piątek, 1 czerwca 2012

Duże dzieci :)

Dziś dzień dziecka. Czujecie, że to Wasze święto? Ja zdecydowanie zamierzam świętować:)

Nie wiem jak to jest, ale gdy jesteśmy mali, to strasznie chcemy być już dorośli i samodzielni. Wyczekujemy niecierpliwie, kiedy będziemy mogli robić "te wszystkie rzeczy", których dzieciom nie wolno. A potem, gdy ta dorosłość dopada nas z całym dobrodziejstwem problemów, kredytów, trudnych sytuacji życiowych, z którymi trzeba się zmierzyć, to tęsknimy do beztroskich, dziecinnych lat. No w każdym razie, ja tak mam.
I chyba im jestem starsza, tym bardziej staram się świadomie pielęgnować to dziecko, które wciąż siedzi wewnątrz mnie. Dostrzegać różne drobne rzeczy, które nas otaczają i cieszyć się nimi. Doceniać przyjemności. Patrzeć w niebo i wymyślać, co swoim kształtem przedstawiają chmury. Zajadać galaretkę z truskawkami - jeden z ulubionych deserów dzieciństwa, itd.

Na stronie Marc'a Johns'a, z której pochodził rysunek zamieszczony w poprzednim poście, znalazłam jeszcze kilka doskonale pasujących do dzisiejszego dnia. Pierwszy powinien być właściwie mottem na 365 dni w roku:




No i wszystko się zgadza. Dyrygowałam orkiestrą i udawałam, że mam papierowy teleskop. Do tego bawiłam się w chowanego i podchody, grałam w klasy i w zbijaka, skakałam w gumę, łaziłam po drzewach, fikałam fikołki na trzepaku, ganiałam boso po kałużach w trakcie burzy, itd. Długo by wymieniać:)
A jakie były wasze ulubione zabawy w dzieciństwie? Coś szczególnie utkwiło wam w pamięci?

 Wszystkiego najlepszego dla wszystkich dzieciaków - tych małych i tych trochę większych. I nie zapominajcie o zabawie!

Miłego dnia
Marta

wtorek, 29 maja 2012

Motto na dziś

Dziś jest totalnie zwariowany dzień. 
 
  Jutro chyba nie będzie lepiej.

Miłego dnia
Marta

poniedziałek, 28 maja 2012

Jedno oko na Maroko

Na wnętrzarskich blogach króluje od pewnego czasu ręcznie malowana, marokańska ceramika. Mają wszyscy, mam i ja:) Tak się złożyło, że moja mama leniuchowała ostatnio w tym afrykańskim kraju i przywiozła mi w prezencie śliczny pojemniczek. Najfajniejsze jest to, że prezent nie był zamówiony, a mama po prostu doskonale wstrzeliła się w panujące trendy i w mój gust:)



W naszym mieszkaniu panują już zupełnie letnie zapachy. Wszędzie panoszą się mniejsze lub większe krzaczki lawendy. Mam nadzieję, że wkrótce zakwitną i że do tego czasu skończy się moja alergia. Wtedy to dopiero będzie zapachowy obłęd, bo teraz za zapchanym nosem raczej szału nie ma. Na tacach suszą się płatki dzikiej róży, które wykorzystuję później do mieszanek aromatycznych herbat i soli do kąpieli.



Są też zapachy kulinarne. Pieką się kolejne ciasta z rabarbarem:) Udało mi się też zapakować wczoraj w słoiki pierwszą w tym sezonie partię dżemu rabarbarowo-truskawkowego. To zdecydowanie nasz ulubiony dżem i nie może zabraknąć jego zapasów :)
A w przerwach popijamy sobie zimną wodę z cytryną i świeżą miętą. Oczywiście z kolorowych szklanek, żeby było jeszcze bardziej letnio. I cieszymy oczy wielgachną, różową hortensją. Obok konwalii i peoni to jeden z moich ulubionych kwiatów. A na peonie sezon właśnie się zaczął więc i u nas w domu z pewnością rozgoszczą się lada dzień.



Szykują się kolejne zmiany w mieszkaniu. Po raz kolejny okazało się, że nie ma żadnego sposobu, aby jakiekolwiek łóżko zmieściło się w poprzek naszej sypialni. Nie da się go ani wnieść, ani skręcić na miejscu:( Dlatego zapadła decyzja, że budujemy sami. W weekend kupiliśmy stelaże pod materac. Dzisiaj Adam ma przytaszczyć różne listwy i dechy na zagłówek. Jak wszystko się uda, to może jeszcze w tym tygodniu pokażę Wam efekty.
Dzisiaj ma się zjawić monter i sprawić, że przestaniemy należeć do wykluczonej cyfrowo grupy społeczeństwa. Oczywiście uwierzę, jak zobaczę działający internet. Niestety nauczona doświadczeniem jestem w tym temacie niczym niewierny Tomasz. Tak więc trzymajcie kciuki:)

Miłego dnia!
Marta

czwartek, 24 maja 2012

Czary mary rabarbary

Kojarzycie małą osadę Galów, którzy nieugięcie stawiali opór rzymskim legionistom? Na pewno tak, w końcu każdy zna Asterixa i Obelixa. Ja w dzieciństwie pochłaniałam wszystkie komiksy. I to po wielokroć. A jak było u Was? Lubiliście? Czytaliście?
A pamiętacie jak się nazywały garnizony otaczające osadę Galów, w których stacjonowali Rzymianie? Tu pewnie będzie więcej problemów:) W takim razie podpowiadam. Obozy nosiły fantastyczne nazwy: Relanium, Delirium, Akwarium i... Rabarbarium! Pięknie, prawda? Jakoś przez to Rabarbarium Asterix skojarzył mi się z obiecanym na dzisiaj tematem:)


A teraz ad rem.
Jeśli chodzi o robienie ciast, to mam do tego dwie lewe ręce. Prawie zawsze wychodzą mi zakalce. Zniechęca mnie to zwykle na długie miesiące do podejmowania kolejnych prób w związku z tym piekę ciasta baaaardzo rzadko. Jednak to ciasto piekę zawsze, gdy tylko uda mi się kupić rabarbar. A to dlatego, że z zakalcem smakuje wyśmienicie:) No i chyba jednak wychodzi mi częściej niż wszystkie inne. I tym razem niespodziewanie się udało:)



CIASTO Z RABARBAREM

250 g margaryny
1 szklanka cukru
2 szklanki mąki
2 jajka
3 łyżki wody
1/2  łyżeczki proszku do pieczenia
rabarbar - wedle uznania:)

Przygotowanie ciasta jest bardzo proste i szybkie. Margarynę rozpuszczam. Dosypuję do niej mąkę, cukier, proszek do pieczenia. Wbijam jajka. Wlewam wodę. Mieszam mikserem. Masę przelewam do formy. 
Na wierzchu układam rabarbar obrany ze skórki i pokrojony na kawałki grubości około pół centymetra. Kawałeczki lekko wciskam w ciasto. 
Jeśli chcecie dać ciastu szansę na wyrośnięcie, nie układajcie rabarbaru zbyt ściśle. Ale jeśli lubicie wilgotne zakalce, to sobie nie żałujcie:)
Tym razem piekłam ciasto w piekarniku nagrzanym do 180 st. przez ok 35 minut, ale można je też piec w prodiżu.



Jeśli lubicie kwaskowy smak rabarbaru, ciasto na pewno będzie wam smakowało. Można na wierzchu posypac je cukrem pudrem albo prażonymi płatkami migdałów. Zachęcam do wypróbowania przepisu, bo jest bardzo łatwy. To coś w sam raz dla tych, którzy lubią szybkie i "czyste" gotowanie:)
Smacznego!

Miłego dnia!
Marta

środa, 23 maja 2012

R jak RabaRbaR, befoRe i afteR

Dzisiaj mała zajawka, a jutro cały przepis. Jeśli lubicie rabarbar, to koniecznie zajrzyjcie tu jutro.




Pokażę Wam jeszcze dość nietypowe zdjęcie before and after. Zabierając się za urządzanie balkonu wróciłam do starych zdjęć z ogłoszenia o sprzedaży naszego mieszkania. Jeszcze rok temu widok z naszego okna wyglądał tak:


Ponure te bloki na przeciwko, prawda? Na szczęście zmiany zaszły nie tylko wewnątrz naszego mieszkania, ale również na zewnątrz. I tym sposobem wieczorami, siedząc na balkonie, możemy obserwować taki widok:

  
I od razu przyjemniej wyjrzeć za okno. 
A jeszcze przyjemniej zajadać w tym czasie ciasto rabarbarowe.

Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...