piątek, 7 lutego 2014

Piątkowe dylematy

Wiem, wiem, że piątek, że weekend, że większość z Was chce zapomnieć o pracy. Ja też chcę. Ale żeby to zrobić muszę domknąć temat domowego biura. A przynajmniej udawać, że pokazanie Wam obiecanych zdjęć pozwoli mi jakoś rozprawić się ze swoim pracoholizmem (bo znowu wzięłam sobie pracę do domu na weekend, cholera!) i nie wracać do tematu aż do poniedziałku.
Tak więc lecimy. Jak się okazało najbardziej przypadła Wam do gustu aranżacja w bieli, ale tuż za nią uplasował się wystrój starociowy i kolorowy. Oto i one w całej okazałości:







Tą świetną okulistyczną tablicę z napisem Warszawa kupiłam na Targach Rzeczy Ładnych. To taki wyraz mojego lokalnego patriotyzmu ;) Grafika została zaprojektowana przez Notoładnie Studio. Mają oni w swojej ofercie super gadżety z warszawskimi motywami i pewnie na coś jeszcze w przyszłości się skuszę.
A teraz czas na ostatnią aranżację której kolory i kształty nawiązują do motywów naturalnych. Mimo przekrzywionego abażuru (oj jakoś tego nie zauważyłam w ferworze przestawiania i fotografowania), miała ona swoich nieprzejednanych zwolenników wśród obu płci.*




Zauważyliście tę buteleczkę na parapecie? To jeden z kilku nowych, klamociarniowych łupów. Dawno mnie tam nie było, ale jak przypadkiem zajrzałam, to całą masę różnego szkła nakupiłam.  Klamociarnie to zdradliwe miejsca. Wpada człowiek w czeluści, nie umie wyjść z pustymi rękami, a po zsumowaniu tych wszystkich świetnych okazji za grosze okazuje się, że jakiś nienajgorszy ciuch dałoby się za to kupić ;) Znacie to?

* - w tych czasach cholernej poprawności politycznej pisze człowiek jak gdyby nigdy nic o dwóch płciach, a potem przypomina sobie poranną dyskusję zasłyszaną w radio i zaczyna się zastanawiać, czy to wypada... ech ciężkie jest życie blogera ;)

Miłego dnia!
Marta

wtorek, 4 lutego 2014

And the winner is...



Wielkie dzięki za za wszystkie głosy pod poprzednim wpisem. Muszę Wam jednak powiedzieć, że wcale nie ułatwiliście mi wyboru :) Każda aranżacja znalazła swoich zagorzałych zwolenników. Pierwsze dwie stylizacje szły łeb w łeb, a bardzo niedaleko za nimi uplasowały się dwie kolejne. Po dodaniu głosów z fejsa wyszło mi, że... wygrała stylizacja skandynawska.
Serio? Nie macie jeszcze dosyć bieli? 







Przyznaję, że nadal trudno mi się zdecydować na jedną ulubiona wersję tego kąta. Zrobiłam więc mały miks i w chwili obecnej króluje w tym miejscu wersja kolorowa bez kilku elementów, ale za to z dodatkami "ukradzionymi" ze stylizacji skandynawskiej i naturalnej. Ale możecie być pewni, że nie warto się przywiązywać do tego stanu, bo pewnie będą tutaj stale zachodzić jakieś zmiany. 
Anicja zapytała w komentarzu, gdzie chowam te wszystkie dodatki. Odpowiedź jest prosta - większości nie chowam. One po prostu wędrują sobie po mieszkaniu i w zależności od mojego nastroju tworzą różne konfiguracje. Czasem wsadzę coś do kartonu i o tym zapominam, a potem odkrywam ten element na nowo i zestawiam z zupełnie nowymi rzeczami. Raczej nie mam takich dekoracji, które są przypisane do jednego miejsca i nigdy go nie zmieniają. Raz butle stoją w sypialni na półce, innym razem w salonie na parapecie, a jeszcze kiedy indziej na podłodze w jadalni. I tak ze wszystkim. Przypuszczam,  że też tak macie. Macie?

Miłego dnia!
Marta

niedziela, 2 lutego 2014

Do czterech razy sztuka

Stara mądrość ludowa mówi, że kobieta zmienną jest. I już. Prawda ta jest powszechnie znana, ale nie wiem czy ów mądry lud przewidział zmienianie zdania cztery razy w ciągu trzech godzin?! Ale po kolei.
Jakiś czas temu nasza biblioteka nieco zmieniła wygląd, w wyniku czego wypiękniała, ale również zwiększyła swoje gabaryty. Zmusiło mnie to do pozbycia się zasłony, co z kolei uruchomiło lawinę drobnych zmian. Skoro nie ma zasłony po jednej stronie okna, to i ta po drugiej nie bardzo pasuje. Ją też zlikwidowałam, ale wtedy na jaw wyszły rury i goła ściana przy oknie. Postanowiłam więc zrobić małe przemeblowanie w pokoju. Jeden fotel wywędrował bliżej regału z książkami, a biurko dojechało do kąta. Tym sposobem zyskałam wreszcie ściany koło biurka i postanowiłam przearanżować nasze miejsce do pracy. 
I tu dochodzimy do sedna opowieści. Wczoraj Adam wywiercił niezbędne dziury. Coś tam sobie powiesiłam i poustawiałam, a dziś miałam zamiar to uwiecznić. Zrobiłam pierwsze zdjęcia i stwierdziłam, że może jednak lepiej byłoby ustawić wszystko inaczej. Pozmieniałam, obfotografowałam i znowu przyszedł mi do głowy nowy pomysł. A potem jeszcze kolejny. I w ten oto sposób w trzy godziny powstały cztery różne warianty wystroju domowego biura. Każdy jest w trochę innym stylu. Ciężko mi się zdecydować na jeden ulubiony. Ciekawa jestem, który Wam się najbardziej podoba? Do wyboru jest:

1. Vintage



2. Skandynawski


3. Kolorowy


4. Naturalny

Proponuję głosowanie. Piszcie w komentarzach, który kąt najbardziej przypadł Wam do gustu. Pewnie wszystkie aranżacje pokażę bardziej szczegółowo na blogu (bo załapało się tu trochę nowych nabytków), ale ta z największa ilością głosów pójdzie na pierwszy ogień. To co, gotowi do zabawy?

Miłego dnia!
Marta

czwartek, 30 stycznia 2014

Fotorelacja z fotowarsztatów

Jak się pewnie domyślacie cisza i przestój na blogu rosną wprost proporcjonalnie do zabiegania w codziennym życiu. Dzieje się dużo, ale na szczęście ciekawie. 
Na przykład w ostatni weekend moja rzeczywistość blogowa i realna znów zetknęły się ze sobą za sprawą kolejnego fantastycznego spotkania. Jak zwykle nieocenieni Piotrek z Magdą skrzyknęli nas, tym razem pod hasłem rozwijania umiejętności fotografowania. Wiecie, mnie nie trzeba zaproszenia na takie imprezy dwa razy powtarzać. Nie dość, że towarzystwo zacne, to jeszcze istniała szansa na zdobycie cennych umiejętności w fajnych okolicznościach przyrody (a właściwie designu z najwyższej półki). Mimo śniegu i siarczystego mrozu nikt nie przepuścił takiej okazji i stawiliśmy się tłumnie w showroomie FormaZone. O tym co się działo długo można by pisać. Wojtek Łazarowicz tak ciekawie opowiadał o fotografii (i nie tylko), że ciężko było oderwać się od rozmowy, żeby porobić trochę zdjęć ;) No ale przecież wypadało wypróbować rady w praktyce: światło, kontrast, faktury, kolory, głębia ostrości... oj jest co ćwiczyć. Oto próbka moich zmagań:













Znacie mnie już trochę i wiecie, że lubię fotografować detale. Widać to doskonale na tych zdjęciach. Jak zgrałam fotki z aparatu okazało się, że nie zrobiłam ani jednego szerokiego kadru. Jedyne zdjęcie, na którym widać nieco więcej przedstawia się tak:


Na szczęście sprawy zbiorowej foty złożyliśmy w ręce Wojtka, który tak nas uwiecznił:


Dziewczyny i chłopaki dziękuję Wam za to miłe, motywujące i twórcze spotkanie. Ciężko było mi się z Wami rozstać i już nie mogę się doczekać powtórki!

A kto nie był na spotkaniu koniecznie musi zajrzeć TUTAJ i obejrzeć meble, których autorem jest Wojtek. Jeśli zdecydujecie się na zakup, nie zapomnijcie zapytać skąd pomysł na amarantowy kolor frontów. Zapewniam Was, że takiej historii na pewno nikt się nie spodziewa;)

Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...