Ciągle mam nie po drodze do szklarza, w związku z czym wymarzone i wyczekiwane lustro w wielkiej rzeźbionej ramie nadal nie zawisło w łazience. Nie jest to jak przypuszczam dla nikogo zaskoczeniem. Mam wrażenie, że zawrotne tempo naszych wnętrzarskich prac jest już powszechnie znane ;) Ale żeby nie było, że w temacie łazienkowych zmian nic się nie dzieje, pokażę wam dzisiaj nasz nowy dozownik do mydła. Owszem, duperelka, ale za to jaka ładna! I swoim motywem w sam raz pasująca do rzeźbionej ramy.




Gdyby ktoś się zastanawiał, co się w takim razie dzieje z pieczołowicie odnawianą przeze mnie ramą, uprzejmie donoszę, że ma się dobrze i obecnie zajmuje miejsce na salonach. Przypadły jej w udziale rejony przypodłogowe, ponieważ lubię ustawiać obrazy tak po prostu oparte o ścianę, a nie wieszać je jak Pan Bóg przykazał. W ramie - dla przełamania jej pałacowego charakteru - zadomowiła się tymczasowo grafika z graffiti Banksy'ego (mamy tego trochę w różnych kątach, co było widać m.in.
TU i
TU, a i tak jeszcze nie wszystko załapało się na zdjęcia).
A skoro są kwiaty na obrazie, to niech będą i w rzeczywistości. Te z poniższego zdjęcia królowały od tygodnia w jadalni. I niby są tam nadal, ale dzisiaj zebrałam wielgachny bukiet polnych kwiatów, który swoimi gabarytami zdetronizował poprzednika. Ale o nim może innym razem.
Przypominam jeszcze o trwającym
CANDY i zapraszam do zabawy.
Miłego dnia!
Marta