Dziś dzień dziecka. Czujecie, że to Wasze święto? Ja zdecydowanie zamierzam świętować:)
Nie wiem jak to jest, ale gdy jesteśmy mali, to strasznie chcemy być już dorośli i samodzielni. Wyczekujemy niecierpliwie, kiedy będziemy mogli robić "te wszystkie rzeczy", których dzieciom nie wolno. A potem, gdy ta dorosłość dopada nas z całym dobrodziejstwem problemów, kredytów, trudnych sytuacji życiowych, z którymi trzeba się zmierzyć, to tęsknimy do beztroskich, dziecinnych lat. No w każdym razie, ja tak mam.
I chyba im jestem starsza, tym bardziej staram się świadomie pielęgnować to dziecko, które wciąż siedzi wewnątrz mnie. Dostrzegać różne drobne rzeczy, które nas otaczają i cieszyć się nimi. Doceniać przyjemności. Patrzeć w niebo i wymyślać, co swoim kształtem przedstawiają chmury. Zajadać galaretkę z truskawkami - jeden z ulubionych deserów dzieciństwa, itd.
Na stronie Marc'a Johns'a, z której pochodził rysunek zamieszczony w poprzednim poście, znalazłam jeszcze kilka doskonale pasujących do dzisiejszego dnia. Pierwszy powinien być właściwie mottem na 365 dni w roku:
No i wszystko się zgadza. Dyrygowałam orkiestrą i udawałam, że mam papierowy teleskop. Do tego bawiłam się w chowanego i podchody, grałam w klasy i w zbijaka, skakałam w gumę, łaziłam po drzewach, fikałam fikołki na trzepaku, ganiałam boso po kałużach w trakcie burzy, itd. Długo by wymieniać:)
A jakie były wasze ulubione zabawy w dzieciństwie? Coś szczególnie utkwiło wam w pamięci?
Miłego dnia
Marta





