wtorek, 4 lutego 2014

And the winner is...



Wielkie dzięki za za wszystkie głosy pod poprzednim wpisem. Muszę Wam jednak powiedzieć, że wcale nie ułatwiliście mi wyboru :) Każda aranżacja znalazła swoich zagorzałych zwolenników. Pierwsze dwie stylizacje szły łeb w łeb, a bardzo niedaleko za nimi uplasowały się dwie kolejne. Po dodaniu głosów z fejsa wyszło mi, że... wygrała stylizacja skandynawska.
Serio? Nie macie jeszcze dosyć bieli? 







Przyznaję, że nadal trudno mi się zdecydować na jedną ulubiona wersję tego kąta. Zrobiłam więc mały miks i w chwili obecnej króluje w tym miejscu wersja kolorowa bez kilku elementów, ale za to z dodatkami "ukradzionymi" ze stylizacji skandynawskiej i naturalnej. Ale możecie być pewni, że nie warto się przywiązywać do tego stanu, bo pewnie będą tutaj stale zachodzić jakieś zmiany. 
Anicja zapytała w komentarzu, gdzie chowam te wszystkie dodatki. Odpowiedź jest prosta - większości nie chowam. One po prostu wędrują sobie po mieszkaniu i w zależności od mojego nastroju tworzą różne konfiguracje. Czasem wsadzę coś do kartonu i o tym zapominam, a potem odkrywam ten element na nowo i zestawiam z zupełnie nowymi rzeczami. Raczej nie mam takich dekoracji, które są przypisane do jednego miejsca i nigdy go nie zmieniają. Raz butle stoją w sypialni na półce, innym razem w salonie na parapecie, a jeszcze kiedy indziej na podłodze w jadalni. I tak ze wszystkim. Przypuszczam,  że też tak macie. Macie?

Miłego dnia!
Marta

16 komentarzy:

  1. no pewnie , że mamy :))) i miksujemy każdego dnia :0)) Buziaki Martuś !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bez tego miksowania byłoby nudno ;)

      Usuń
  2. Mam dokładnie tak samo z dodatkami :) Wędrują to tu, to tam. Ale jednak część muszę chować do komody i pudeł, bo byłoby ich za dużo na wierzchu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie też część jest schowana do pudełek, ale nie ma tego dużo - zwykle są to dekoracje sezonowe, np. świąteczne. Jak coś wyjmuję, to co innego chowam. Ja wbrew pozorom staram się nie zagracać za bardzo przestrzeni i jednocześnie nie być niewolnikiem rzeczy.

      Usuń
  3. To nie był mój typ ;-). Pokaż wersję mieszaną! A pytam, bo choć moje "durnostojki" vel "kurzołapki" wędrują po mieszkaniu to niektóre po prosu na tyle mi się odwidziały, że chowam je i nie widzę wizji ich powrotu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takich, dla których nie ma powrotu zwyczajnie się pozbywam - zwykle oddaję w dobre ręce ;) Staram się nie przywiązywać do przedmiotów. To tylko rzeczy. Raczej nie traktuję ich sentymentalnie.

      Usuń
  4. a moje dodatki ciągle czekają w pudłach i mam już ich tyle że tego nie ogarniam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to połowę oddaj. Serio :)
      Na pewno cały czas dokupujesz coś nowego, bo przecież co chwila zachwycają nas nowe rzeczy więc dekoracji i tak Ci nie zabraknie. Nie warto zagracać domu czymś, do czego nie wrócisz, a może ktoś inny się z tego ucieszy i wykorzysta.

      Usuń
  5. I bardzo dobrze :) Zmieniaj, mieszaj, przestawiaj, a co! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. tak, tak, tak mam i ....... co gorsze..........uważam takie zachowania za niezwykły dar i nieziemską cechę głębi duszy, no cóż - ktoś taki jest po prostu cudownie wyjątkowy:):):) Bo nieliczni tak mają:) Ja sobie stworzyłam schowek (schowki) gdzie znikają na jakis czas przedmioty, które odkrywam po kolejnym czasie:) A może to się jakoś leczy?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że tego się nie leczy :) nawet byłoby nieźle, gdyby to czasem mogło być zaraźliwe ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...