Zrobiłam sobie wiosnę. Właśnie tak - zrobiłam. I teraz mam w salonie bukiet kwitnącej forsycji, pięknie nasycony kolorem. Żółty nie jest moją ulubioną barwą. Nie mam żadnych ciuchów w tym kolorze i żadnych dodatków w domu. Ale bardzo lubię żółte kwiaty np. słoneczniki, tulipany. No i oczywiście forsycję - bo jako jedna z pierwszych zwiastuje wiosnę.
Nie wiem jak u was, ale u mnie, mimo że już pięknie świeci słońce, to forsycja jeszcze na dworze nie kwitnie. Ten krzew ma jednak taką ciekawą właściwość, że jak wstawi się gołe gałęzie do wazonu, to po kilku dniach obsypuje się kwiatkami. Metoda sprawdza się nawet w najstraszniejsze styczniowe mrozy, kiedy do wiosny jest jeszcze bardzo daleko.
Tak więc tydzień temu, w ponury i wietrzny dzień postanowiłam ogołocić krzak, który stanął mi na drodze i teraz mam prawdziwą wiosnę w domu. Też możecie w taki łatwy sposób zrobić sobie wiosnę:)
Nasze mieszkanie stanowi niezłą mieszankę staroci i całkiem współczesnych mebli i gadżetów. Gdy wstawiłam dzisiaj bukiet do zabytkowego kufla na piwo, pomyślałam sobie, że skoro już go obfotografowałam, to może pokażę wam jeszcze inne odziedziczone starocie. Ale na początek kufel:
Moda raz jest, a potem na jakiś czas odchodzi, żeby po latach znowu wrócić do łask. Obecnie moda na szydełkowanie kwadracików trwa w najlepsze. Jednak jeśli o mnie chodzi, to zdecydowanie nie mam tyle cierpliwości. Że już o umiejętnościach nie wspomnę:) Na szczęście kilkadziesiąt lat temu panowała ta sama moda i dzięki temu mam kwadracikową chustę wydzierganą na szydełku przez moją prababcię. Kolory na maksa wiosenne:)
I ostatni staroć w tym poście (bo przecież coś musi zostać na kiedy indziej). Razem z przedwojennymi szafami odziedziczyliśmy starą walizkę. Wreszcie ogarnęliśmy się trochę i walizka znalazła się w swoim docelowym miejscu. Teraz stanowi komplet z jedną z szaf.
Poczuliśmy wiosnę na całego i w ramach wiosennych porządków postanowiliśmy przemeblować salon. Dokupiliśmy kolejny regał na książki (okazało się, że trzy to za mało), a szafa i kanapa wylądowały na innej ścianie. Padło też na zmianę kolorystyki na bardziej pastelową i zamiast bordowej kanapy mamy błękitną.
No i stary singer znów się nie załapał:) Może pokażę go innym razem, z kolejną porcją naszych staroci.
Wszystkim niecierpliwie oczekującym wiosny przypominam, że do końca kalendarzowej zimy, czyli do 21 marca trwa na tym blogu zabawa, w której można wylosować ceramiczną gruszkę i pastelowe, ceramiczne gałki. Zapraszam do udziału w losowaniu. Szczegóły znajdziecie w tym poście.
Miłego dnia!
Marta
Śliczny bukiet :-)
OdpowiedzUsuńMieć coś po pradziadkach - bezcenne :-)
Pozdrawiam!
M.
Ślicznie u Ciebie, hmmm gdybym tylko wiedziała gdzie rośnie taki krzew...
OdpowiedzUsuńchusta piękna i bezcenna:)
OdpowiedzUsuńW planach tez mam forsycje w wazonie a jak na razie są bazie:) szydełkowana chusta sliczna!
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne starocie:)
Moje stare walizy również zamieszkają na jednej z szaf :) pozdrawiam wiosennie
OdpowiedzUsuńforsycja pełna energii słonecznego koloru :)Chusta po prababci... bezcenne :)
OdpowiedzUsuńŚwietna ta wiosna w wazonie! Muszę też chyba taką zastosować w domu :) Co do staroci - wniosek - trzeba zbierać wszystkie klamoty, bo na pewno będą kiedyś przeżywać drugą młodość :) Pozdrawiam ciepło!
OdpowiedzUsuńCudowne, wiosenne zdjęcia!
OdpowiedzUsuńbuziaki!
zbieramy te klamoty, bo są piękne i jak same piszecie - bezcenne. Zastanawiam się tylko jak to zrobić, żeby nie zamienić domu w muzeum, a jednocześnie mieć gdzie to wszystko trzymać.
OdpowiedzUsuńBo ja wbrew pozorom lubię też nowoczesny design i trochę mi już zaczyna brakować równowagi.