Wiosna miała przyjść, ale jakoś się ociąga. Padający jeszcze chwilę temu mokry śnieg zamienił się w deszcz ze śniegiem. Jest zimno i ponuro. Nie wiem jak wy, ale ja żeby nie dostać totalnej deprechy staram się walczyć z wszechogarniającą szarzyzną. Co prawda nie mam różowych okularów, ale za to mam wściekle różowy parasol:) Mogłabym napisać, że taki prawie amarantowy, ale nie chcę zmuszać facetów do pytania wujka Google, co to za kolor (a wiem, że faceci też tu czasem zaglądają).
Tak więc łażę po ulicy i przyciągam spojrzenia i jakoś tak mi od razu lepiej z tym różem. I nie myślcie sobie, że blond włosy mają z tym coś wspólnego, bo ja z charakteru jestem ruda (bo podobno to rude są wredne).
A na dzisiaj mam jeszcze jedną receptę. Oto instrukcja:
Jeszcze tylko odpowiednie hasło...
...i od razu robi się tak jakoś optymistyczniej:)
Byle do wiosny!
Przypominam, że wciąż jeszcze można wziąć udział w moim urodzinowym candy. Zapraszam do zabawy.
Miłego dnia!
Marta





























