środa, 4 stycznia 2012

Marzenia vs. rzeczywistość, czyli lampa w jadalni

Nowy rok zaowocował kolejnymi zmianami w naszym M. Zostałam ostatnio skarcona, że żaden news na ten temat nie pojawił się jak dotąd na blogu więc przywołana do porządku informuję, że przybyło nam między innymi trochę mebli. Ale o meblach innym razem. Dzisiaj, korzystając z tego, że w weekend na chwilę wyszło słońce i dało się zrobić, jako takie zdjęcia, prezentuję (znowu) jadalnię.


Jak widać zawisła nowa lampa. Już od dawna nie mogliśmy wytrzymać z górnym oświetleniem w postaci wiszącej pod sufitem papierowej kuli, choć lepsze to niż dyndająca na kablu żarówka. Od kilku miesięcy rozglądaliśmy się za jakąś prostą, industrialną lampą, ale ceny przyprawiały nas o palpitacje serca. Niestety okazało się, że wymarzone lampy, o których pisałam w tym poście są póki co poza naszym zasięgiem. No i tak jakoś wyszło, że przy ostatniej wizycie w IKEA spontanicznie zdecydowaliśmy się na zakup tej właśnie lampy. Ach ta IKEA - co my byśmy bez niej zrobili :)))


Lampa jest wielka, ale ponieważ mamy w planach w bliżej nieokreślonej przyszłości zakup dużeeeego stołu (jakaś mania wielkości, czy co), to będzie akurat pasować. A na razie nasz niewielki stolik - wciśnięty dodatkowo pod parapet najgłębiej jak się dało, żeby nie trącać choinki - wygląda na jeszcze mniejszy niż jest w rzeczywistości. Zakup musimy zaliczyć do bardzo udanych. Wreszcie zrobiło się przytulniej, a światło nie razi tak jak wtedy, gdy waliło z góry.


Jak widzicie choinka już dogorywa i zdaje się, że jej dni są policzone. Ale póki igiełki nie sypią się przy najmniejszym ruchu powietrza, jeszcze z nami pomieszka.
Natomiast świąteczne ozdoby z parapetu z całą pewnością znikną lada dzień.


Szykuje się kolejny długi weekend więc trzymajmy kciuki za dobrą pogodę. Jak znowu wyjdzie słońce, to może na kartach bloga zagości salon? A może ławka w przedpokoju? Kto wie:)

Miłego dnia!
Marta

niedziela, 1 stycznia 2012

Noworocznie

No i jest. Pierwszy dzień Nowego Roku. Przywitaliście go hucznie?


My spędziliśmy dzisiejszą sylwestrową noc w niezastąpionym gronie bliskich przyjaciół - nieodłącznych wspólników wypraw, zabaw, gier i przygód. I tak sobie myślę, że różne noworoczne życzenia: szczęścia, spełnienia marzeń, wielu radosnych chwil, itd. nie mogłyby się spełnić bez takich właśnie życzliwych osób wokół nas.
Dlatego życzę wszystkim, aby w tym nowym roku były blisko Was osoby, z którymi możecie się śmiać i płakać. Takie, które będą Wam kibicować w dążeniu do założonych celów, będą źródłem pozytywnej energii, będą Was inspirować. Takie, przy których możecie być sobą, wygłupiać się, bawić i nie martwić o to, co sobie inni o Was pomyślą. Takie, które w trudnych chwilach będą Was wspierać, pocieszać i bezinteresownie pomagać. Takie, bez których nie wyobrażacie sobie nie tylko tego kolejnego roku, ale wielu następnych lat.

Niby dziś jest dzień jak co dzień, a jednak gdzieś w tyle głowy wielu osób snują się podsumowania, plany, postanowienia. Ja właściwie specjalnych postanowień nie robię, ale może powinnam zacząć? Może takie - niby nic konkretnego, ale chciałabym się tego trzymać:


No dobra, życzenia życzeniami, postanowienia postanowieniami, ale pamiętajmy o jeszcze jednym... już za chwilę karnawał czas zacząć! Tak więc...


Miłego dnia!
Marta

wtorek, 27 grudnia 2011

Chwilo trwaj!

Jak minęły Wam Święta? Nasze były baaardzo rodzinne, ale inaczej się nie da, skoro rodzinka taka liczna:) I okazało się, że chyba jednak byliśmy grzeczni w tym roku, bo znaleźliśmy pod choinką dużo wspaniałych prezentów.
Po maratonie rodzinnych spotkań postanowiliśmy wczoraj wieczorem poleniuchować w domu, przy choince, delektując się gorącą herbatą z pomarańczą i goździkami. A ja testowałam statyw do aparatu, który dostałam w prezencie od Adama. Teraz już nie mam wymówek i muszę w końcu nauczyć się robić porządne zdjęcia:)




A na koniec jeszcze jeden muchomorek. W tym roku na naszej choince wyrosło ich trochę i aż się proszą, żeby je obfotografować.


Chociaż Święta już się skończyły, życzę nam wszystkim, aby ich atmosfera trwała jak najdłużej.

Miłego dnia!
Marta

środa, 21 grudnia 2011

Grzaniec - dobry na wszystko

Choróbsko zmogło mnie na dobre. Wszelkie domowe sposoby leczenia zawiodły i po raz pierwszy od dobrych kilku lat poddałam się i wylądowałam u lekarza. Efekt jest taki, że po trzech dniach siedzenia w domu, łykania antybiotyku, syropków i innych takich, nadal boli mnie gardło, mam zawalone zatoki, kaszel jak gruźlik i gorączkę. I szlag trafił przygotowania do Świąt. Nie ma choinki, pierniczków, ani żadnych świątecznych akcentów :( No może poza poisencją zwaną potocznie gwiazdą betlejemską, którą dostałam ostatnio w prezencie od przyjaciół.


Najgorsze jest to, że nie ma również prezentów. Zwykle staram się zamknąć temat gwiazdkowych zakupów do końca listopada, ale w tym roku porażka na całej linii. Rodzinko kochana, mam nadzieję, że Św. Mikołaj załatwi tę sprawę za mnie i coś fajnego Wam przyniesie.
Ciekawa jestem, czy jesteście lepiej przygotowani niż ja. Tych, którzy już upolowali świąteczne podarunki, zachęcam do lektury mojego tekściku na temat pakowania prezentów.


Postanowiłam umilić sobie nieco ten czas chorowania i przygotowałam pyszne lekarstwo - grzane wino :) I co z tego, że młoda godzina. Przecież jestem chora i nigdzie się nie wybieram.







Trzymajcie się ciepło i niech żadne choróbska Was nie dopadną. Na pewno jeszcze przed Świętami tu zajrzę więc życzenia będą później.

Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...