niedziela, 16 czerwca 2019

Barcelona na długi weekend - czyli co trzeba zobaczyć w stolicy Katalonii

Większość z nas ma takich przyjaciół, których zna długie lata, z którymi przeżyło masę przygód, dzieliło wspólne pasje, radości, ale też smuteczki. Takich, z którymi teraz nie widujemy się za często, ale wiadomo, że są dla nas ważni. A gdy już się spotkamy, to nie możemy się nagadać i w ogóle wydaje się, jakbyśmy ostatnio widzieli się jakoś... wczoraj. Znacie to? 


Jedną z takich osób jest Agnieszka - moja przyjaciółka od najmłodszych lat, z którą przesiedziałam osiem lat w jednej ławce. Aga od dłuższego czasu nie mieszka w Polsce i zwykle spotykałyśmy się przy okazji jej wizyt w ojczystej ziemi. Podczas jednego z takich spotkań Aga zaproponowała, żebyśmy następnym razem porzuciły na chwilę mężów, dzieci i szarą codzienność i zobaczyły się w jakimś miejscu, gdzie żadna z nas jeszcze nie była. No, czy to nie brzmi wspaniale? I tym sposobem przywitałyśmy się pewnego wiosennego dnia na lotnisku w Barcelonie. Czekały nas 4 dni ploteczek, zwiedzania i poznawania katalońskich smakołyków. Z wrażenia zabrałam na wyjazd aparat bez akumulatorków więc wybaczcie, ale tym razem post będzie ilustrowany zdjęciami z telefonu. Zapraszam was na wspólne zwiedzanie stolicy Katalonii.


LA RAMBLA

Nie jestem pewna, czy to powinien być pierwszy punkt, ale skoro my od tego zaczęłyśmy zwiedzanie (nie licząc wieczornej wizyty w barze z tapasami, aby wznieść toast lokalnym winem za spotkanie), to zacznę opis od La Rambla. 
To chyba najsłynniejsza ulica w mieście.  A skoro najsłynniejsza, to również najbardziej zatłoczona. Dlatego przyszłyśmy tutaj rano, kiedy nie ma jeszcze tłumu turystów i czyhających na nich kieszonkowców ;) Deptak ciągnie się od okazałego pomnika Kolumba usytuowanego na wybrzeżu, aż do ruchliwego Placa de Catalunia. Spacerując pod platanami spotkacie ulicznych artystów, grajków, malarzy, kwiaciarki i różnej maści handlarzy. Jeśli chodzi o handel pamiątkami, to kupicie tu dokładnie to samo co na Krupówkach, z tą różnicą, że cena w euro więc sobie darujcie. Spacerując skupcie się raczej na pięknych fasadach budynków, ukwieconych balkonach i uroczych kawiarenkach. Moją uwagę przykuł szczególnie teatr El Liceu i dom chiński. Ale jak dobrze poszukacie, to znajdziecie również hotel, w którym swego czasu pomieszkiwał Fryderyk Chopin.


LA BOQUERIA

Przechadzając się po La Rambla zajrzałyśmy na słynne targowisko la Boqueria. Można tutaj kupić tradycyjne katalońskie produkty spożywcze poczynając od ogromnych szynek, poprzez wiele gatunków serów, oliwek i różnych tapas, aż po świeże owoce morza. Stoiska są tak bogate i apetyczne, że można dostać jedzeniowego oczopląsu. Na dodatek część stoisk oferuje jedzenie na miejscu więc nikt stąd głodny nie wyjdzie. Jeśli nie macie w planie dłuższego biesiadowania, to chwyćcie porcję bajecznie kolorowych, świeżo krojonych owoców (genialne w upalny dzień) i ruszajcie zwiedzać dalej. A gdy zupełnie nie chcecie nic kupować (seriously?!), to i tak zajrzyjcie na moment, żeby zobaczyć to miejsce.
Targ jest czynny od poniedziałku do soboty w godzinach 8-20. Wokół niego, pod arkadami jest też sporo kawiarenek i sklepów z winem.

la Boqueria

la Boqueria

SZLAKIEM GAUDIEGO - PASSEIG DE GRACIA

 Za Placa de Catalunia zaczyna się najbardziej ekskluzywna ulica w mieście, czyli Passeig De Gracia. To tutaj na początku XX wieku katalońscy bogacze chwalili się drogimi powozami, wyfiołkowanymi żonami, no i ma się rozumieć, tutaj budowali okazałe kamienice, w których urządzali wystawne przyjęcia. Od tamtej pory minęło ponad sto lat, a na Passeig De Gracja panują nadal te same obyczaje. Tylko konie zostały zamienione na mechaniczne i toalety bogatych hiszpanek mają nieco inny krój ;) Na szczęście boskie, secesyjne kamienice stoją tak jak stały i zachwycają swoją architekturą, zdobieniami fasad, kształtami okien i dbałością o detale. 

Spacerowałyśmy tą ulicą zadzierając głowy do góry i podziwiając piękne budynki oraz niesamowite secesyjne latarnie uliczne, gdy w końcu wpadłyśmy na kłębiący się na chodniku tłumek, który z amokiem w oczach coś fotografował. To był niewątpliwy znak, że dotarłyśmy pod numer 43 do Casa Batllo - najsłynniejszej kamienicy w Barcelonie zaprojektowanej przez Gaudiego. Jej fasada nie tylko ma piękny kształt, ale również nietypowe kolory. Dzięki zdobieniom mieni się różnymi odcieniami w zależności od światła i pory dnia. Budynek można zwiedzać w środku, ale bilet najlepiej zarezerwować wcześniej on-line. My weszłyśmy jeszcze w boczną uliczkę, żeby zobaczyć jak wygląda od podwórka i mogę wam zdradzić, że są tam również piękne balkony i ciekawa fasada, ale w zupełnie innym stylu, niż te od frontu. Nie poznałabym po zdjęciach, że to ta sama kamienica.


Kawałek dalej, przy Passeig De Gracia 92 stoi inny budynek Gaudiego - Casa Mila. Ta modernistyczna kamienica zachwyciła mnie absolutnym brakiem linii prostych. Tutaj nawet sufity falują. Podoba mi się jak surowy kamień, kontrastuje z miękkimi kształtami budynku. Wspaniałe są również kute balustrady balkonów imitujące roślinne motywy. Ten budynek wydaje się tak nietypowy i odważny, że aż trudno uwierzyć, że ma już ponad 110 lat! 

Myślę sobie, że Barcelona miała podwójne szczęście. Po pierwsze tworzył tam Antonio Gaudi, który pod względem kreatywności i przełamywania schematów nie miał sobie równych w tamtych czasach. A po drugie, żyli tam bogaci Katalończycy, którzy doceniali talent i wizje Gaudiego, zamawiali u niego te niesamowite projekty i co najważniejsze - wykładali na to masę forsy z prywatnych kieszeni. Wszystkim artystom życzę tak wyrozumiałych i hojnych mecenasów. A wszystkim miastom takich twórców. Bo wiecie, jak czytam, że krzywy domek w Sopocie był inspirowany pracami Gaudiego, to się zastanawiam, czy polscy architekci na pewno te prace widzieli?


Poniżej wrzucam jeszcze trochę ujęć z Passeig De Gracia i okolicy, żebyście mogli poczuć klimacik. Jest ĄĘ i ogólnie na wypasie. W tych kamienicach mieszczą się drogie apartamenty, biura i ekskluzywne sklepy. Ja zachwycałam się oczywiście przepięknymi drzwiami i tym co się za nimi kryło.








Nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystywała okazji żeby sprawdzić, co się chowa za ozdobnymi drzwiami kamienic. W centrum Barcelony jest to o tyle łatwe, że są one otwarte, bo w budynkach mieszczą się liczne biura i sklepy. O matko i córko, jakie to wspaniałe, że za te drzwi da się zajrzeć! Bo tam są prawdziwe cuda: mozaiki, marmury, kasetonowe sufity, materiałowe tapety, sztukaterie, lampy jak dzieła sztuki, kute poręcze, złote domofony, witrażowe okna, rzeźbione skrzynki na listy i wisienka na torcie - ponad stuletnie windy. A przy tych windach panowie , którzy je obsługują. Siedzą sobie w takich malutkich portierniach, miło się uśmiechają i z pobłażaniem patrzą na wariatki takie jak ja :) Poniżej kilka fotek dla przykładu - każda z innej klatki schodowej.




A poniżej wnętrze jednego z sieciówkowych sklepów mieszczącego się w starej kamienicy zaadaptowanej na cele handlowe.



SZLAKIEM GAUDIEGO - SAGRADA FAMILIA

Przewodniki powiedzą wam, że Sagrada Familia jest symbolem Barcelony i największym projektem Gaudiego. Że jej budowa trwa już od 130 lat. Że w trakcie hiszpańskiej wojny domowej jej plany zostały zniszczone i następcy projektanta nieźle się namęczyli, żeby je odtworzyć. Że jej budowa jest finansowana jedynie z datków wiernych i wpływów z biletów. Że do tej pory zbudowano dopiero 8 z planowanych 18 wież więc jest szansa, że nie dożyjemy zakończenia jej budowy. Że można zwiedzać nie tylko wnętrze ale również kryptę, w której pochowano Gaudiego, albo wjechać na jedną z wież aby podziwiać widoki... itd.

A ja wam powiem, że jest... dziwna. Nieoczywista. Zaskakująca. Inna niż wszystkie kościoły jakie widzieliście. Jednocześnie szpetna i zachwycająca. Kiczowata. Eklektyczna. Poplątana. Monumentalna. Uduchowiona. Niezwykła. Szalona. Symboliczna. Abstrakcyjna. Kolorowa. Piękna. 
Tyle sprzecznych uczuć, a nawet nie byłam w środku :))) Tym razem zależało nam na poznaniu miasta, ale przy okazji kolejnej wizyty na pewno zarezerwuję wcześniej bilet i czas na zwiedzanie.

Bilet teoretycznie można kupić w dniu zwiedzania, ale wolę nie myśleć ile czasu stoi się w słońcu w tej długiej kolejce (a tym bardziej jak długa robi się ona w typowo turystycznym sezonie). 
Polecam kupowanie biletów on-line na wybrany dzień i godzinę. 
Bazylika jest otwarta od listopada do lutego w godz. 9.00 - 18.00; w marcu i październiku w godz. 9.00 - 19.00; od kwietnia do września w godz. 9.00 - 20.00. 
Ceny zależą od wybranych opcji zwiedzania.

Tuż obok znajduje się przyjemny park z sadzawką, placem zabaw, piękną zielenią i  papugami latającymi nad głowami. W okolicy jest też sporo barów i kawiarni. To miłe miejsce, żeby zrobić mały odpoczynek w trakcie zwiedzania.


Barcelona

Jeśli tak jak my, wolicie lepiej poznać okolicę, zamiast stać w kolejce do zwiedzania wnętrza kościoła, to raczej nie będziecie rozczarowani. Kamienice w tej części miasta to prawdziwe dzieła sztuki. Na wielu z nich powiewają dumnie katalońskie flagi i symboliczne żółte wstążki. Duch niepodległościowy w Barcelonie jest bardzo silny i widoczny.


SZLAKIEM GAUDIEGO - PARK GUELL

Kolejny punkt na liście must see to Park Guell nazwany od imienia swojego fundatora Eusebio Guella. Był ów Eusebi znanym barcelońskim inżynierem i przedsiębiorą. Do tego miał bardzo bogatą mamusię. No i sami rozumiecie, że jak się ma pieniądze, to trzeba je inwestować. A Eusebi miał dużo pieniędzy, dużo pomysłów i dużą słabość do projektów Gaudiego.  Postanowił więc wybudować na zboczu Muntanya Pelada ekskluzywne osiedle-ogród dla bogaczy i zatrudnił Antoniego jako głównego projektanta. Niestety wspomniani bogacze mieli nieco odmienną opinię co do talentu Gaudiego niż jego główny sponsor i gdy zobaczyli pierwsze budynki, to nimi ostentacyjnie wzgardzili i było po biznesie. Zamieszkali więc sobie panowie G i G w dwóch z wybudowanych w parku domach, a Gaudi dalej tworzył w ogrodzie dziwne budowle i mozaiki, aż do czasu, gdy przeprowadził się bliżej budowy kościoła Sagrada Familia. Jak tak sobie patrzyłam na te bajkowe wille, to myślałam, że mieszkałabym :)

Jak już wspomniałam Park znajduje się na zboczu wzgórza (taaa - jak wszystko w Barcelonie) więc trzeba się do niego trochę wdrapać, ale warto, bo są stad piękne widoki na panoramę miasta. Park jest okazałych rozmiarów i dzieli się na część płatną i bezpłatną. Część płatna obejmuje główny pawilon z salą kolumnową i tarasem nad nią. Na tarasie usytuowane są mozaikowe ławeczki, na których wszyscy turyści obowiązkowo robią sobie zdjęcia. A my takiego zdjęcia w rodzinnym albumie nie mamy, bo do części płatnej nie poszłyśmy. Wszystko przez to, że trwał akurat remont, taras był niedostępny, a zamiast kolorowych mozaik można było podziwiać worki z cementem. Mimo to wizyta w parku i tak była udana. Część bezpłatna jest duża, ma piękną roślinność, jest w niej sporo dziwacznych mostków, balkoników, kolumienek i innych dziwnych budowli. Tutaj stoją domy Guella i Gaudiego (w tym drugim jest muzeum poświęcone artyście).


Barcelona, tak jak większość dużych miast, jest pełna kontrastów. Warto pamiętać, że hiszpańska wojna domowa nie ominęła tego zakątka kraju. Niedaleko Parku Guell znajduje się gęsto zabudowana dzielnica niewielkich, raczej biednych domków, które kiedyś zamieszkiwali robotnicy i uchodźcy. Podobne zobaczycie w okolicy wzgórza El Carmel, które warto odwiedzić w porze zachodu słońca. Barcelońska młodzież przychodzi tu pić wino na ruinach dawnych bunkrów. My niestety nie wzięłyśmy ze sobą butelki lokalnej Cavy, ale widok na miasto i morze nam to trochę wynagrodził ;)



PLAŻA BARCELONETA I PORT VELL

Nasz hotel mieścił się w świetnym miejscu - dokładnie pomiędzy plażą Barceloneta a najstarszą dzielnicą Barri Gotic. Specjalnie wybrałyśmy taką lokalizację. Chciałyśmy podziwiać zachodzące nad morzem słońce i robić pikniki przy szumie fal. No cóż, prawda jest taka, że pogoda mocno zweryfikowała nasze plany. My jednak nie z tych, co się łatwo poddają, dlatego pomimo wiatru urywającego głowy przeszłyśmy plażą kilka kilometrów. Turystów nie spotkałyśmy, ale surferów, deskorolkarzy, wszelkiej maści sportowców ćwiczących w siłowni plenerowej i wiekowych graczy w domino było całkiem sporo. Sporo było również ekskluzywnych jachtów zacumowanych w marinach i afrykańskich handlarzy sprzedających wszelkiej maści podróbki butów, torebek, okularów, itp.

Najstarsza część portu to Port Vell znajdujący się tuż koło pomnika Kolumba i ulicy La Rambla. Niedaleko stoją piękne budynki Muzeum Morskiego i Muzeum Katalonii. W okolicy jest też dużo charakterystycznych rzeźb m.in. wielki, uśmiechnięty homar projektu Javiera Mariscala, mozaikowa Barcelona Face stworzona przez Raya Lichtensteina, siedząca para La Pareja autorstwa Lautaro Diaza, oraz wiele innych nawiązujących np. do igrzysk olimpijskich. Na mnie ogromne wrażenie zrobiła rzeźba-licznik, która od dwóch lat wyświetla liczbę uchodźców, którzy utonęli w Morzu Śródziemnym próbując przedostać się do Europy.

Z okolic portu można wjechać czerwonym wagonikiem kolejki linowej na szczyt wzgórza Montjuic (tak, kolejne wzgórze), ale my postanowiłyśmy nie ryzykować, że przeoczymy jakieś ciekawe zakamarki miasta i wdrapałyśmy się na wzgórze na piechotę. Witałyśmy wagoniki na szczycie ;)









WZGÓRZE MONTJUIC I PLACA D'ESPANIA

Wzgórze Montjuic jest bardzo rozległe. Od strony portu, tam gdzie dojeżdża czerwony wagonik (p.s. jest też kolejka Teleferic de Montjuic, którą można podjechać wzdłuż zbocza) jest piękny park, stare fortyfikacje i olimpijskie obiekty sportowe.
Po drugiej stronie stoi bogato zdobiony Palau Nacional, w którym obecnie ma siedzibę Narodowe Muzeum Sztuki Katalońskiej. Słyszałam, że są w nim dobre wystawy więc przy okazji następnej wizyty chętnie je odwiedzę. 
Postanowiłyśmy, że drugą stronę wzgórza zwiedzimy zaczynając wspinaczkę od Placa d'Espanya. To ogromny plac u podnóża. Znajduje się na nim dawna arena walk byków (obecnie centrum handlowe), bogato zdobiona fontanna i dwie strzeliste wieże. Kierując się od placu w stronę Palau Nacional doszłyśmy do Caixa Forum - centrum kulturalnego i społecznego. Mieści się ono w budynku dawnej fabryki. Miejsce zostało przeprojektowane w stylu Art Nouveau i dziś wspaniale łączy architekturę starych, ceglastych wieżyczek, nowoczesnego białego kamienia i szkła. Czyli taki miks, jaki lubię najbardziej. W środku znajdują się różne wystawy czasowe, są organizowane warsztaty, a także jest miła kawiarnia z tarasem na dachu, w której można napić się zimnej kawy i coś przekąsić. My tak właśnie zrobiłyśmy, żeby zebrać siły na dalszą część wieczoru, czyli pokaz fontann. Tuż obok stoi niemiecki pawilon wystawowy zaprojektowany przez słynnego architekta Ludwiga Mies van der Rohe.




FONTANNA MAGICA

Widziałam już pokazy fontann w różnych miastach Europy, ale żaden z nich nie może się równać z tym barcelońskim. To głównie zasługa rozmachu przedsięwzięcia. Kaskady wody spływają wzdłuż wzgórza od Palau Nacional na szczycie, aż do Placa d'Espania. Wieczorem są pięknie podświetlone. Jednak główny pokaz koncentruje się wokół ogromnej, okrągłej, kilkupoziomowej fontanny usytuowanej mniej więcej w połowie wzgórza. Warto przyjść wcześniej i zająć miejsce na wielkich schodach tuż przy czterech charakterystycznych kolumnach. Z tego miejsca najlepiej widać całość. Jeśli chcecie stanąć blisko fontanny, to weźcie pod uwagę kierunek wiatru. Snopy wody unoszą się dość wysoko i po godzinie można być nieźle przemoczonym ;) 
Pokaz to oczywiście połączenie muzyki, iluminacji i "tańca" wody. Wstęp jest darmowy. Spektakle zaczynają się po zmierzchu więc w zależności od pory roku są to różne godziny. Od listopada do marca pokazy odbywają się w piątki i soboty, a w pozostałych miesiącach od czwartku do niedzieli.


PARK DE LA CIUTADELLA

Trzy przecznice dzieliły nasz hotel od Parku  Cytadeli, nie mogłyśmy więc odmówić sobie spaceru po tym pięknym, zielonym i spokojnym zakątku miasta. Kiedyś na tym terenie faktycznie stała królewska cytadela, ale wraz z zakończeniem rządów znienawidzonego, hiszpańskiego władcy i ona zakończyła swój żywot. Po jej zburzeniu urządzono tu duży park. Jednak nadal jest on związany zarówno z władzą jak i poprzednimi zabudowaniami. Obecnie w zachowanym budynku dawnego arsenału swoją siedzibę ma parlament Katalonii.
W parku znajdziecie też inne znane budowle. Przede wszystkim 30-sto metrowy łuk triumfalny z 1888 roku stanowiący bramę główną; fontannę Font De La Cascada, w której projekcie miał swój udział (a jakże) Gaudi; Muzeum Zoologii zwane również Zamkiem Trzech smoków, w którym podobno poza wspaniałymi eksponatami można obejrzeć równie zachwycające wnętrza (muszę to sprawdzić podczas kolejnej wizyty) oraz oranżerię Hivernacle znajdującą się tuż obok muzeum. Część parku zajmuje ogród zoologiczny.
Park to idealne miejsce na piknik i spotkanie ze znajomymi. Poza piękną, egzotyczną roślinnością jest tu również sztuczne jezioro, po którym można pływać łódką i oglądać kolorowe ryby i żółwie. W sezonie letnim odbywa się tu dużo imprez plenerowych. Park wygląda ładnie również nocą. Miałyśmy okazję przespacerować się po zmroku główną aleją, którą pięknie rozświetlają ogromne, secesyjne latarnie - równie charakterystyczne dla tego miasta jak płyty chodnikowe ;)



park de la ciutadela

BARRI GOTIC

Opisanie tej dzielnicy zostawiłam sobie na deser.  To najstarsza część miasta pełna małych placyków, starych kościołów, malowanych od spodu balkonów zastawionych gęsto bujną roślinnością. Warto się tu trochę zgubić. Miłośnicy prozy Zafona odnajdą z pewnością klimat z jego książek. Wąskie, zacienione uliczki wykluczają ruch samochodowy i dają wytchnienie w upalne dni. W tej części miasta znajduje się wiele zabytków, a co za tym idzie jest tu wielu turystów i... kieszonkowców.  My na szczęście, żadnego nie spotkałyśmy, ale trzeba się bardzo pilnować. Ta dzielnica tętni życiem w dzień i w nocy. Jest tu sporo barów i z pewnością można stwierdzić, że to imprezowe zagłębie Barcelony.

My mieszkałyśmy bardzo blisko pięknej bazyliki Santa Maria del Mar z ogromną rozetą na fasadzie, ale to nie jedyna gotycka świątynia warta zobaczenia. Spacerując po tej dzielnicy trzeba koniecznie odwiedzić również kościół Santa Maria del Pi i katedrę świętej Eulalii. Katedra ma fantastycznie zdobioną fasadę i kolumny. Zajrzyjcie również na dziedziniec znajdujący się na tyłach katedry. Czeka tam na was niespodzianka: w krużgankach ozdobne ołtarze a na środku egzotyczna roślinność, sadzawka i... 13 żywych gęsi, które żyją tam sobie zgodnie z wielowiekową tradycją i mają w głębokim poważaniu zaskoczonych turystów. W okolicy podziwiać można również spore fragmenty murów, które pochodzą jeszcze z czasów rzymskich. Przechadzając sie krętymi uliczkami z pewnością prędzej czy później traficie na Placa de Sant Jaume (przy którym stoi okazały ratusz Casa de la Ciutat i siedziba władz regionu Palau de la Generalitat de Catalunya) i na Placa Reial, który zachwyca fontannami, palmami i pięknymi arkadami w podcieniach budynków. A stąd już tylko kilka kroków i znowu znajdziecie się na La Rambla.










NOWOCZESNA ARCHITEKTURA

Architektura centrum Barcelony to nie tylko bogato zdobione, zabytkowe kamienice, ale również ciekawe przykłady nowoczesnego projektowania. Sporo pomysłowych budynków stoi na terenie uniwersytetu, tuż obok Parku Cytadeli, ale nietypowe fasady przykuwają uwagę również na innych ulicach miasta. Myślę, że wiele z nich sam Gaudi uznałby za interesujące. Podoba mi się jak te nowe budynki są wplatane w tkankę miejską, a jednocześnie - mimo tego, że czasem są bardzo wyraziste - nie dominują przestrzeni.
Poza tym w ostatnich latach w mieście pojawiło się kilka bardzo charakterystycznych wieżowców, jak np. przypominający żagiel i stojący przy samym morzu budynek W Barcelona, nawiązujący kształtem do pocisku (choć wiele osób ma inne skojarzenia) wieżowiec Torre Glories lub nadmorska zabudowa terenu igrzysk olimpijskich Port Olimpic.


CO I GDZIE ZJEŚĆ

W Barcelonie nie da się chodzić głodnym. Jest tu bardzo dużo kawiarni, malutkich piekarni oferujących w ciągu dnia różnego rodzaju wypieki oraz restauracji i barów, które ożywają wieczorami i nocami serwując przepyszne tapas i wino. W barach zwykle jest mało miejsc siedzących i je się często na stojąco. Najlepsze lokale poznacie po tłumie stojącym przed wejściem z kieliszkiem wina w jednym ręku i oliwkami w drugim. Warto zamówić zestaw przekąsek i spróbować tego co w Katalonii najpyszniejsze: oliwek, lokalnych serów, faszerowanych papryczek, a jak jadacie mięso, to również tutejszych długo dojrzewających szynek. 
Na większy głód najlepsza będzie tradycyjna paeilla z owocami morza (owoce morza duszone z warzywami i ryżem) serwowana na gorącej patelni. Sprawdźcie tylko wcześniej jaki jest rozmiar porcji, bo może warto wziąć jedną na dwie osoby ;) Do picia koniecznie sangria. W Barcelonie robią ją inaczej niż zwykle - bazą nie jest czerwone wino, ale lokalna Cava, która sprawia, że sangria jest jaśniejsza i delikatniejsza. Pycha, musicie tego spróbować!


JAK SIĘ PORUSZAĆ PO MIEŚCIE

Na samo wspomnienie bolą mnie nogi, ale prawda jest taka, że najwięcej można zobaczyć, gdy chodzi się po mieście pieszo. Są tylko dwa problemy. Po pierwsze Barcelona jest dość rozległa. Po drugie jest położona na całkiem sporych wzgórzach. Podstawą jest więc dobry plan zwiedzania. Warto dobrze przemyśleć zarówno miejsce noclegu, jak i scenariusz każdego dnia. My przechodziłyśmy każdego dnia wiele kilometrów, ale i tak nie dałybyśmy rady zobaczyć wszystkiego, gdyby nie metro
Na szczęście sieć linii metra w Barcelonie jest dobrze rozbudowana i łatwo przerzucić się z jednej strony miasta na drugą. Każda linia jest oznaczona numerem i kolorem więc raczej trudno się zgubić.  Jeśli planujecie dłuższy pobyt, to polecam wykupić którąś z kart, dzięki czemu nie będziecie musieli szukać biletomatów i zaoszczędzicie sporo pieniędzy. Najlepiej wybrać kartę T-10, która uprawnia do 10 przejazdów i może być użytkowana przez więcej niż jedną osobę lub kartę Hola Barcelona, która jest ważna od momentu skasowania przez 2 do 5 dni (w zależności od wykupionej opcji). Karty są ważne również podczas przejazdów autobusem, co osobiście przetestowałyśmy. Oprócz normalnej komunikacji kursują tu na kilku liniach również Turist Busy, z których można obejrzeć największe atrakcje miasta. 
Jest też specjalna linia autobusowa dowożąca pasażerów bezpośrednio pod terminale na lotnisku.


Po tych czterech dniach w Barcelonie miałam dwa przemyślenia.

1. Na pewno tu jeszcze wrócę. Mam niedosyt spacerów po Barri Gotic. Chcę zobaczyć wnętrze bazyliki Sagrada Familia. Planuję wspiąć się na wzgórze Tibidabo, zobaczyć od środka Pałac Muzyki i obejrzeć wystawy w Museo Nacional de Art de Catalunia. Chcę w końcu wypić wino na plaży przy dobrej pogodzie i może zobaczyć jakiś mecz FC Barcelona ;) Chcę pokazać to miasto mężowi.

2. Babskie wyjazdy i wspólne zwiedzanie są super. Należy uczynić z tego coroczną tradycję. Kontynuacją tego postanowienia była moja tegoroczna wizyta u Agnieszki w Londynie (o czym kiedyś pewnie napiszę więcej), a za rok mam nadzieję na kolejny wspólny przedłużony weekend.

A wy byliście w Barcelonie? Jak wrażenia? Powinnam coś jeszcze wpisać na listę miejsc do zobaczenia podczas kolejnej wizyty? A może macie pomysł na kolejne miasto, które mogłybyśmy razem z Agą odwiedzić?

Miłego dnia!
Marta

6 komentarzy:

  1. Dzięki Marta za świetny wpis-przewodnik. Naprawdę pięknie spędziłyście weekend. Świetne i zachęcające do wycieczki po Barcelonie fotki.

    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. starałam się, żeby wpis był przydatny dla tych, którzy planują podobną wycieczkę. Mam nadzieję, że sama ją za jakiś czas powtórzę ;)

      Usuń
  2. Wspaniała relacja. Barcelona jest przepiękna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie byłam w Barcelonie, ale po zobaczeniu relacji z Twojej podróży koniecznie muszę się tam wybrać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super przewodnik po Barcelonie. Będę pamiętać te wskazówki na przyszłość. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...