Obudziłam się dzisiaj rano o jakiejś barbarzyńsko wczesnej jak na niedzielę godzinie. Wszystko przez to słońce, wciskające się bezczelnie przez szpary w niby szczelnie zasłoniętych żaluzjach. Wstawanie zimą po ciemku - źle. Wstawanie przez nachalne promienie słońca - też źle.
Ale skoro i tak już nie spałam, postanowiłam wreszcie wykorzystać czas i światło i zrobić jakieś zdjęcia w naszej sypialni. Rok blogowania minął, a ona jeszcze się tu nigdy nie pojawiła. Dzisiaj pokażę Wam tylko jedną część, bo łóżka nie chciało mi się ścielić, a tak jakoś głupio zapraszać ludzi do rozbebeszonej, bądź co bądź intymnej części mieszkania.
Pokój jest malutki więc jak widać zmieściły się tu tylko najpotrzebniejsze graty. Oprócz tego, co widać na zdjęciach, jest jeszcze duży materac, który póki co leży na podłodze. Łóżka brak, bo żadna rama się nie zmieści. Jak kiedyś nam się zachce, to sami je zbudujemy przykręcając listwy do ścian i opierając na nich stelaż pod materac. Plan jest taki, że pod spodem będą wysuwane duże szuflady. Ale nawet najstarsi górale nie wiedzą, czy i kiedy uda się ten plan zrealizować.
Nad komodą chcemy powiesić jakieś półki i obrazki. Być może zajmie nam to mniej czasu niż budowa łóżka;)
Ceramiczne owoce już znacie z poprzedniego posta (przy okazji przypominam o urodzinowym candy). Ramki to lumpeksowy łup. Były okropne, czarne, z połyskującego plastiku i nikt ich nie chciał. Pewnie nikt nie umiał sobie wyobrazić jak zwykła farba w sprayu może je odmienić. I dobrze, dzięki temu teraz dumnie prezentują się u mnie na komodzie.
Oczywiście pierwotny plan na komodę był inny. Pewnie niektórzy pamiętają jak wcześniej pisałam, że chciałabym znaleźć jakiegoś starocia o ciekawym kształcie i w fajny sposób go odnowić. Niestety, póki co się nie udało. A że komoda to rzecz niezbędna, postanowiliśmy wykorzystać sprzedaż okazyjną w IKEA i nabyć właśnie tę. Może kiedyś podmienimy ją na tego idealnego starocia, jak już go znajdziemy. Niemniej jednak do tej sytuacji doskonale pasuje to zdjęcie, na które natknęłam się kiedyś w necie:
A jak z realizacją Waszych wnętrzarskich marzeń?
Miłego dnia!
Marta


