż poprzedni właściciele kończąc.

W dzisiejszym wpisie zapraszam Was do naszej jadalni i kuchni. Co tu się zmieniło? Połączyliśmy do końca oba pomieszczenia (poprzedni właściciele pozostawili część ściany) tworząc jedno wejście. Zbudowaliśmy spiżarnię. Wymieniliśmy okno w części kuchennej i parapet w jadalni. Przerobiliśmy wszystkie instalacje. Wymieniliśmy kafle. Zlikwidowaliśmy jeden kaloryfer i wymieniliśmy drugi. Rozbieliliśmy ługiem podłogi. Potem już tylko malowanie, meblowanie i teraz jest tak.









Wynalazłam zdjęcia z ogłoszeń o sprzedaży mieszkania, żebyście mieli świadomość od czego zaczynaliśmy. 
Jak widać poprzedni właściciele mieli tu oprócz jadalni jeszcze salon. Na ścianie, gdzie obecnie stoi szaro-niebieska szafa mieli meble w okleinie udającej buk i telewizor. Było ciasno, a niepasujące do siebie elementy wyposażenia trochę przytłaczały.


Chociaż generalny remont był dopiero cztery lata temu, to ja już mam ochotę coś pozmieniać. Najchętniej kafle w kuchni. Z babami nie nadążysz :)))

Obiecuję w następnych wpisach pokazać kolejne części mieszkania.

Miłego dnia!
Marta

piątek, 20 lutego 2015

Marzy mi się... podłogowy mix

Zima w tym roku na szczęście była do tej pory łagodna i wyjątkowo skąpa w kwestii śniegu. Wszystkie dzieciaki pewnie miałyby ochotę zlinczować mnie za to "na szczęście", ale ja naprawdę tak myślę. I co gorsza liczę, że tak już zostanie i wkrótce będziemy witać wiosnę.
Gdyby moja drewniana podłoga umiała mówić, na pewno również głośno wyrażałaby zadowolenie z takiego stanu rzeczy. Niestety zanosi się na to, że jeszcze wiosenne deszcze będą mogły popsuć jej humor. A wszystko przez to, że wchodząc do mieszkania, włazimy mokrymi, ociekającymi buciorami prosto do wyłożonego bielonym drewnem przedpokoju. Po czterech latach mam już mocno dość uważania na każdy krok i latania ze szmatą, żeby powycierać mokre ślady. Przerobiliśmy już wycieraczki, dywaniki i inne pierdoły. Nie sprawdziły się. Zaczęłam marzyć o małym, wodoodpornym fragmencie podłogi. Jeszcze nie wiem jak to zrobić, ale na wszelki wypadek zaczęłam gromadzić inspiracje :)






źródło: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Bardzo podoba mi się pomysł na "przenikanie się" dwóch rodzajów podłogi (jak na przedostatnim zdjęciu). U nas to się raczej nie uda, ale może gdzieś, kiedyś... w każdym razie pomysł wart jest zapamiętania. A może znacie jeszcze jakieś podobne, ciekawe rozwiązania?

Miłego dnia!
Marta

wtorek, 17 lipca 2012

Układ nierówności

Przeglądając w sieci różne wnętrzarskie zdjęcia, co jakiś czas trafiam na mieszkania z fantastycznymi, wzorzystymi podłogami. I coraz bardziej mi się one podobają.
Kiedy półtora roku temu wybieraliśmy płytki na podłogę do kuchni i łazienek, jedyną "fikuśną" opcją, jaką brałam pod uwagę, była podłoga w szachownicę. Ale nawet na to się nie zdecydowaliśmy. Dzisiaj chętnie zaszalałabym z jakimś odważniejszym wzorem, tylko że trochę na to za późno. Pozostaje więc podziwianie i inspirowanie się na przyszłość.






Ta podłoga na ostatnim zdjęciu bardzo mi się podoba. Ma piękny wzór i kolorystykę. Chciałabym mieć taką np. w łazience. Widzę tutaj tylko jeden problem. Wzorzyste podłogi same w sobie są bardzo ozdobne i trzeba zachować umiar w pozostałych elementach wyposażenia wnętrza, że nie wspomnę o porządku. O ten umiar chyba byłoby trudno, a porządek to w naszym wydaniu rzecz wprost niewykonalna ;) A poza tym spod sterty ciuchów, które mój ukochany mąż z uporem zostawia obok kosza na brudy i tak niewiele byłoby widać ;)

Miłego dnia!
Marta

piątek, 24 czerwca 2011

Kuchenne rewolucje

Postanowiliśmy przeprowadzić się do mieszkania, które właściwie jest puste. Mamy materac, komodę, wieszak, stół i cztery krzesła i to już wszystkie meble. Do tego czajnik, kuchenka mikrofalowa, laptopy i wieża do słuchania muzyki. I tyle. I jest nam z tym, póki co, bardzo dobrze:)
Niemniej jednak mam nadzieję, że w najbliższej perspektywie powstanie kuchnia. Co prawda już dziś widzimy, że nie będzie to takie hop siup, bo pojawiły się pomysły na nowe rozwiązania, ale może uda się zawiesić chociaż górne szafki. Chłopcy ostatnio dzielnie je skręcali (Paweł dzięki za pomoc), oczywiście nie używając instrukcji, gdyż jak wiadomo, te są dla bab:) Na szczęście udało im się nic nie pomieszać i szafki są gotowe do zamontowania.
Poniżej kuchnia w procesie narodzin.




Jak widać zdecydowaliśmy się na fronty IKEA Ramsjo. Bardzo chciałam mieć białą kuchnię, a Adamowi zależało na tym, żeby było widać, że fronty są z drewna, a nie z jakiegoś gównowióru. No i Ramsjo spełniło oczekiwania nas obojga, a przy tym nie zdemolowało naszego remontowego budżetu :) Teraz musimy jeszcze poszukać jakiś fajnych uchwytów i gotowe.
A gdybyście byli ciekawi jadalni, to wygląda ona obecnie tak:


Widać na tym zdjęciu kawałek podłogi. Pewnie będzie ona wzbudzać u naszych gości mieszane uczucia. Nam podoba się to, że straciła odcień żółci i udaje stare drewno. Ale moja siostra stwierdziła, że wygląda jakby była nie umyta i przykryta warstwą pyłu po remoncie. I właściwie coś w tym jest:) Musimy ją jeszcze wyszorować i zabezpieczyć specjalnym mydłem z olejem i pewnie wtedy jeszcze odrobinę się zmieni i zyska lekko satynowy połysk. A na razie jest baaardzo matowa:)

Jak widzicie mnóstwo pracy jeszcze przed nami, ale za to jakiej fajnej. Przecież urządzanie własnego mieszkania, to sama przyjemność:)

Miłego dnia!
Marta

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Coś się kończy, coś sie zaczyna :)

Remont generalny uznajemy za skończony. Pan Zdzisław uporał się z podłogą. Co prawda nie jest zadowolony z efektu i chciałby położyć jeszcze jedną warstwę oleju bielącego, ale to oznacza kolejny tydzień remontu. Dla nas efekt jest wystarczający, no i nie chcemy już dłużej zwlekać z przeprowadzką. Pan Zdzisław więc musi przełknąć jakoś fakt, że podłoga nie spełnia jego wyobrażenia doskonałości, choć nie będzie to dla niego łatwe:)

Teraz wykańczanie, wykańczanie, wykańczanie... Mamy nadzieję, że w ostatecznym rachunku to my wykończymy mieszkanie, a nie ono nas:)
Ostatnie trzy dni spędziliśmy na sprzątaniu, szorowaniu okien, itp. Chociaż zostało nam jeszcze bardzo dużo pracy, to postanowiliśmy, że czas zwozić graty i powoli się urządzać. Resztę rzeczy możemy zrobić mieszkając już u siebie.


Pierwsza noc w nowym miejscu za nami, a dzisiaj PRZEPROWADZKA!!!

Miłego dnia!
Marta

piątek, 20 maja 2011

Podłogowa niekończąca się opowieść

Jeszcze jakiś czas temu miałam nadzieję, że zrobienie podłogi zajmie panu Zdzisiowi kilka dni. Mieliśmy pojechać na urlop, a po powrocie zobaczyć nową, śliczną, gładką, pobieloną i zaolejowaną podłogę. Niestety prace trwają już trzy tygodnie i końca nie widać. Wszystko przez to, że było sporo fragmentów do zaszpachlowania, a szpachla nie chciała z panem Zdzisławem współpracować. Nie będę się na ten temat rozpisywać, bo sytuacja jest już podobno pod kontrolą, ale niestety jeszcze to trochę potrwa. Na razie wygląda tak:


Bez obaw, te plamy to po prostu mokre drewno - efekt sprzątania pyłu powstałego przy cyklinowaniu.
W kuchni piętrzą się na stertach graty: meble, narzędzia, itp. Wszystko pokrywa okropny pył. Ciekawa jestem ile czasu będziemy się go pozbywać z różnych zakamarków.


Podczas, gdy szpachla i podłogi schną, pan Zdzisio postanowił zająć się wycinaniem i montowaniem blatów pod umywalki i obudową wanny. Może uda się też pomalować ściany ostatnią warstwą farby. Trzymajcie kciuki, żeby sprawnie poszło, bo już nie mogę się doczekać przeprowadzki.

Są też dobre wiadomości. Po dwóch i pół miesiąca dostaliśmy wpis do hipoteki i zamknęliśmy załatwianie spraw bankowo-kredytowych. Ale żeby nie zabrakło nam rozrywki, zaczęłam załatwiać różne formalności w spółdzielni. Byłam tam już dwa razy. Odwiedziłam rożne panie w trzech pokojach, niektóre po dwa razy. U każdej pani musiałam zgłaszać inne sprawy, tak jakby nie można zrobić tego w "jednym okienku". Za każdym razem wypełniałam różne druczki, a kilka dostałam nawet na wynos. To oznacza, że muszę panie znowu odwiedzić w najbliższym czasie. Normalnie, aż się nie mogę doczekać :)

Miłego dnia!
Marta

sobota, 23 kwietnia 2011

Jak w szpitalu

W mieszkaniu jest coraz bardziej biało. Pan Zdzisław mówi, że będziemy mieszkać w szpitalu. A to jeszcze nie koniec, bo ostatnio padł pomysł wybielenia podłogi. Ale spokojnie, zaszalejemy z kolorem w dodatkach:)
Z tą podłogą jeszcze nic nie jest postanowione. Jest taki problem, że jeśli ją wybielimy ługiem, to nie możemy jej polakierować. W grę wchodzi tylko olejowanie. A ja nie jestem przekonana, co do trwałości takiego rozwiązania. No więc zbieram głosy - lepiej lakierować, czy olejować? Macie jakieś porównanie?

Ściany w kuchni są już wyszorowane i pomalowane pierwszą warstwą farby. Przymierzyliśmy też drzwi do spiżarni. Jeszcze nie są zamontowane, ale na razie dobrze udają.


Ściana na prawo od spiżarni będzie pomalowana czarną tablicówką. Tak na przekór szpitalnej atmosferze:)


Niektóre drzwi są już pobielone. Teraz czekają na olejowanie. Trzeba jeszcze w ten sam sposób rozprawić się z futrynami i listwami maskującymi.



Wybraliśmy w końcu kolor do łazienki. Będzie mrocznie :) Bez zapalonego światła ściana pomalowana próbką koloru prezentuje się tak:



Zamówiliśmy też blaty, z których zostanie zrobiona zabudowa wanny i pralki oraz blaty pod umywalki i półki w łazience i wc. Zdecydowaliśmy się na drzewo NYATOH, chociaż początkowo myśleliśmy o czymś zupełnie innym.


Zastanawiamy się nad rodzajem drewna do kuchni. Potrzebne są nam niestandardowe blaty o szerokości 75 cm. I to jedyne co wiadomo, ponieważ nie możemy się zdecydować ani na grubość, ani na rodzaj i odcień drewna. Pewnie cena będzie ważnym argumentem przy wyborze, bo musimy kupić ok. 6 metrów blatu i jeszcze trochę takiego samego drewna na cokoły pod szafki i wykończenia.

Pozostając w temacie drewna - Pan Zdzisław dzielnie oczyścił stare kawałki klepki i ułożył je na nowo. Teraz podłoga czeka na cyklinowanie.


Miałam nadzieję, że uda mi się pokazać jak wyglądają zamontowane nowe parapety, ale na razie to trochę trudne, bo są zabezpieczone folią przed zabrudzeniem.


Na środku przedpokoju piętrzy się sterta śmieci, z którą nie mamy co zrobić. Jest ich za mało, żeby zamówić kontener i zdecydowanie za dużo i zbyt dużych żeby je wywalić do zsypu. Jakieś pomysły, jak się tego pozbyć?


Kiedyś pisałam, że trwa remont elewacji naszego bloku. Niestety uniemożliwia nam to korzystanie z balkonu, który świetnie sprawdziłby się w roli przechowalni rzeczy, z którymi nie wiadomo co zrobić. Kiedyś pewnie będzie to miłe miejsce, pełne kwiatów, ale na razie daleko mu do tego wyobrażenia.



No dobra, na dzisiaj wystarczy tych opowieści. Mam nadzieję, że zaspokoiłam ciekawość wszystkich, którzy ostatnio dopominali się nowych zdjęć z mieszkania.
Lecę zjeść śniadanie i szykować święta:)

Miłego dnia!
Marta

wtorek, 5 kwietnia 2011

Skrzydlaty przedpokój

Nie, jeszcze nie odlatujemy. Po prostu zamontowaliśmy skrzydła drzwi. Teraz możecie je obejrzeć w pełnej okazałości. No prawie, bo brakuje jeszcze listew wykończeniowych, ale one muszą zaczekać na swoją kolej. Przepraszam za jakość zdjęć. Robiłam je wczoraj wieczorem i na dodatek w deszczowej aurze, a to nie sprzyja dobremu doświetleniu.

Drzwi do łazienek:


Wewnętrzne drzwi wejściowe:


Drzwi do salonu:


Na powyższym zdjęciu widać przerobioną rurę gazową - wreszcie idzie prosto. Ale ważniejsze jest to, czego nie widać, czyli piony z rurami. Straszącą do tej pory dziurę, skrywaną pierwotnie za boazerią zabudowaliśmy ścianą z karton-gipsu.
Udało się okiełznać (prawie) również kable, które odnalazły swoje miejsce w zamontowanej skrzynce.


Wczoraj przyszła ekipa zamontować nowe okno w kuchni. Pan Zdzisław ich pilnował. Już sobie wyobrażam, jakie gadki odchodziły:) Staremu oknu nic nie dolegało, ale okazało się, że jest za nisko i po zamontowaniu szafek nie dałoby sie go otworzyć. A ponieważ my jesteśmy raczej wyrośnięci więc i szafki muszą być wyżej niż standardowo. No i stąd ta wymiana. Szkoda tylko, że za tą cenę moglibyśmy kupić piekarnik i zmywarkę. Okno czeka jeszcze na upiększanie przez pana Zdzisia.


A teraz to, co spędza mi sen z powiek - podłoga. Po wyburzeniu kawałka ściany i wymianach drzwi, musimy ją w kilku miejscach uzupełnić. Boję się, że nie da się tego ładnie zrobić. I nawet umiejętności pana Zdzisława mogą być za małe, żeby podołać temu zadaniu.



Kupiliśmy nowe parapety. Oczywiście drewniane. I nie rozmyśliłam się z tym bieleniem:) Nie lubię, kiedy drewno żółknie od lakieru i słońca. A ponieważ nasze okna wychodzą na południe, to słońca nie brakuje. Na razie są jednak surowe i prezentują się tak:


Pierwotny plan remontu zakładał zakończenie wszystkich brudnych prac przed majówką. Zostało jeszcze zatarcie ścian w małym pokoju, wyrównanie ścian przy oknie w kuchni, uzupełnienie i polakierowanie podłogi, zafugowanie wszystkich kafelków, zamontowanie parapetów i malowanie. I na pewno jeszcze o czymś zapomniałam:) Może się uda?

Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...