środa, 22 października 2014

Za siedmioma górami, czyli północna Istria

Nie wiem jak jest u Was, ale u mnie jest dziś wietrznie i deszczowo. A od jutra podobno idzie mróz! Trzeba więc szybko przedsięwziąć środki zaradcze, żeby nie dopadła nas jesienna deprecha. To co? kto chce się do mnie przyłączyć i pooglądać słoneczne zdjęcia z wakacji?

Dzisiaj w planie wycieczki północna Istria. Teleportujemy się z Budapesztu omijając wymarłe po sezonie miejscowości nad Balatonem i pochmurny, zatłoczony Zagrzeb. Zapraszam Was do zielonej, górzystej krainy, porośniętej jak okiem sięgnął gajami oliwnymi i winoroślą. Będąc tutaj koniecznie trzeba odwiedzić maleńkie, średniowieczne, kamienne miasteczka, w których czas jakby się zatrzymał. Koty wygrzewają się tu leniwie w słońcu. Pszczoły brzęczą przy ogromnych, kolorowych oleandrach. Dzieciaki podczas przerwy w lekcjach bawią się na niewielkim placyku pomiędzy szkołą z turkusowymi okiennicami i trzynastowiecznym kościółkiem. Pod żywopłotami stoją  zaparkowane wiekowe citroeny i zastawy. Za kamiennymi murkami kryją się maleńkie, ale bujne, tajemnicze ogrody, do których prowadzą malownicze furtki. Stół i krzesła zrobione z pni, ustawione pod wielkim drzewem, kuszą, żeby przysiąść i podziwiać dalekie widoki. Powietrze pachnie tymiankiem i rozmarynem. Tu nawet porzucone w kącie dachówki i stara konewka, które zdążyły już zarosnąć chwastami, wyglądają jak z pocztówki!















Miasteczka, które Wam pokazałam, znajdziecie opisane w przewodnikach jako hilltop towns. My odwiedziliśmy trzy z nich. Na początku pojechaliśmy do najmniejszej i najstarszej osady Roć, potem do nieco większego miasteczka Buzet. W obu tych miejscowościach byliśmy chyba jedynymi turystami :) Odwiedziliśmy też najbardziej klimatyczne, ale jednocześnie najbardziej znane i turystyczne miasteczko - Groznjan. Atmosfera tego miejsca jest niesamowita. Może dlatego, że jest ono we władaniu różnego rodzaju artystów. Wszędzie są galerie, pracownie ceramiczne, itd. Nawet tabliczki z nazwami ulic wykonane są z ceramiki! Jeśli będziecie w okolicy, koniecznie tu przyjedźcie. Warto nawet nadłożyć trochę kilometrów. A jeśli chcecie nakarmić nie tylko ducha, ale również ciało, to polecamy lokalną oliwę. Można ją kupić prosto od wytwórców!

Zostawiam Was ze słonecznymi fotkami. Następnym razem będzie już morze, żaglówki i rybackie sieci.

Miłego dnia!
Marta

niedziela, 19 października 2014

Kurz opadł, czyli relacja z Meetblogin

Tydzień temu o tej porze byłam w Łodzi, popijałam wino i plotkowałam z cudownymi, wesołymi, utalentowanymi kobietami. Okazją do spędzania czasu w tak miły sposób był Meetblogin, czyli spotkanie blogerów wnętrzarskich. Zjechała się nas wielka banda. Bardzo cieszyłam się na spotkanie ze starymi znajomymi, ale równie miło było poznać autorki blogów, podczytywanych przeze mnie od dawna, z którymi do tej pory nie miałyśmy okazji spotkać się w realu. Pełną listę obecności, a także program weekendu możecie podejrzeć u Uli - organizatorki całego przedsięwzięcia. 


Przyznaję, że jeśli chodzi o tempo publikowania różnych relacji, to zwykle peleton zostawia mnie daleko z tyłu. Nie inaczej stało się tym razem i przypuszczam, że część z was miała już okazję przeczytać różne relacje u innych dziewczyn obecnych na Meetblogin.  Nie chciałabym was zanudzać więc napiszę tylko o trzech punktach programu, najciekawszych z mojego subiektywnego punktu widzenia.
Pierwszego dnia najważniejsze dla mnie okazały się warsztaty, które zorganizowała dla nas marka Paradyż. W ich trakcie poznałyśmy obecne trendy w "modzie kafelkowej" i zobaczyłyśmy najnowszą kolekcję płytek. Później podzieliłyśmy się na zespoły i naszym zadaniem było stworzyć charakterystykę postaci, dla której następnie obmyślałyśmy wnętrze. Byłam w grupie z fantastycznymi babeczkami: Agutkiem i Lu. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, bo o ile postać wymyśliłyśmy szybko i zgodnie, o tyle tworząc moodboard obrazujący wnętrze musiałyśmy iść na pewne kompromisy. Fajnie było wykonywać taką pracę w zespole, bo dzięki temu nie było nudno, a my mogłyśmy się jeszcze lepiej poznać. 



Niesamowite było również to, że bazując na tych samych ogólnych informacjach wyjściowych, charakteryzujących osobę, dla której miałyśmy stworzyć wnętrze, dziesięć zespołów wymyśliło dziesięć zupełnie różnych aranżacji! A wydawałoby się, że większości z nas podobają się podobne style i podobne przedmioty. Może i tak jest, ale to nie ogranicza naszej kreatywności i różnorodności! Na końcu warsztatów oceniałyśmy nawzajem swoje prace i prezentacje. Oceniało je również jury złożone z bardzo miłych dziewczyn z Paradyża. I wiecie co? Wygrałyśmy! Nie spodziewałam się tego i cieszy mnie zwłaszcza fakt, że nie tylko jury, ale również pozostałe dziewczyny oceniły nasz moodboard najwyżej. Bardzo miło jest być docenionym przez takie specjalistki :))) Jeśli chcecie zobaczyć nasze dzieło to zapraszam TUTAJ.



Drugiego dnia cennym i ciekawym punktem programu był wykład Katarzyny Zadworny zorganizowany przez Fundację Piękna Polska. Wykład dotyczył marketingu bloga i znaczenia social mediów. Ta tematyka pozostaje dla mnie wciąż niezgłębiona, dlatego słuchałam pilnie, robiłam notatki i nie ukrywam, że czekam na więcej. (A skoro o social mediach mowa to przy okazji przypominam, że Foto st(w)ory mają swój profil na facebooku, na instagramie i na pinterest.) Dość stresującym momentem była chwila, gdy każda z nas miała opowiedzieć o tym, czym jej blog się wyróżnia. Myślę, że spora grupa (w tym i ja) miała duży problem z odpowiedzią na to pytanie. Ale bardzo ciekawie było słuchać odpowiedzi dziewczyn. Dzięki temu mogłam trochę lepiej poznać ich blogi, je same i dowiedzieć się dlaczego i o czym piszą.



Ostatnim punktem w programie naszego spotkania był wykład szalonej kobiety Dagmary Jakubczak, której dystans do siebie, energię i poczucie humoru uwielbiam. Prezentacja pt. “O potrzebie designu na co dzień, czyli obsesja grubego splotu” była prawdziwą wisienką na torcie. Mam nadzieję, że będę miała okazję uczestniczyć w kolejnych wykładach Dagmary, bo że takowe będą, nie mam wątpliwości.


Program meetblogin był bardzo intensywny, a dodatkowo różne jego punkty odbywały się w różnych częściach strasznie rozkopanego i zakorkowanego miasta. W związku z tym właściwie nie miałyśmy czasu na obejrzenie festiwalowych wystaw. Jedno co wam mogę powiedzieć, to że przestrzeń Art Inkubatora wygląda fantastycznie. Jeśli będziecie mieli okazję jedźcie i oglądajcie. Cegła, drewniane podłogi, loftowe klimaty - dla mnie bomba! Gdzieś w biegu udało mi się coś tam zobaczyć i cyknąć kilka fotek, ale mam ogromny niedosyt.





Gdybyście chcieli poczuć atmosferę naszego spotkania, podejrzeć co jeszcze działo się podczas pamiętnego weekendu w Łodzi, a także obejrzeć nieco więcej wystaw, koniecznie zajrzyjcie do albumu Karoliny. Wszystkie zdjęcia w tym poście, na których są ludzie, są właśnie jej autorstwa.

Dziewczyny, wiem, że to przeczytacie. Dziękuję Wam za ten wspólnie spędzony czas. Za masę uśmiechu i dobrej energii. Za to, że potraficie zarażać pasją. Za rozmowy, za wygłupy, za miłosne opowieści, za pizzę, za "zrób mi selfie" i za #love. A Izie dziękuję szczególnie za piękny portret. Cieszę się bardzo, że wreszcie osobiście poznałam niektóre z Was. Do następnego razu!


Miłego dnia!
Marta

środa, 15 października 2014

Migawki z podróży - Budapeszt cz. 2

Zdaję sobie sprawę, że część z Was czeka na relację z Meetblogin, czyli spotkania blogerów wnętrzarskich w Łodzi. Obiecuję, że będzie, ale weekend był tak intensywny, że potrzebuję chwili na ogarnięcie tematu. Na razie możecie zobaczyć fantastyczny efekt uboczny spotkania w postaci mojego nowego zdjęcia na pasku bocznym. Jego autorką jest Iza, którą pewnie znacie jako autorkę bloga cloroesdemialma. Nie wiem jak jej się to udało, ale pierwszy raz w życiu podobam się sobie na zdjęciu. Dziękuję Iza!

Tymczasem zapraszam na drugą część spaceru po Budapeszcie. Dziś zabieram was do Budy. Ta cześć miasta wygląda nieco inaczej niż Peszt. Przede wszystkim dlatego, że leży na wzgórzu. Jest tu więc sporo schodów. Jest też więcej zieleni i parkowych alejek, a starówka jest bardzo kolorowa i podobna do tego, co znamy na przykład z Gdańska - mniejsze domy, wąskie uliczki, malownicze zaułki, itp. Rozczarowało mnie jedynie otoczenie zamku, które nie tylko było słabo zagospodarowane, ale jeszcze leżały wokół ogromne sterty śmieci. Stanowiło to dziwny kontrast z resztą okolicy. Ale co ja się będę rozpisywać. Zobaczcie zdjęcia, a najlepiej zobaczcie Budapeszt na żywo - warto!
















 W Budapeszcie zaczęliśmy widywać obrazki, które później w Chorwacji stały się bardzo powszechne: wielkie oleandry w donicach, skutery, okiennice. Ale były też bardziej swojskie elementy, np. aleje wzdłuż których rosły ogromne kasztanowce, a na ziemi leżało mnóstwo kasztanów. I wiecie co? Nikt ich nie zbierał! Zarówno dzieci jak i dorośli mijali je obojętnie. Czy tam się nie robi kasztanowych ludzików i jesiennych dekoracji?

Miłego dnia!
Marta

środa, 8 października 2014

Migawki z podróży - Budapeszt cz.1

Po trzech tygodniach nieobecności wracam do blogowania. Przyznam, że nie mam żadnych wyrzutów sumienia z powodu przerwy, bo w tym czasie odpoczywałam, ładowałam akumulatory, podróżowałam, zwiedzałam i... robiłam tysiące zdjęć. W związku z tym w ciągu najbliższych tygodni będę was zasypywać postami podróżniczo-krajoznawczymi. Ale ponieważ ciągle pamiętam, że prowadzę blog o tematyce wnętrzarskiej (choć bardziej podoba mi się określenie: homestylowej), to postaram się skupić na detalach architektoniczno-dekoracyjnych, które zachwyciły mnie w odwiedzanych miejscach. Przyjemność wracania do wakacyjnych zdjęć będę sobie (i wam) dozować i przeplatać ostami stricte wnętrzarskimi. To co? Gotowi na pierwszy spacer?

Na początek zapraszam Was do Budapesztu. To moja pierwsza wizyta w madziarskiej stolicy, ale już wiem, że nie ostatnia. Gdyby nie napisy nie do wymówienia, można by się tu poczuć naprawdę swojsko. Większość dzielnic wygląda podobnie do tych w dużych polskich miastach, ale centrum ciągnące się wzdłuż brzegów Dunaju wymiata. Dziś wędrujemy po Peszcie. Zachwyciły mnie tu bogato zdobione secesyjne kamienice, niesamowita ilość kutych detali, rewelacyjne klatki schodowe i podwórka (na które bez skrupułów wchodziłam i podziwiałam mozaiki, wewnętrzne balkony, kręte schody itd.). Jeśli kochacie Paryż, to pokochacie również tę część miasta. Panuje tu podobna atmosfera, jest dużo zieleni, a w kawiarnianych ogródkach wieczorami gra muzyka na żywo. 
Bardzo podoba mi się jak w tę starą architekturę wpleciono nowoczesne elementy: modernistyczne lampy uliczne udające wielkie gałęzie, przeszklone centra handlowe, w których prostej elewacji odbijają się bogato zdobione kamienice, nowoczesne mosty w sąsiedztwie starych klasyków... no pięknie to wszystko wygląda. I widać, że miasto żyje, a nie jest jakimś skansenem (choć te żółte tramwaje żywcem wyjęte z lat 70-tych mogą zmylić).














Budapeszt zwiedzaliśmy bez przewodników w dłoni. Lubimy się tak "zgubić" i odkrywać różne cudowne zakamarki, do których pewnie nie zaprowadziłyby nas żadne książki. Dzięki temu możemy naprawdę poznać miasto, takim jakie jest. A w te turystyczne miejsca i tak zawsze trafiamy ;) 

To co, zachęceni? Obiecuję, że wkrótce będzie więcej. Chcę Wam jeszcze pokazać drugi brzeg Dunaju, czyli Budę, która wygląda nieco inaczej niż Peszt, ale równie pięknie. Muszę tylko odkopać się spod sterty zdjęć ;)

A póki co szykuję się na spotkanie blogerów wnętrzarskich, które odbędzie się w najbliższy weekend w Łodzi w ramach Festiwalu Designu. Już się nie mogę doczekać spotkania z dziewczynami i przebieram nogami odliczając dni ;) Kto wpadnie, żeby się z nami spotkać w centrum festiwalowym?


 Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...