czwartek, 10 lipca 2014

Najazd blogerek na Gdynia Design Days

Zbieram się do napisania posta na temat mojej weekendowej wizyty w Trójmieście i coś mi nie idzie. Zdecydowanie za dużo się działo i chyba nie dam rady zmieścić wszystkiego w jednym  wpisie.W skrócie wyglądało to tak: 
spacer po gdańskiej starówce i fota z Neptunem - zaliczone,
spacer po Sopocie i oglądanie meczu w barze tuż przy Monciaku - zaliczone,
odwiedziny w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym i wegeburgery w Gdyni - zaliczone.
Ale to były tylko efekty uboczne prawdziwego powodu mojej wyprawy, czyli kolejnego spotkania Bloggers Zone zorganizowanego przez Ulę przy okazji Gdynia Design Days.


Program wydarzenia był bardzo bogaty. Na początek trzęsienie ziemi, czyli świetna prezentacja red. nacz. magazynu Elle Decoration Małgorzaty Szczepańskiej, która opowiedziała nam o sekretach dobrych aranżacji wnętrz i przedmiotów do zdjęć. A potem - jak u Hitchcocka - napięcie rosło. Był konkurs na nasze stylizacje, spotkanie z redakcją magazynu Moje mieszkanie, warsztaty fotograficzne, wykład Jacka Kotarbińskiego o marketingu bloga i bardzo ciekawe wystąpienie Dagmary nt. cienkiej granicy pomiędzy projektowaniem użytkowym a sztuką. Mam nadzieję, że Dagmara częściej będzie się z nami dzielić swoją ogromną wiedzą (jak przystało na absolwentkę nauk "historyczno sztucznych"). 
Był też czas na obejrzenie wystawy Młodzi na start, o której więcej możecie przeczytać (i zobaczyć) u Kasi. A jeśli chcielibyście zobaczyć ją na własne oczy, to zapraszam do Gdyni. Do końca sierpnia można ją oglądać w PPNT. Jest kilka naprawdę świetnych projektów. Może jak będzie okazja, to kiedyś troszkę więcej o nich napiszę. A teraz zostawiam was ze zdjęciami (których autorką jest Karolina Grabowska).





Dla mnie jak zawsze najcenniejsze są przy takich okazjach spotkania i rozmowy z ludźmi. Bardzo się cieszę, że znów miałam okazję spędzić czas z blogowymi koleżankami i to nie tylko z uczestniczkami spotkania. Musiało nas wywiać aż nad morze, żebyśmy wreszcie mogły się osobiście poznać z Ulą z Anielskiego zakątka :)
A skoro o Morzu mowa, to muszę się przyznać, że go tym razem nie widziałam. Zwyczajnie czasu zabrakło. Jak żyć? 

W filmach na końcu leci lista płac, to wypadałoby, żeby i tu przy okazji dzisiejszego wpisu coś podobnego zamieścić. Oto patroni i sponsorzy tego zlotu czarownic:


Miłego dnia!
Marta

czwartek, 3 lipca 2014

Kwiatomania

Niestety beznadziejny ze mnie pracoholik :( Cały tydzień pracowałam po kilkanaście godzin dziennie i ogromnie zazdroszczę wszystkim, którzy zaczęli wakacje. Na szczęście w najbliższy weekend jadę ładować akumulatory na Gdynia Design Days. Mam nadzieję, że się tam spotkamy ;)
Póki co wrzucam jeszcze fotki polnych kwiatów z mojej jadalni. To jakieś mutanty, bo stały od Bożego Ciała i padły dopiero dzisiaj (tylko dlatego, że zapomniałam dolać im wody).






A może wolicie rumianek?



Jeszcze wrócę na chwilę do tematu Gdynia Design Days. Jeśli będziecie w okolicy, wpadajcie koniecznie! Będzie okazja do spotkania blogerów, ale również do wzięcia udziału w różnych ciekawych warsztatach i prezentacjach otwartych dla publiczności. Po weekendzie obiecuję małą relację na blogu, ale na pewno fajniej będzie zobaczyć to na własne oczy ;)

Do zobaczenia!
Marta

niedziela, 29 czerwca 2014

"Łąka nawiedziła wnętrze mojej chaty"

Zazdroszczę szczęśliwcom, którzy zaczęli już wakacje. Ja niestety spędzam lato w mieście (choć liczę na jakieś weekendowe wypady), ale nie przeszkadza mi to w zbieraniu bukietów polnych kwiatów. Już ponad tydzień chabry, rumianki, dzikie goździki, dzwonki, itp. zdobią nasze mieszkanie. Jak padną, to na ich miejsce na pewno nazbieram kolejne. Co ciekawe, w Warszawie nie ma większego problemu ze znalezieniem miejsca, w którym rosną polne kwiaty. Zawsze znajdą się jakieś ogródki działkowe, trasy rowerowe wzdłuż Wisły albo trawniki zmieniające się latem w dzikie łąki. I świetnie, bo ja uwielbiam polne kwiaty ;)








Lato lubię również za burze. Nie wiem dlaczego większość ludzi się ich boi. Ciekawa jestem jak jest z Wami? Dla mnie to fantastyczny spektakl natury. Bardzo lubię oglądać gromadzące się na niebie granatowe chmury i walące błyskawice. Wczoraj burza mnie przemoczyła. Dzisiaj rano też jedna przeszła, a teraz właśnie zbiera się na kolejną. Słychać już coraz bliższe grzmoty. Kończę więc pisać i idę zrobić sobie drinka, aby potem sączyć go na balkonie, oglądając przewalające się chmury i ulewę.

A Was zachęcam do przeczytania wiersza Leśmiana p.t. "Łąka", z którego zaczerpnęłam tytuł tego wpisu.

P.S. Pamiętacie o trwającym konkursie? Deadline się zbliża więc jeśli podczas planowania wakacyjnych wyjazdów umknęła Wam gdzieś ta informacja, to nic straconego, wciąż jeszcze możecie się zgłosić do zabawy. Zapraszam :)

Miłego dnia!
Marta

czwartek, 26 czerwca 2014

Szał ciał i wszechobecne klocki - witajcie w Legolandzie ;)

Jak każda dziewczynka miałam w dzieciństwie lalki. Ale miałam też samochodziki ;) A przede wszystkim miałam klocki duplo i lego, przywożone z zagranicy przez różnych wujków. Bardzo lubiłam z nich budować  i oczywiście marzyłam o wyjeździe do Legolandu, który jawił mi się jako jakiś nieosiągalny raj. Minęło kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) lat i tymi samymi klockami bawią się moje siostrzenice. A ja dość nieoczekiwanie jako stara baba spełniłam swoje marzenie z dzieciństwa. Jak to mówią "lepiej późno niż wcale". I choć kiedyś szał na pewno byłby większy, to teraz też dobrze się bawiłam.
Legoland można podzielić na dwie cześć. Pierwsza jest bardziej do oglądania. Można podziwiać fantastyczne budowle, miniatury znanych pomników, pałaców i miasta w mikro skali. Są też wybudowane z klocków porty, lotniska, a nawet ogromna platforma wiertnicza i plan filmowy z 'Gwiezdnych wojen'. Wszystko jest genialnie dopracowane.







Cześć druga, z której mam mniej zdjęć (próbowałam chronić aparat), to różnego rodzaju atrakcje: karuzele, dom strachów, kolejki górskie, itd. Ja ktoś lubi czuć żołądek w gardle i wiatr we włosach, a czasem także wypluskać się w wodzie, to doskonale się tu odnajdzie.  Jest gdzie poszaleć :) 
Legoland oferuje również atrakcje, których zupełnie się tam nie spodziewałam, np. wielkie terrarium z żywymi pingwinami i mini oceanarium, w którym można pooglądać np. koniki morskie, różne fajne rybki a nawet rekiny. Można też pomacać kraby, rozgwiazdy i jeżowce. Fajna sprawa dla dzieciaków.


Najdziwniejsze i raczej niekorzystne z punktu widzenia fanów lego jest to, że w Legolandzie nie ma miejsca, w którym można budować z klocków. Jest za to sklep, w którym można kupić np. nietypowe klocki na wagę. Jeśli więc ludziki zgubiły gdzieś swoje brązowe włosy, albo macie za mało klocków niebieskich w rozmiarze jakimś tam, to tutaj możecie uzupełnić zapasy ;)

Ogólnie moje wrażenie jest takie, że jeśli chcecie miło spędzić czas w parku rozrywki, to będzie Wam się podobało. Będzie się też podobało dzieciakom - każdy znajdzie coś dla siebie. Jednak jeśli macie do wyboru Legoland albo Disneyland, wybierzcie to drugie. Skala jednak jest nieporównywalna. A najlepsze oceanarium jakie widziałam do tej pory (a sporo tego było) jest we Francji w La Rochelle. Jeśli będziecie mieli okazję, odwiedźcie je koniecznie i zarezerwujcie sobie na to cały dzień.

I żeby nie było, że na wnętrzarskim blogu nie pojawia się nic na temat urządzania wnętrz, wrzucam poniższą fotkę. Może dla kogoś będzie inspiracją i sprawi, że nie tylko tatusiowie, ale również mamusie chętnie będą  budowały ze swoimi dzieciakami z lego ;)


Miłego dnia!
Marta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...