Wiem, wiem, że piątek, że weekend, że większość z Was chce zapomnieć o pracy. Ja też chcę. Ale żeby to zrobić muszę domknąć temat domowego biura. A przynajmniej udawać, że pokazanie Wam obiecanych zdjęć pozwoli mi jakoś rozprawić się ze swoim pracoholizmem (bo znowu wzięłam sobie pracę do domu na weekend, cholera!) i nie wracać do tematu aż do poniedziałku.
Tak więc lecimy. Jak się okazało najbardziej przypadła Wam do gustu aranżacja w bieli, ale tuż za nią uplasował się wystrój starociowy i kolorowy. Oto i one w całej okazałości:
Tą świetną okulistyczną tablicę z napisem Warszawa kupiłam na Targach Rzeczy Ładnych. To taki wyraz mojego lokalnego patriotyzmu ;) Grafika została zaprojektowana przez Notoładnie Studio. Mają oni w swojej ofercie super gadżety z warszawskimi motywami i pewnie na coś jeszcze w przyszłości się skuszę.
A teraz czas na ostatnią aranżację której kolory i kształty nawiązują do motywów naturalnych. Mimo przekrzywionego abażuru (oj jakoś tego nie zauważyłam w ferworze przestawiania i fotografowania), miała ona swoich nieprzejednanych zwolenników wśród obu płci.*
Zauważyliście tę buteleczkę na parapecie? To jeden z kilku nowych, klamociarniowych łupów. Dawno mnie tam nie było, ale jak przypadkiem zajrzałam, to całą masę różnego szkła nakupiłam. Klamociarnie to zdradliwe miejsca. Wpada człowiek w czeluści, nie umie wyjść z pustymi rękami, a po zsumowaniu tych wszystkich świetnych okazji za grosze okazuje się, że jakiś nienajgorszy ciuch dałoby się za to kupić ;) Znacie to?
* - w tych czasach cholernej poprawności politycznej pisze człowiek jak gdyby nigdy nic o dwóch płciach, a potem przypomina sobie poranną dyskusję zasłyszaną w radio i zaczyna się zastanawiać, czy to wypada... ech ciężkie jest życie blogera ;)
Miłego dnia!
Marta






